Prezentujemy wam drugą część wywiadu z Tomaszem Nowakiem. W niej były pomocnik Podbeskidzia poruszył również te nieco mniej przyjemne kwestie. Porozmawialiśmy o tym, w jakich okolicznościach dowiedział się, że klub nie chce kontynuować z nim współpracy, jak to się właściwie stało, że trafił do Rekordu oraz jak wspomina awans do Betclic 2. Ligi. Cofnęliśmy się także o kilkanaście lat i poruszyliśmy wątek reprezentacji Polski, w której Nowak miał okazję zadebiutować… A na sam koniec opowiedział nam o kulisach swoich przenosin do ligi białoruskiej…
Jeśli jeszcze nie czytaliście pierwszej części, musicie to szybko nadrobić!
„Tak wygląda życie piłkarza – raz jesteś potrzebny, innym razem już nie”
Mikołaj Lorenz (Radio BIELSKO): Gdy dziś, po czasie wspomina Pan przygodę w Podbeskidziu, to jakie emocje temu towarzyszą? Dominuje radość z tego pierwszego sezonu, czy jednak rozczarowanie tym drugim?
Tomasz Nowak:Zdecydowanie radość. Wiadomo, że ten drugi sezon nam już nie wyszedł, a ja po pierwszej rundzie w Ekstraklasie zostałemodsunięty do drużyny rezerw i później rozstałem się z klubem, więc nie było mnie już w pierwszym zespole, kiedy Podbeskidzie spadało. Staram się jednak patrzeć na ten okres pozytywnie i wyciągać z niego to, co dobre. Osiągnęliśmy wtedy naprawdę duży sukces – udało się awansować do Ekstraklasy, a przy okazji nawiązały się też wartościowe znajomości. Dlatego czas spędzony w tym klubie wspominam pozytywnie. Zawsze staram się dostrzegać dobre strony, a z trudniejszych momentów wyciągać wnioski. Tak wygląda życie piłkarza – raz jesteś potrzebny, innym razem już nie. Tutaj również tak było.
M.L: A co się czuje w takim momencie, gdy dostaje się informację – „Nie jesteś już potrzebny”?
T.N: Kiedy słyszysz topierwszy raz,pojawia się frustracja, smutek, rozgoryczenie i nerwy. Z czasem jednak, wraz z kolejnymi podobnymi doświadczeniami, uczysz się je przyjmować i traktować jako lekcję. Z racji na moje wcześniejsze doświadczenia już w dwóch ostatnich kolejkach pierwszej rundy czułem, w jaki sposób jestem traktowany przez klub. Przeczuwałem, że Podbeskidzie nie chce już ze mną współpracować i korzystać z moich usług. Do dziś jednak tak naprawdę nie dowiedziałem się dlaczego. Jedynie od jednej osoby usłyszałem, że nie chodziło o kwestie sportowe. Jakie więc były powody – tego już nikt mi nie wyjaśnił. Nie odbyła się żadna rozmowa. Po prostu dostałem kartkę z informacją, że zostałem przesunięty do drużyny rezerw – i na tym zakończył się cały dialog z władzami klubu na temat mojej osoby.
M.L: Czyli nie było żadnej rozmowy?
T.N:Tak, zabrakło zwykłej, ludzkiej rozmowy między pracodawcą a pracownikiem,po prostu między jednym człowiekiem a drugim. Piłka nożna jest przecież branżą jak każda inna. Czasem trzeba podejmować trudne decyzje – czy to o zatrudnieniu zawodnika, czy o jego zwolnieniu, podobnie jest z trenerami. To zawsze są trudne momenty, ale warto zachować ludzkie podejście i po prostu porozmawiać. Bywają przecież chwile dobre i złe, jednak dialog powinien być podstawą. Zawsze wychodzę z założenia, że to, co dzieje się na boisku i w pracy, powinno tam pozostać. Poza boiskiem i klubem jesteśmy przede wszystkim ludźmi. Dlatego dobrze jest później móc spotkać się na ulicy czy na stadionie, bo świat piłkarski jest bardzo mały, podać sobie rękę i normalnie porozmawiać twarzą w twarz. Gorzej, gdy ludzie zaczynają się unikać i udają, że nic się nie stało albo że się nie znają – niestety takie sytuacje też się zdarzają.
