Listeners:
Top listeners:
play_arrow
Radio BIELSKO Przeboje non-stop
play_arrow
Radio EXPRESS FM Prawdziwa Lokalna Stacja
play_arrow
Radio DISCO Zawsze w rytmie!
play_arrow
Radio MEGA Mega Przeboje!
play_arrow
Radio NUTA Same dobre nuty!
Iskra Rybarzowice w dwa sezony przeszła drogę z B klasy do ligi okręgowej. To historyczny awans dla klubu, ale też moment, w którym zaczynają się poważniejsze pytania: gdzie drużyna będzie grać, czy projekt nie jest tylko chwilowym zrywem, ile prawdy jest w plotkach o wielkich pieniądzach i czy za sukcesem seniorów pójdzie rozwój szkolenia dzieci oraz młodzieży. O tym wszystkim rozmawiamy z Damianem Świerczkiem, prezesem Iskry Rybarzowice.
Zacznijmy od początku. Skąd w ogóle wziął się pomysł, żeby zaangażować się w Iskrę Rybarzowice? Pan mieszka dziś w Buczkowicach, ale z Rybarzowicami jest Pan mocno związany.
Jestem rodowitym rybarzowianinem, tylko tak się stało, że dom wybudowałem w Buczkowicach i tam mieszkam. Ale większość czasu spędzam w Rybarzowicach — czy to w domu rodzinnym, czy w firmie, czy na stacjach. Jestem zameldowany w Buczkowicach, mieszkam w Buczkowicach, ale tak naprawdę bardzo dużo czasu jestem w Rybarzowicach.
A sam temat klubu pojawił się przez kolegę. Zadzwonił do mnie Robert Górny i zaproponował, żebyśmy wspólnie podziałali. Poprzedni prezes nie chciał już startować w kolejnych wyborach, więc padła propozycja, żebym został prezesem. Wiedział, że kiedyś grałem w piłkę, że piłka zawsze była mi bliska, choć później bardziej poświęciłem się firmie. Przemyślałem to i się zgodziłem.
I od razu poszło mocno. Funkcja prezesa, sporo pomysłów, a po dwóch latach dwa awanse.
Pomysłów od początku było dużo. Ja wychodzę z założenia, że jeśli już się za coś brać, to robić to tak, żeby miało to ręce i nogi. Nie powiem, że od razu chcieliśmy robić wszystko „na grubo”, ale na pewno chcieliśmy działać w taki sposób, żeby klub miał realne widoki na rozwój.
Przez dwa lata udało się awansować z B klasy do A klasy, a teraz z A klasy do ligi okręgowej. To pokazuje, że ten kierunek był dobry. Teraz chcemy zobaczyć, jak piłka w Rybarzowicach będzie wyglądała na wyższym poziomie.
Który awans był trudniejszy? Ten z B klasy do A klasy czy obecny — do okręgówki?
Powiem szczerze, że chyba trudniejszy był pierwszy awans, z B klasy do A klasy. Wtedy dopiero tworzyliśmy drużynę. Wszystko było świeże, jeszcze nie do końca poukładane, trzeba było zbudować zespół praktycznie od podstaw.
Teraz w A klasie drużyna wyglądała już zdecydowanie lepiej. Byliśmy bardziej zorganizowani, mieliśmy mocniejszą kadrę i wszystko funkcjonowało na bardziej normalnych zasadach. W końcówce sezonu było widać, że progres jest duży i że idziemy w dobrym kierunku.
Jest Pan zadowolony z tego sezonu? Nie ma choćby drobnego niedosytu, że przy tak mocnej kadrze Iskra nie zdominowała tej ligi jeszcze wyraźniej?
Jestem zadowolony. Cieszę się, że udało się zrealizować to, co sobie zakładaliśmy. Awans jest, plan sportowy został wykonany, więc trudno narzekać.
Oczywiście zawsze można się zastanawiać, czy coś dało się zrobić lepiej, czy można było wcześniej zapewnić sobie większy komfort, ale najważniejsze, że cel został osiągnięty. Teraz przed nami sprawy organizacyjne, bo nasze boisko w Rybarzowicach nie spełnia warunków do gry w lidze okręgowej. I to jest dziś najważniejszy temat.
No właśnie. Jest historyczny awans, ale od razu pojawia się problem: gdzie Iskra będzie grała w lidze okręgowej?
