Listeners:
Top listeners:
play_arrow
Radio BIELSKO Przeboje non-stop
play_arrow
Radio EXPRESS FM Prawdziwa Lokalna Stacja
play_arrow
Radio DISCO Zawsze w rytmie!
play_arrow
Radio MEGA Mega Przeboje!
play_arrow
Radio NUTA Same dobre nuty!
Za BKS Bostik ZGO Bielsko-Biała sezon pełen dużych emocji, ważnych meczów i sportowych wyzwań. Bielszczanki zagrały w finale Pucharu Polski, zrobiły kolejny krok w europejskich pucharach i po raz kolejny znalazły się w najlepszej czwórce TAURON Ligi. Ostatecznie zabrakło medalu, dlatego – jak przyznaje prezes klubu Aleksandra Jagieło – pozostał niedosyt. Jednocześnie podkreśla jednak, że klub konsekwentnie buduje swoją pozycję, a ostatnie lata pokazują stabilny rozwój i miejsce BKS-u w krajowej czołówce.
Pani Prezes, BKS był w tym sezonie bardzo blisko rzeczy dużych — finał Pucharu Polski, w lidze medal też był realnie w zasięgu. A jednak na końcu zostaje porażka w finale i czwarte miejsce w lidze, czyli sportowo bardzo trudny zestaw emocji. Czy po takim sezonie łatwiej powiedzieć: „zrobiliśmy dobrą robotę i utrzymaliśmy BKS w czołówce”, czy raczej: „była wielka szansa, której nie udało się domknąć”?
Aleksandra Jagieło: Niedosyt na pewno zostaje, ponieważ była duża szansa, żeby zdobyć brązowy medal. Tego nie da się ukryć.
Natomiast patrząc szerzej, myślę, że cele, które zakładaliśmy przed sezonem, zostały zrealizowane. Pierwszym dużym celem był awans do najlepszej czwórki Pucharu Polski. My zagraliśmy w finale, więc można powiedzieć, że poszliśmy nawet krok dalej, niż pierwotnie zakładaliśmy. Do tego doszły dobre występy w Pucharze CEV. Tam również wykonaliśmy krok do przodu względem poprzedniego startu i odpadliśmy z bardzo mocnym rywalem, późniejszym finalistą tych rozgrywek. No i oczywiście liga. Tutaj walka o brązowy medal potwierdziła w pewnym sensie układ sił z rundy zasadniczej. Przez kilka miesięcy byliśmy w ścisłej czołówce, potem znaleźliśmy się w walce o medal. Ostatecznie skończyło się czwartym miejscem, więc sportowo jest czego żałować. Ale z drugiej strony przez ostatnie cztery lata cały czas jesteśmy w pierwszej czwórce mistrzostw Polski. To też jest coś, co trzeba docenić.
Czwarte miejsce to zawsze trudna pozycja. Sportowiec jest blisko podium, ale medalu nie ma.
Tak, czwarte miejsce jest jednym z tych, których sportowcy najmniej lubią. Zwłaszcza gdy walka o medal jest realna. Ale trzeba też umieć spojrzeć na to spokojnie. Od kilku lat BKS krok po kroku wspina się w górę. Jesteśmy regularnie w ścisłej czołówce ligi, gramy ważne mecze, występujemy w europejskich pucharach, bijemy się z najmocniejszymi zespołami w Polsce. Oczywiście, chcielibyśmy medalu. Każdy w klubie tego chciał. Natomiast stabilność w sporcie też ma ogromne znaczenie. A my tę stabilność na wysokim poziomie pokazujemy.
Co było bliższe realizacji: zdobycie Pucharu Polski czy medal w lidze? Gdzie niedosyt jest większy?
Myślę, że większy niedosyt zostaje jednak po lidze. Puchar Polski był dla nas bardzo ważnym momentem, sam awans do finału był dużą sprawą, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że w meczu finałowym PGE Budowlani Łódź był zespołem wyraźnie lepszym. Przegraliśmy 0:3 i trudno tutaj budować narrację, że ten puchar był na wyciągnięcie ręki. Dla wielu naszych zawodniczek sam udział w turnieju finałowym, gra przy takiej stawce, przy takiej oprawie i w takim meczu, był ogromnym doświadczeniem.
Inaczej patrzę na ligę, bo tam rzeczywiście byliśmy blisko medalu. W półfinale z DevelopRes Rzeszów przegraliśmy dwa mecze, jeden wygraliśmy, ale w tym decydującym spotkaniu naprawdę byliśmy blisko rywalek. Zagraliśmy dobre mecze z bardzo mocnym zespołem i pokazaliśmy, że potrafimy rywalizować z drużyną z absolutnego topu. A potem przyszła rywalizacja o brąz z UNI Opole. Przegraliśmy ją 1:3 w meczach i szczególnie szkoda pierwszego spotkania w Opolu. Mieliśmy tam swoje prowadzenie, mieliśmy swoje momenty, mogliśmy ten mecz zamknąć, a jednak go wypuściliśmy. Gdyby tamto spotkanie potoczyło się inaczej, cała rywalizacja mogła wyglądać zupełnie inaczej.
