Listeners:
Top listeners:
play_arrow
Radio BIELSKO Przeboje non-stop
play_arrow
Radio EXPRESS FM Prawdziwa Lokalna Stacja
play_arrow
Radio DISCO Zawsze w rytmie!
play_arrow
Radio MEGA Mega Przeboje!
play_arrow
Radio NUTA Same dobre nuty!
Maciej Serafin, pierwszy Polak w historii, który ukończył legendarny wyścig Pikes Peak w USA, jest jednym z ambasadorów Wielkiej Wyprawy Maluchów. W rozmowie z nami kierowca opowiada o misji wyprawy, wypadku, po którym jego serce przestało bić na 40 sekund, i o górze, która nauczyła go respektu.
Wielka Wyprawa Maluchów to charytatywna podróż kolumny Fiatów 126p przez Europę w której bierze udział także Radio BIELSKO. Uczestnicy zbierają pieniądze dla dzieci poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych. Dla Macieja Serafina to już trzecia edycja.
– Jedziemy, mamy misję, zbieramy pieniądze dla dzieci poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych. Ta misja nas trzyma i dodaje nam sił, mimo że upały sięgały 40 stopni w cieniu. Maluchy nie mają klimatyzacji. Trzeba otworzyć wszystkie okna, czyli wszystkie dwa, i jechać – mówi Maciej Serafin.
Na konto zbiórki trafiło już blisko milion złotych. Uczestnicy dotarli właśnie na plażę Omaha, gdzie kończy się europejska część trasy. Za dwa dni, w środę, kolumna rozpocznie objazd po Polsce.
Zobacz też: Przejechali 3500 kilometrów maluchem i dotarli do Normandii. Na mecie były łzy i ogromne emocje
Kolumna liczy 70 maluchów. Zaplecze techniczne działa dzień i noc. – Mamy ze sobą kilkadziesiąt silników i kilkadziesiąt skrzyń biegów. Uczestnicy nie musieli się martwić, że zostaną z czymś, czego nie da się naprawić – podkreśla kierowca.
Jak Europa reaguje na polski samochód sprzed lat? Zdaniem ambasadora akcji jednakowo, niezależnie od wieku.
– Każdy człowiek, który nas widzi, czy to dziecko, czy osoba starsza, reaguje uśmiechem. Ludzie podchodzą na stacjach benzynowych i robią sobie zdjęcia – opowiada Maciej Serafin.
Kierowca wspomina też ubiegłoroczny wjazd kolumny na krakowski rynek. – Uchyliłem szybę i głośno zapytałem, kto z was jeździł maluchem. Zobaczyłem las rąk i uśmiechy na twarzach. To jest naprawdę niesamowite – wspomina.
Jak dodaje, wyprawa łączy narodowe dziedzictwo motoryzacyjne z pomaganiem. – Nikt na świecie nie zebrał jeszcze tylu takich samych samochodów i nie przemierzał z nimi tysięcy kilometrów w tak wspaniałym celu – zaznacza.
Maciej Serafin od 30 lat związany jest z motorsportem. Przez 15 lat ścigał się na motocyklach, a od blisko dekady startuje w wyścigach samochodowych. Za sobą ma wiele wypadków. Najgroźniejszy wydarzył się w 2015 roku na torze Slovakia Ring.
– Na pierwszym okrążeniu podciął mnie inny zawodnik, który się przewrócił. Straciłem przytomność, moje serce przestało bić na około 40 sekund. Reanimacja przywróciła je do życia. Zaczęło bić po to, żeby dalej czynić dobro i kontynuować moją pasję – mówi kierowca.
Po wypadku zrobił dwa lata przerwy. Do ścigania namówiła go żona. – Powiedziała, że nie jestem tym samym człowiekiem, za którego wyszła, i że muszę kontynuować swoją pasję. Żony trzeba słuchać, więc kupiłem samochód – opowiada z uśmiechem Maciej Serafin.
Przesiadka z dwóch na cztery kółka wymagała nauki. Rok 2018 zawodnik określa jako przełomowy, bo musiał opanować zupełnie inną technikę jazdy. Od 2019 roku zaczął regularnie wygrywać. Zdobył trzy tytuły mistrza Polski w wyścigach górskich: w 2019, 2020 i 2025 roku.
Potem przyszedł czas na Europę. Rywalizacja w mistrzostwach Starego Kontynentu oznaczała starty w 10 krajach i 30 tysięcy kilometrów w trasie. – Moja żona naliczyła, że przez 92 dni nie było mnie w domu. To było potężne wyzwanie finansowe, logistyczne i czasowe – przyznaje kierowca.
Wysiłek się opłacił. W 2022 roku Maciej Serafin zdobył tytuł mistrza Europy w grupie 5 jako pierwszy Polak w historii tej kategorii. Rok później, już we współpracy z Orlenem, wywalczył kolejne mistrzostwo Europy, tym razem w grupie 4. Jako pierwszy Polak zajął też trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej mistrzostw Europy.