Rozmawiamy z władzami gminy i z prezesami klubów z terenu gminy Buczkowice. Szukamy rozwiązania. Na dziś myślimy o tym, na którym boisku gminnym moglibyśmy rozgrywać mecze.
Chcielibyśmy trenować u siebie, w Rybarzowicach, a mecze grać tam, gdzie obiekt zostanie dopuszczony przez związek. To jest dla nas najważniejsze, bo bez boiska nie da się normalnie wejść w rozgrywki.
Słyszałem, że nie wszystkie kluby przyjmują tę perspektywę z wielką radością.
Tak, wygląda to mniej więcej tak, jak pan mówi. Czekamy, jakie decyzje zapadną. Myślę jednak, że prędzej czy później uda się porozumieć i gdzieś na jednym z boisk będziemy mogli grać.
Dostosowanie boiska w Rybarzowicach w ogóle wchodzi w grę?
Przyszłościowo myślę, że gmina będzie musiała podjąć takie działania. Na ten moment problem polega jednak na tym, że boisko nie ma odpowiednich wymiarów. Kiedy było poprawiane, z jednej strony zdjęto kostkę, ale nadal brakuje metrażu.
Żeby poszerzyć obiekt z drugiej strony, trzeba byłoby przenieść baraki, a to jest już większa inwestycja. Dlatego dziś bardziej realne jest znalezienie boiska zastępczego na mecze, a temat dostosowania obiektu w Rybarzowicach traktujemy jako sprawę przyszłościową.
Powiem szczerze: to jest trochę kosmiczne, że powstało nowe boisko z nowym zapleczem, ale w wymiarze, który de facto ogranicza klubowi możliwość rozwoju.
Pewnie wtedy nikt nie zakładał, że w przyszłości może przyjść taki progres i że drużyna będzie chciała grać wyżej. A tak się stało. Teraz mamy problem, który trzeba rozwiązać. Nie chcemy się na tym zatrzymywać, tylko szukać wyjścia z sytuacji.
Czyli nie ma zagrożenia, że Iskra będzie miała problem z licencją?
Nie. Wierzę, że się dogadamy i znajdziemy boisko, na którym będziemy mogli wystartować. Chcemy spróbować gry na wyższym poziomie i zobaczyć, jak Iskra odnajdzie się w lidze okręgowej.
To jest historyczny awans dla klubu z Rybarzowic. Iskra pierwszy raz zagra w lidze okręgowej?
Tak. Z tego, co wiemy, pierwszy raz.
Interesuje mnie Pana wizja. Bo z jednej strony jest awans, są wyniki, są emocje. Z drugiej w środowisku pojawiają się komentarze: poczekamy, zobaczymy, kiedy prezesowi znudzi się finansowanie klubu. Padają porównania do innych lokalnych projektów, które mocno rosły, a potem różnie się kończyły. Jak Pan widzi Iskrę za dwa, pięć, dziesięć lat?
Dla mnie głównym celem jest szkolenie dzieci i młodzieży. To jest najważniejsze. Przez długi czas nie było u nas juniorów, ta drużyna była rozwiązana i nie funkcjonowała w rozgrywkach. Teraz udało się ją reaktywować. Mamy grupę ponad 20 chłopaków i widzimy, że są tam zawodnicy z potencjałem.
Chcemy jednego, dwóch, trzech z nich stopniowo wprowadzać do pierwszej drużyny, żeby się ogrywali i łapali doświadczenie. Chcemy też, żeby zawodnicy z Rybarzowic i okolicznych miejscowości, którzy dziś grają gdzieś na zewnątrz, ale prezentują dobry poziom, widzieli w Iskrze miejsce, do którego warto wrócić.
Jeżeli pierwsza drużyna będzie miała wyniki, jeżeli ludzie będą widzieli, że w klubie coś się dzieje, to łatwiej będzie przyciągać zarówno zawodników, jak i dzieci do szkolenia.
Czyli pierwsza drużyna nie jest celem samym w sobie, tylko wizytówką klubu?
Tak, dokładnie. Pierwsza drużyna jest wizytówką, ale klub nie może opierać się tylko na seniorach. Najważniejsze jest to, żeby szkolić młodych ludzi. W Rybarzowicach i okolicy jest dużo młodzieży, trzeba ją zachęcić do sportu i stworzyć jej dobre warunki.