Fot: Krzysztof Dzierżawa
„Rzadko wierzę w przypadki, aleto był właśnie czysty przypadek”
M.L: Wtedy pojawił się Rekord, jak do tego właściwie doszło?
T.N:Rzadko wierzę w przypadki, aleto był właśnie czysty przypadek. Byłem wtedy odsunięty do drużyny rezerw Podbeskidzia i trenowałem z drugim zespołem na Górce. Po nas często treningi miałRekord Bielsko-Biała, którego trenerem był Dariusz Mrózek, z którym znaliśmy się już wcześniej. Po jednym z treningów zaczęliśmy rozmawiać. Pół żartem, pół serio zapytałem, czy trener nie potrzebuje doświadczonego pomocnika. Od takiej luźnej rozmowy wszystko się zaczęło.
M.L: Czyli wszystko zaczęło się od zwykłego żartu?
T.N:Tak, w formie żartuzapytałem trenera, choć zakładałem raczej, że odpowiedź będzie przecząca. Byłem już wtedy właściwie pogodzony z myślą, że po pół roku spędzonym w rezerwach Podbeskidzia prawdopodobnie zakończę karierę piłkarską i zacznę przygotowywać się do przejścia na drugą stronę, czyli do pracy trenerskiej i szukania nowego pracodawcy na kolejne sezony. Tymczasem trener Mrózek szybko zareagował. Po kilku dniach zadzwonił i zapytał, czy moja propozycja była poważna, bo poruszył ten temat w klubie i pojawiła się taka możliwość. W efekcie zostałem na pół roku wypożyczony z Podbeskidzia do Rekordu Bielsko-Biała. Nie ukrywam, że początkowo zakładałem, iż spędzę tam tylko pół roku w trzeciej lidze, a później albo jeszcze gdzieś wyjadę pograć, albo – tak jak planowałem – przejdę już na drogę trenerską. Życie potoczyło się jednak inaczej. W Rekordzie na nowo odnalazłem pasję i miłość do piłki nożnej, wróciła też taka dziecięca radość z grania. Ostatecznie zostałem tamcztery i pół sezonu, więc spędziłem w tym klubie naprawdę sporo czasu.
M.L: A po tym półrocznym wypożyczeniu w Rekordzie, pojawiły się jakieś propozycje z wyższych lig? Nie kusiło Pana, żeby jeszcze pograć gdzieś wyżej?
T.N:Coś było na rzeczy. Po tej półrocznej przygodzie w Rekordzie pojawiły się nawet propozycje z pierwszejligi. Wiązało się to jednak z koniecznością wyjazdu, a był to już taki moment w moim życiu, że moja rodzina, by ze mną nie wyjechała. Dlatego podjąłem decyzję, że czas gry w zawodowej piłce na wyższym poziomie dobiegł końca. Jednocześnie przekonałem się, że można z powodzeniem grać także w trzeciej lidze. Zobaczyłem, że to naprawdę solidny poziom, a przy tym wszystko funkcjonuje bardzo profesjonalnie. Ogromne znaczenie miała tu osoba trenera Mrózka, który stworzył świetne warunki do pracy – zarówno pod względem środowiska treningowego, rozwoju piłkarzy, jak i samego podejścia do drużyny. Mimo że byłem już wtedy bardzo doświadczonym zawodnikiem, to wiele się nauczyłem – zarówno jako piłkarz, jak i jako przyszły trener. Mogłem dużo obserwować i wyciągać wnioski z jego pracy. Z perspektywy czasu uważam więc, że pozostanie w Rekordzie było jedną z najlepszych decyzji w moim życiu, bo bardzo mnie to rozwinęło i wiele mnie nauczyło.
M.L: Mimo że Rekord występował wówczas kilka poziomów niżej od Podbeskidzia to warunki do pracy były świetne…
T.N:Tak, dokładnie. Przede wszystkim Rekord Bielsko-Biała dysponuje własną bazą i ośrodkiem treningowym. W przypadku Podbeskidzia jest inaczej – stadion jest miejski, a bazy treningowej po prostu nie ma. W związku z tym porównywanie tych dwóch klubów pod tym względem po prostu nie ma sensu. Rekord to klub prywatny, natomiast Podbeskidzie funkcjonuje jako spółka miejska, więc tych klubów nie da się porównać.
fot: bts.rekord.com.pl/ Marek Łękawa
„To było trudne, bo naprawdę chciałem zostać w Rekordzie”
M.L: Z Rekordem wywalczył Pan historyczny awans na poziom centralny, to było duże przeżycie?