Dlatego mówiąc najprościej: Puchar Polski był dużym sukcesem, ale finał pokazał przewagę Łodzi. Natomiast w lidze medal był realnie w zasięgu. I właśnie dlatego ten ligowy niedosyt jest chyba większy. Byliśmy blisko, ale w najważniejszych momentach zabrakło nam kilku piłek, większej skuteczności i domknięcia meczów, które mogliśmy przechylić na swoją stronę.
Opole zasłużyło na brązowy medal?
Tak. Opole wygrało tę rywalizację zasłużenie. To był zespół, który przez cały sezon pokazywał swoje atuty i w play-offach również je wykorzystał. Były bardzo skuteczne na skrzydłach, potrafiły kończyć ważne piłki i w kluczowych momentach utrzymywały jakość. To też jest przykład drużyny, która zrobiła duży krok do przodu. W poprzednim sezonie była dużo niżej, a teraz zdobyła pierwszy historyczny medal. To pokazuje, że liga jest coraz ciekawsza i coraz bardziej wyrównana.
A gdybyś miała wskazać zawodniczki, które szczególnie zasłużyły na pochwałę po tym sezonie? Namówimy Panią Prezes na indywidualne wyróżnienia?
Nie lubię indywidualnych laurek. Siatkówka jest sportem zespołowym i każda zawodniczka ma swoje znaczenie. Oczywiście, są zawodniczki, które zdobywają więcej punktów, są bardziej widoczne w statystykach albo grają w ważnych momentach. Ale za wynikiem zawsze stoi cały zespół: zawodniczki podstawowe, zmienniczki, sztab szkoleniowy, zespół medyczny, cała codzienna praca.
Nie chciałabym nikogo pominąć albo sprawić wrażenia, że jedna osoba była ważniejsza od innych. W takim sezonie każda miała swoją rolę.
To może ja spróbuję? Pewnie trudno byłoby o sportowy sukces bez tak dobrej postawy Kertu Laak. Zgodzisz się?
Zdecydowanie tak. Kertu to zawodniczka, która od kilku sezonów jest dla nas bardzo ważna. Zna klub, zna ligę, zna nasze realia i wie, czego od niej oczekujemy. To jest typowy walczak. Zawodniczka, która nie chowa się w trudnych momentach, bierze odpowiedzialność, daje zespołowi punkty, ale też energię, charakter i pewność. Oczywiście w statystykach widać jej rolę bardzo wyraźnie, bo znów była jedną z najlepiej punktujących zawodniczek w lidze, ale dla mnie równie ważne jest to, jak ona funkcjonuje w drużynie.
Kertu ma w sobie coś bardzo cennego: sportową zadziorność i stabilność. Można na nią liczyć. Ona nie jest zawodniczką, która tylko efektownie wygląda w pojedynczych akcjach. Ona przez cały sezon wykonuje swoją pracę, ciągnie zespół, walczy, nie odpuszcza. I przy tak długim, wymagającym sezonie to ma ogromne znaczenie.
W sezonie nie brakowało jednak też problemów zdrowotnych. Jak bardzo kontuzje Wiktorii Szewczyk i Aleksandry Gryki wpłynęły na drużynę? Czy ze zdrowymi dziewczynami byłby ligowy medal?
Na pewno te kontuzje miały znaczenie, bo mówimy o dwóch bardzo ważnych zawodniczkach i dwóch bardzo ważnych pozycjach. Nie chcę jednak powiedzieć, że gdyby Wiktoria i Ola były zdrowe, to na pewno mielibyśmy medal, bo sport tak nie działa. Być może tak, być może nie. Natomiast na pewno nasza sytuacja byłaby łatwiejsza, a możliwości zespołu większe.
W przypadku Wiktorii najbardziej szkoda mi jej samej. To młoda rozgrywająca, która bardzo dobrze weszła w sezon, a właśnie w najważniejszym momencie mogła zebrać ogromne doświadczenie. Kontuzji doznała przed turniejem finałowym Pucharu Polski i przed play-offami, czyli przed meczami, które dla takiej zawodniczki są bezcenne. To są spotkania, które bardzo dużo uczą i pokazują, w jakim kierunku idzie rozwój. Oczywiście klub musiał zareagować i udało nam się awaryjnie sprowadzić naprawdę wybitną zawodniczkę — Giulię Gennari. To było bardzo ważne, bo z jedną rozgrywającą trudno byłoby funkcjonować na takim poziomie i przy takiej intensywności sezonu. Giulia weszła do drużyny bardzo dobrze. Była profesjonalna, otwarta, szybko się zaadaptowała, zaufała nam, a my jej. Natomiast taka zmiana w trakcie sezonu zawsze ma wpływ na funkcjonowanie zespołu.