Kolejnym celem stał się najniebezpieczniejszy wyścig świata, czyli Pikes Peak International Hill Climb w USA. Żaden Polak nigdy wcześniej tam nie wystartował. 6 lutego kierowca dowiedział się, że znalazł się na liście startowej. Spośród setek zgłoszeń organizatorzy wybierają tylko 75 samochodów.
– Weryfikacja zawodnika jest bardzo rygorystyczna. Pomogły mi tytuły mistrza Polski i Europy. Listy referencyjne napisali o mnie Rafał Sonik, Bartek Ostałowski i Kajetan Kajetanowicz. Dostałem duży kredyt zaufania od ludzi, którzy osiągnęli w motorsporcie bardzo dużo – wyjaśnia Maciej Serafin.
Trasa wyścigu robi wrażenie. Start znajduje się na wysokości 2800 metrów, a meta na 4300 metrach. Na 20 kilometrach kierowcy pokonują 156 zakrętów przy nachyleniu sięgającym 8 procent. Obok drogi ziejące przepaście o głębokości 300-400 metrów, a prędkości dochodzą do 200 kilometrów na godzinę. Od 1916 roku, kiedy rozegrano pierwszą edycję, w wyścigu zginęło siedem osób. Rozrzedzone powietrze przy szczycie powoduje u niektórych zawodników zawroty głowy, a nawet omdlenia.
Góra dwukrotnie ostrzegła polskiego kierowcę. Podczas pierwszego treningu oślepiło go wschodzące słońce. – Przy prędkości około 150-160 kilometrów na godzinę kompletnie nic nie widziałem. Spóźniłem hamowanie o dwie sekundy, obróciło mnie dwa razy i wylądowałem kilka metrów od potężnych skał – relacjonuje zawodnik. Drugi raz auto obróciło się po lądowaniu na wertepach przy samym szczycie. – Ta góra wyryła w mojej głowie słowo respekt – przyznaje.
W wyścigu Maciej Serafin osiągnął czas 10:36.507 i zajął szóste miejsce w klasie Time Attack 1. Pobił tym samym rekord samochodów z napędem na przednią oś z 2018 roku, który wynosił 10 minut i 48 sekund. Do pokonania Japończyka Daijiro Yoshihary z fabrycznego zespołu Hondy zabrakło mu zaledwie trzech sekund.
– Organizatorzy i zawodnicy twierdzą, że po to nie pobiłem tego rekordu, żeby przyjechać za rok. I rzeczywiście planujemy tam wrócić i pobić go bardzo mocno – zapowiada kierowca.
Nad projektem pracował dziewięcioosobowy zespół. Auto bez problemu dojechało do mety. Start w Kolorado na żywo śledziły tysiące Polaków, a pod trasą kibicowała Polonia.
– W momencie, kiedy przekroczyłem metę, wszyscy mieli łzy w oczach i obejmowali się. To było szalenie miłe, że my jako Polacy zdobyliśmy tę górę z bardzo dobrym rezultatem. Piękna, historyczna chwila – wspomina Maciej Serafin, który jako pierwszy Polak w 110-letniej historii zawodów stanął na starcie i ukończył Pikes Peak.
Na koniec rozmowy zapytaliśmy mistrza Europy o bezpieczeństwo na drogach i kierowców, którzy urządzają sobie rajdy na ulicach. Zawodnik nie ukrywa, że sam popełnił kiedyś ten błąd.
– Jako nastolatek zrobiłem największą głupotę, jaką mogłem zrobić. Jeździłem szybko motocyklem po ulicy. Dopiero w 2000 roku, kiedy trafiłem na profesjonalny tor w Poznaniu, zrozumiałem, jaki jestem malutki i jak kompletnie nie umiem jeździć. Ten tor uratował mi życie – przyznaje Maciej Serafin.
Podczas spotkań z młodzieżą kierowca opowiada o własnych upadkach przy prędkości około 200 kilometrów na godzinę. – Niewidzialna siła pchała mnie, aż lądowałem 80, 100, 120 metrów od toru. Gdybym podczas koziołkowania trafił na drzewo, krawężnik albo latarnię, zginąłby – tłumaczy.
Jego apel jest jednoznaczny. – Chcecie szybko jeździć? Jedźcie na tor, zapiszcie się na rajd, zróbcie to w bezpieczny sposób. Na torze nie ma słupów, latarni ani drzew. Zawsze powtarzam jedno z moich ulubionych powiedzeń: na torze możesz zginąć, na drodze musisz zginąć – podsumowuje zawodnik.
Relacje z wypraw i wyścigów Macieja Serafina można śledzić na jego profilu Maciej Serafin Race Driver na Facebooku.
Autor:
Robert Fraś
[email protected]
Najlepsze pasmo towarzyszące na Podbeskidziu! Konkursy, akcje radiowe, rozmowy i oczywiście - starannie wyselekcjonowane przeboje non-stop!
close
Copyright Radio BIELSKO