T.N: Ten awans wywołał we mnie chyba największą radość i poczucie spełnienia, bo udało się zrobić coś po raz pierwszy w historii klubu – zapisaliśmy się na stałe w historiiRekordu. Po raz pierwszy drużyna awansowała napoziom centralny, co dla wielu osób, gdy do klubu przychodziłem, było wręcz abstrakcją. Ja jednak od początku wierzyłem, że jesteśmy w stanie tego dokonać, więc kiedy udało się awansować, poczułem ogromną ulgę i wielką radość. Tym bardziej że lata uciekały, a często słyszałem, że już jestem za stary – życie pokazało, że niekoniecznie. Szatnia w tym czasie też była totalnie nowym projektem. Trener Mrózek odszedł do GKS–u Katowice, a na jego miejsce przyszedł trener Dariusz Klacza – zupełnie nowa osoba, niezwiązana wcześniej z klubem ani z Bielskiem. Dołączyło też kilku nowych zawodników. Na początku nie było żadnej presji, żeby od razu walczyć o awans – celem było stworzenie drużyny i kadry, która w kolejnym sezonie mogłaby powalczyć o awans. Przełomowym momentem okazał się sparing z ukraińską drużyną na starcie sezonu. Nasza gra wyglądała fantastycznie,wtedy w szatni oraz w sztabie szkoleniowym pojawiło się poczucie, że może się udać. Pierwsza runda wyglądała podobnie jak w Podbeskidziu, gdy robiliśmy awans– zdominowaliśmy trzecią ligę, graliśmy najbardziej efektowny i ofensywnyfutbol. Byliśmy najlepszą drużyną w stawce. Druga runda była trudniejsza – długi okres przygotowawczy… Później też rezerwyŚląskaWrocław złapały świetną formę. Finalnie udało się awansować i uważam, że było tow pełni zasłużone – byliśmy po prostu najlepszą drużyną trzeciej ligi.
M.L: W końcu przygoda w Cygańskim Lesie dobiegła końca, co o tym zadecydowało?
T.N:To było trudne, bo naprawdę chciałem zostać w Rekordzie i wiązałem z tym klubem swoją przyszłość. W trakcie sezonu prowadziłem nawet rozmowy z prezesem, wyrażając chęć związania się z klubem – czy to jako szkoleniowiec w akademii, w pierwszej drużynie, czy w zespole rezerw. Chciałem uczestniczyć w tym projekcie na dłuższe lata. Po sezonie otrzymałem jednak informację, że sztab szkoleniowy nie widzi dla mnie miejsca w klubie. Klub podziękował mi za współpracę, podaliśmy sobie ręce i w ten sposób zakończyła się moja przygoda w Rekordzie.
M.L: Po Rekordzie przyszedł czas na nowe wyzwanie – Sarmację Będzin. Co Pana przekonało do tego ruchu?
T.N:Od dawna wiedziałem, że po zakończeniu kariery piłkarskiej chcę zostać trenerem. Piłka nożna to moja największa pasja i całe moje życie było z nią związane – poświęciłem jej praktycznie wszystko. Teraz rozpoczynam kurs UEFA A i będę się rozwijał, zdobywając niezbędne kwalifikacje, aby móc prowadzić zespoły na wyższych ligach. Jeśli chodzi o Sarmację Będzin, to projekt, który bardzo mi odpowiada. Podobnie jak w Rekordzie, zaczynamy praktycznie od podstaw – w niższej klasie rozgrywkowej – ale mogę pracować według własnych zasad i etosu pracy. Widzę, że zawodnicy podążają za tą ścieżką profesjonalizmu i chcą się rozwijać, co sprawia, że to świetne miejsce do nauki i rozwoju, zarówno dla mnie jako człowieka, jak i jako trenera. To idealne środowisko na start – każdy popełnia błędy, zarówno piłkarze, jak i trenerzy, a tutaj mam czas i przestrzeń, aby się na nich uczyć.
M.L: A planuje Pan powoli kończyć z graniem, czy na razie nie ma takich myśli?