Jeśli chodzi o Olę Grykę, to również była dla nas duża strata. To zawodniczka o dużej jakości, reprezentantka Polski, jedna z najlepszych blokujących w lidze. Jej obecność dawała nam siłę na środku, ale też doświadczenie, pewność i określony poziom sportowy. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że dziewczyny, które weszły w jej miejsce, wykonały bardzo dobrą pracę. Nie było tak, że po kontuzji Oli całkowicie rozsypała nam się gra na środku.
Myślę, że w końcówce sezonu zabrakło nam nie jednej konkretnej zawodniczki, tylko kilku elementów naraz: zdrowia, szerszej rotacji, skuteczności w ważnych momentach i domykania meczów, które mieliśmy w swoich rękach. Czy zdrowe Wiktoria i Ola mogłyby pomóc w zdobyciu medalu? Na pewno. Czy mogę powiedzieć, że wtedy medal byłby pewny? Nie. Ale na pewno z nimi bylibyśmy mocniejszym zespołem.
A jak wygląda dziś sytuacja Wiktorii Szewczyk? Jest już zdrowa i gotowa do normalnego grania?
W przypadku Wiktorii sytuacja wygląda dużo lepiej. Początkowo diagnozy były bardzo różne, nawet skrajne. Były opinie, że konieczna będzie operacja, dlatego też musieliśmy reagować transferowo. Później pojawiła się jednak możliwość leczenia bezoperacyjnego i poszliśmy w tę stronę.
Na dziś wszystko wygląda dobrze. Wiktoria wraca do treningu, po maturach ma dołączyć do reprezentacji, więc to najlepszy sygnał, że jest na dobrej drodze. Bardzo się z tego cieszę, bo dla niej ten sezon był ogromnym wyzwaniem nie tylko sportowym, ale też życiowym — szkoła, matura, samodzielność, gra na wysokim poziomie. To młoda dziewczyna, która bardzo szybko musiała wejść w poważną siatkówkę.
Z Aleksandrą Gryką sytuacja jest trudniejsza?
Tak, w przypadku Oli trzeba mówić o dłuższej przerwie. To poważna kontuzja kolana i tutaj potrzebna będzie wielomiesięczna rehabilitacja. Przy takich urazach nie ma sensu niczego przyspieszać ani składać deklaracji na wyrost. Najważniejsze jest zdrowie zawodniczki i spokojny powrót do pełnej sprawności. Przyjmuje się, że taka przerwa może potrwać około dziewięciu miesięcy, więc zobaczymy, jak będzie wyglądał
W ostatnich latach przez BKS przewinęło się kilka zawodniczek, które później zrobiły później kolejne, duże kroki w swoich karierach. Że wymienię choćby Paulinę Damaske – dziś, w barwach PGE Budowlani Łódź, chyba czołową polską zawodniczkę. Jak patrzysz na takie historie? Z dumą czy raczej z żalem, że nie zawsze udaje się je zatrzymać?
Patrzę na to przede wszystkim z dumą. Oczywiście, jako prezes chciałabym takie zawodniczki zatrzymywać jak najdłużej, bo każda drużyna potrzebuje jakości, charakteru i liderek. Ale sport ma swoje prawa. Są większe budżety, są kolejne etapy kariery i są propozycje, które dla zawodniczek są naturalnym krokiem do przodu. Przykład Pauliny Damaske jest bardzo dobry. Przyszła do nas z Łodzi, gdzie wcześniej nie miała takiej roli, jakiej potrzebowała. W BKS-ie dostała zaufanie, przestrzeń do grania i odpowiedzialność. Przez dwa sezony wykonała ogromną pracę, rozwinęła się i dziś jest jedną z czołowych polskich zawodniczek. I ja się z tego naprawdę cieszę.
Jasne, że jest też sportowy niedosyt, bo chciałoby się mieć takie dziewczyny u siebie dłużej. Ale z drugiej strony to pokazuje, że BKS jest miejscem, w którym zawodniczka może zrobić duży krok w karierze. Może się rozwinąć, wejść na wyższy poziom i później pójść dalej. Nie zawsze wygramy rywalizację finansową z najbogatszymi klubami, ale możemy dawać zawodniczkom coś bardzo ważnego: dobrą pracę, zaufanie, stabilność i realną szansę rozwoju. Jeśli zawodniczka odchodzi z BKS-u mocniejsza niż przyszła, to znaczy, że klub też wykonał dobrą robotę.
Czyli BKS musi funkcjonować trochę inaczej niż najbogatsze kluby ligi?
