Skoki narciarskie

W sobotę najlepszy, w niedziele najsłabszy. Co się dzieje ze skoczkiem z Wisły?

today02.02.2026 10:45

Tło
share close

W ten weekend Aleksander Zniszczoł pokazał dwa oblicza. W sobotę – jak na standardy obecnego sezonu – wypadł przyzwoicie i jako jedyny z całej polskiej kadry zdołał zapunktować w zawodach. 28. lokata nie rzucała na kolana, ale była pewną miłą odmianą, bowiem wcześniej w tym sezonie Zniszczoł jeszcze nie zdobył żadnych punktów do klasyfikacji generalnej. W niedzielę natomiast wszystko wrócił do „normy”, a skoczek z Wisły po skoku na odległość 108,5 metra zmagania zakończył na odległym 49. miejscu…

Fatalna zima Aleksandra Zniszczoła

Aleksander Zniszczoł po kilku całkiem udanych sezonach, popadł w olbrzymi kryzys sportowy. Tej zimy jest jedynie tłem dla swoich kolegów z kadry, mimo że ci również nie zachwycają. Od startu obecnej kampanii na liście startowej pucharowych zmagań znalazł się 11 razy. Trzykrotnie zmagania kończył już na etapie kwalifikacji, a siedem kolejnych prób swój finał miało już po pierwszej serii. 

Przełamanie przyszło dopiero ostatniego dnia stycznia w niemieckim Willigen. Niespełna 32-letni skoczek z Wisły w końcu wywalczył awans do drugiej serii zmagań. Ciężko tu mówić o wielkim sukcesie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w przeszłości potrafił już stawać na podium zawodów Pucharu Świata… Ale z pewnością było to jakieś światełko w tunelu.

W niedzielę do kontynuacji jednak nie doszło i zamiast kolejnego kroku naprzód, pojawiło się spore rozczarowanie. Oczywiście trzeba brać pod uwagę trudne warunki, jakie w ten weekend panowały na skoczni, niemniej jednak 49. lokata po skoku na odległość ledwie 108,5 metra mogła poważnie martwić.

Czytaj więcej na temat niedzielnego konkursu:

Po niezłych sezonach przyszedł kryzys formy

Dyspozycja sportowa Zniszczoła może martwić, zwłaszcza jeśli spojrzymy na wyniki z ubiegłych lat. Ostatnie trzy sezony pokazały, że jest to zawodnik zdolny co najmniej do regularnego punktowania wśród elity. Najlepiej prezentował się rzecz jasna w kampanii 2023/24, gdy dwukrotnie udało mu się stanąć na najniższym stopniu podium – najpierw w Lahti, a później podczas finałowego konkursu w słoweńskiej Planicy. 

Poprzedni sezon – choć nie tak udany – również pozwalał sądzić, że będzie on jednym z czołowych skoczków w kadrze Macieja Maciusiaka. Rzeczywistość okazała się jednak zgoła odmienna. Wiślanin całkowicie się pogubił i dziś, zamiast przygotowywać się do Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie Cortinie d’Ampezzo, walczy o powrót do przyzwoitej dyspozycji. W efekcie znów ominie go najważniejsza impreza czterolecia…

Więcej na ten temat przeczytacie tutaj:

Autor: Mikołaj Lorenz