Wierzę, że w przyszłości ta młodzież, może nie w całości, ale przynajmniej w części, będzie zasilała pierwszą drużynę. To byłby dla nas bardzo dobry kierunek.
Docelowo chciałby Pan, żeby pierwsza drużyna nie była oparta głównie na zawodnikach z różnych stron, tylko na tym, co uda się wychować w klubie?
Tak. Oczywiście trzeba być realistą. Na wyższym poziomie potrzebni są też zawodnicy doświadczeni, często z zewnątrz. Tacy piłkarze podnoszą jakość, pomagają młodszym, podpowiadają im i wprowadzają ich w seniorską piłkę.
Ale chciałbym, żeby w przyszłości połowa albo większa część pierwszej drużyny była oparta na naszych wychowankach. To byłoby dla mnie bardzo dużą satysfakcją.
Porozmawiajmy o pieniądzach, bo w środowisku to właśnie ten temat najmocniej rozpala emocje w kontekście Iskry. Ile jest prawdy w plotkach, że budżet płacowy pierwszej drużyny to 50–60 tysięcy złotych miesięcznie?
To na pewno nie jest prawda. Chcę to jasno powiedzieć. Paru zawodników, którzy dojeżdżają, dostaje środki na tak zwane paliwo, ale to absolutnie nie są kwoty, o których się mówi w środowisku.
Czyli dementuje Pan te liczby?
Tak. To są plotki. Na pewno nie wygląda to tak, jak niektórzy opowiadają.
Może Pan powiedzieć, jakie widełki finansowe dotyczą najlepszych zawodników?
Nie chciałbym operować konkretnymi kwotami, ale mogę powiedzieć jedno: to nie są duże pieniądze. Cały czas powtarzam, że w przypadku kilku zawodników mówimy bardziej o środkach na dojazdy niż o jakichś wielkich kontraktach.
Chcę raz na dobre zdementować plotki o ogromnych pieniądzach w Rybarzowicach. Nie budujemy drużyny na zasadzie stuprocentowej armii zaciężnej. Są zawodnicy z zewnątrz, to prawda, ale nie wygląda to tak, jak czasem przedstawia się w rozmowach.
Jeżeli nie pieniądze są głównym magnesem, to co przyciąga do Iskry zawodników znanych w lokalnej piłce?
W dużym stopniu trener Daniel Kasprzycki. To jest osoba, która potrafi rozmawiać z zawodnikami, umie zapanować nad szatnią i stworzyć dobrą atmosferę. A to w piłce lokalnej ma ogromne znaczenie.
Zawodnicy też rozmawiają między sobą. Wiedzą, gdzie jest dobra grupa, gdzie ludzie się dogadują, gdzie można przyjść i normalnie pracować. W różnych klubach bywa z tym różnie, a u nas atmosfera jest naprawdę dobra. Myślę, że to mocno pomaga.
A co czeka Was latem? Solidny zaciąg nowych zawodników?
Na razie o tym mocno nie myślimy. Oczywiście jacyś zawodnicy się odzywają, ale drużynę mamy w miarę poukładaną. Może pojawią się dwa, trzy nowe nazwiska, ale nie planujemy żadnej wielkiej rewolucji.
Przede wszystkim skupiamy się na tym, gdzie będziemy grać. Boisko jest teraz głównym tematem. To jest dla nas przepustka do tego, żeby w ogóle wystartować w lidze okręgowej.
Trener wskazywał już konkretne pozycje do wzmocnienia?
Jeszcze nie rozmawialiśmy o tym szczegółowo. Skończy się ostatni mecz, wtedy usiądziemy i spokojnie przeanalizujemy potrzeby. Natomiast z naszych rozmów wynika, że ta drużyna już teraz jest zbudowana tak, żeby z powodzeniem zagrać w okręgówce.
Jakie będą cele Iskry w lidze okręgowej? Wiele osób pewnie spodziewa się, że będą kolejne mocne transfery i od razu walka o awans.
Nie mamy wielkich haseł i wielkich deklaracji. Chcemy tej ligi doświadczyć, dobrze się w niej zaprezentować i zobaczyć, do czego nas to zaprowadzi. Chcemy zagrać, zobaczyć, jak ta liga wygląda, jak odnajdziemy się w meczach z bardziej doświadczonymi drużynami i na co realnie nas stać. Po rundzie jesiennej będziemy dużo mądrzejsi.