Tak. Musimy być mądrzy. Nie możemy ścigać się z każdym na tych samych zasadach finansowych, bo nie zawsze jest to możliwe. Dlatego ważne jest dobre rozpoznanie rynku, praca z zawodniczkami, atmosfera, sztab, rozwój, stabilność organizacyjna. Budżet ma ogromne znaczenie, ale nie wszystko da się kupić. Liczy się też środowisko, zaufanie, sposób pracy, relacje, możliwość rozwoju i to, jak zawodniczka czuje się w klubie. Myślę, że BKS ma w tych obszarach dużo do zaoferowania.
Co można już powiedzieć o składzie kadry zespołu na kolejny sezon? Będzie dużo zmian?
Nie będzie rewolucji. Oczywiście pojawią się zmiany, bo to naturalne po każdym sezonie, ale nie mówimy o budowaniu zespołu od początku. Raczej o kontynuacji, z pewnymi korektami, które mają nas wzmocnić. Mamy już bardzo konkretny obraz kadry na kolejny sezon. Wiemy, kto zostaje, wiemy, z kim się rozstajemy. Natomiast nie wszystko możemy i chcemy ogłaszać od razu. Będziemy to robić spokojnie, w swoim czasie, zgodnie z rytmem naszych klubowych social mediów.
Najważniejsze jest to, że nie będzie całkowitej przebudowy. Bardzo się cieszę, że udało się utrzymać dużą część zespołu i że sztab szkoleniowy również zostaje. To dla mnie bardzo ważne, bo stabilność jest jednym z fundamentów rozwoju. Jeżeli co roku wymienia się pół drużyny czy te sztab, trudno budować ciągłość. My chcemy utrzymać to, co dobre, poprawić elementy, które wymagają poprawy, i dalej walczyć o wysokie cele.
Czy w nowym sezonie również można spodziewać się zagranicznych transferów?
Tak, będą takie ruchy. Mam nadzieję, że tym razem będą bardzo trafione, bowiem różnie to z transferami zagranicznych siatkarek w naszym przypadku bywało. Zawodniczki, które do nas przychodziły, były bardzo zaangażowane, pracowite, dobre dla zespołu jako osoby. Natomiast sportowo w niektórych przypadkach oczekiwania były większe. To też element, nad którym trzeba pracować. Jeśli sprowadzamy zawodniczkę z zagranicy, to musi ona dawać konkretną jakość. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie tym razem.
Celujecie w jakościowe zmiany. Można śmiało zapowiedzieć, że BKS w kolejnym sezonie nadal będzie orbitował wokół czołówki ligi?
Tak, taki jest nasz cel. Chcemy być w czołówce. Ale trzeba mieć świadomość, że liga może być jeszcze bardziej wyrównana. Już w minionym sezonie było dużo trudnych meczów. Do walki dołączały kolejne zespoły, a w następnym sezonie ta grupa mocnych drużyn może być jeszcze szersza.
Łódź, Rzeszów, Police, Opole, Wrocław, Kalisz który wraca do ligi… Łatwo nie będzie. Ale my też chcemy być mocni. Chcemy grać o wysokie cele, rozwijać się i utrzymywać BKS wśród najlepszych zespołów w Polsce.
Kiedy drużyna rozpocznie przygotowania do nowego sezonu?
Na początku sierpnia. Przygotowania będziemy prowadzić na miejscu. Pracujemy tutaj, korzystając z naszego zaplecza i warunków, które mamy. Ten okres zawsze jest bardzo ważny, bo wtedy buduje się podstawy pod cały sezon.
Zanim jednak przyjdzie czas na pełny odpoczynek i klubowe przygotowania, część zawodniczek i członków sztabu czekają jeszcze obowiązki reprezentacyjne. To też pokazuje, że praca BKS-u jest zauważana szerzej?
Tak, zdecydowanie. Część dziewczyn dołącza do reprezentacji, podobnie osoby ze sztabu. To dla nas powód do satysfakcji, bo pokazuje, że zawodniczki i ludzie pracujący w BKS-ie są dostrzegani także na poziomie reprezentacyjnym.
Oczywiście z perspektywy odpoczynku to bywa wyzwanie, bo sezon klubowy się kończy, a niektórzy praktycznie od razu przechodzą do kolejnych obowiązków. Ale z drugiej strony to są bardzo wartościowe doświadczenia. Praca z reprezentacją, kontakt z innym środowiskiem, inny rytm treningowy, mecze międzynarodowe — to wszystko rozwija.
Dla klubu to też jest ważny sygnał. Pokazuje, że BKS nie funkcjonuje gdzieś obok najważniejszych procesów w polskiej siatkówce, tylko jest ich częścią. I że ta codzienna praca wykonywana u nas ma swoją jakość.

jak atrakcyjnie spędzić czas w regionie, jak ominąć korki i jak odpocząć?
close
Copyright Radio BIELSKO