T.N: Nie mam określonej daty, bo czuję się dobrze fizycznie. Trenuję w pełnym wymiarze, robię wszystko razem z drużyną. Ostatnio przez pół roku rozegrałem wszystkie mecze od deski do deski. Dopóki zdrowie mi pozwoli, dopóki będę czerpał radość i pasję z gry, i nie poczuję, że nadszedł moment, by zejść ze sceny, dalej będę grał. Piłka sprawia mi ogromną przyjemność, a przy tym dbam o formę i zdrowie. Nie wiem, kiedy dokładnie przyjdzie ten moment, ale wiem, że moim celem jest doprowadzenie Sarmacji do jak najwyższej klasyrozgrywkowej i – tak jak w poprzednich klubach – zostawienie po sobie czegoś wartościowego.
„Występ w reprezentacji Polski był… I jest dla mnie ogromną dumą”
M.L: To tak na koniec odbiegając trochę od wcześniejszych tematów, muszę jeszcze zapytać o dwie rzeczy… Na początku chciałbym się przenieść kilkanaście lat wstecz i zapytać o epizod w reprezentacji Polski. Jak Pan wspomina to wydarzenie po latach?
T.N:Występ w reprezentacji Polski był… I jest dla mnie ogromną dumą. To miało miejsce w Tajlandii podczas towarzyskiego turnieju o Puchar Króla. Debiutowałem pod wodzą śp.Franciszka Smudy. Wówczas byłem wypożyczony do Polonii Bytom, a asystentem trenera Smudy był Jacek Zieliński – wcześniej prowadził mniew Koronie Kielce. Dostałem dodatkowe powołanie, bo jeden z zawodników wypadł z powodu kontuzji, i zostałem dowołany do reprezentacji. To był fantastyczny czas i wyjątkowe doświadczenie, które na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Nie każdy ma okazję być reprezentantem kraju, więc mogę się tym pochwalić. To wspaniałe wspomnienie i moment, który zawsze ze mną zostanie.
M.L: Ciekawi mnie jeszcze jedna kwestia… W trakcie swojej kariery raz wyjechał Pan za granicę – do Białorusi. To dość nietypowy kierunek, jak do tego właściwie doszło?
T.N:Jak do tego doszło nie wiem… (śmiech). To był trudny moment w moim życiu piłkarskim, bo trafiłem doŁKS-u Łódź, wszystko w pierwszej rundzie Ekstraklasy było w miarę poukładane – klub, mój rozwój, gra – trenerem był Michał Probierz. Kilka kolejek przed końcem rundy trener odszedł bodajże do Grecji, a w klubie zaczęły się ogromne problemy – zarówno w kwestii dyscypliny treningowej, jak i finansowe. Zostałem wtedy z trzema innymi zawodnikami odsunięty do drużyny rezerw, bo nie zrzekliśmy się zaległości, ani nie zgodziliśmy się na obniżkę kontraktu. Musieliśmy trenować indywidualnie, pojawiły się spory prawne. Wtedy zacząłem szukać nowego klubu. Byłem przez tydzień w Anglii w Aldershot – to było League Two, ale okienko transferowe w Europie już się zamknęło, a ŁKS nie pozwolił mi wcześniejrozwiązać kontraktu. Pozostała mi dwie opcje, albo pół roku bez klubu, albo próba znalezienia czegoś na wschodnim rynku, gdzie okienko było jeszcze otwarte. Liga rosyjska była dla mnie za wysoka, jeśli chodzi o medialność, nie byłem zbyt popularny ani medialny, a występów w reprezentacji było za mało. Wtedy pojawiła się propozycja z Białorusi – dla mnie obcy kierunek, ale byłem trochę bez wyjścia i postanowiłem zaryzykować. Wyjechałem do Homel wraz z rodziną. Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że spędziliśmy tam cudowny rok i fantastyczny czas…
Fani sportu mają możliwość skorzystania ze specjalnej promocyjnej oferty przygotowanej przez zakłady bukmacherskie Betters. Promocja „Zawsze +10% do depozytu” gwarantuje każdemu zarejestrowanemu użytkownikowi dodatkowe 10% wartości wpłaconych środków po dokonaniu depozytu zgodnie z regulaminem. Bonus zostanie przyznany automatycznie, a szczegółowe wszystkie zasady promocji, w tym minimalna kwota wpłaty oraz warunki obrotu, dostępne są na oficjalnej stronie Betters w zakładce promocje. Więcej szczegółów pod linkiem: betterspartner.pl/bielsko/