A jest poziom, który docelowo by Pana satysfakcjonował? Gdzie jest, w Pana wizji, miejsce Iskry Rybarzowice?
Kiedy na początku pytano mnie o to w jednym z wywiadów, mówiłem, że chciałbym, żebyśmy za rok czy dwa zagrali w okręgówce. Ten cel udało się zrealizować.
Czy w Rybarzowicach jest przestrzeń na jeszcze wyższą ligę? Nie wiem. Wyższe granie oznacza dalsze wyjazdy, więcej pracy, więcej kosztów i więcej obowiązków. Na ten moment nie mierzymy aż tak wysoko. Chcemy spokojnie się rozwijać i mocno zakorzenić w lidze okręgowej.
Czyli nie marzy się Panu historia w stylu Wieczystej — od B klasy do Ekstraklasy? Piłka seniorska potrafi przecież wciągnąć: awanse, kolejne poziomy, emocje.
Nie. To już teraz bardzo mocno się rozwinęło, a ja chciałbym, żebyśmy złapali trochę stabilizacji. Ostatnie miesiące były dynamiczne. Były awanse, dużo emocji, dużo tematów organizacyjnych. To wszystko wymaga czasu, zaangażowania, pracy. Teraz dobrze byłoby okopać się w okręgówce i zobaczyć, jak to wszystko funkcjonuje na spokojnie.
A czy piłka seniorska wciąga? Oczywiście. Kiedy widzi się, że drużyna idzie do góry, że ludzie się angażują, że coś się dzieje, to człowieka to nakręca. Jest w tym dużo radości.
Czy ma Pan pomysł, jak klub finansowo oprzeć nie tylko na swoich barkach? Sponsorzy, partnerzy, lokalny biznes?
To nie jest tak, że tylko ja jestem sponsorem. Mamy też innych sponsorów — okoliczne firmy i ludzi, którzy pomagają klubowi. Możemy liczyć na ich wsparcie i to wygląda coraz lepiej, bo zgłaszają się kolejne osoby i firmy.
Myślę, że ta grupa będzie się z czasem powiększać. Nie można też zapominać o samorządzie. Gmina Buczkowice wspiera szkolenie dzieci i młodzieży, a dla nas to bardzo ważny element funkcjonowania klubu.
W Polsce zaangażowanie przedsiębiorców w lokalny sport nadal nie jest czymś oczywistym. Polecałby Pan innym lokalnym biznesmenom takie wejście w klub? To jest fajne, wdzięczne, społecznie opłacalne?
Powiedziałbym, że to przede wszystkim hobby i pasja. Ja od małego lubiłem grać w piłkę. Mój syn też trenuje w klubie. Więc to nie jest dla mnie coś zupełnie obcego ani przypadkowego.
Jeśli się za coś bierzemy, to staramy się robić to od A do Z. Cieszy mnie, że wokół klubu tworzy się coraz większa grupa ludzi. Żona też trochę pomaga, działaczy i kolegów przychodzi coraz więcej. Kiedy trzeba coś zrobić, pojawiają się osoby gotowe pomóc.
I to jest chyba w tym najfajniejsze — zaczyna się tworzyć taka jedna, duża klubowa rodzina.
Udało się trochę rozkręcić społeczność wokół Iskry?
Tak, myślę, że tak. Widać to po wydarzeniach, po pikniku, po dzieciach, po tym, że ludzie zaczynają przychodzić i pomagać. To bardzo cieszy.
A jak wyglądają relacje z innymi miejscowościami i klubami? Bo taki szybki rozwój czasem budzi różne emocje. Nie czujecie złośliwości?
Nie. Ze wszystkimi żyjemy bardzo dobrze. Jeśli są turnieje, zapraszamy drużyny. Jeśli ktoś organizuje swoje wydarzenia, też staramy się współpracować. Juniorzy grają sparingi, rozmawiamy, dogadujemy się.
Naprawdę nie czujemy złej energii. Atmosfera jest dobra.
Pytam, bo niektóre kluby ledwo wiążą koniec z końcem, a Iskra nagle robi awanse, przyciąga zawodników, budzi emocje.
Rozumiem, że może to budzić różne komentarze, ale w bezpośrednich relacjach z innymi klubami naprawdę wszystko jest na dobrym poziomie. Nie odczuwamy żadnej wrogości.
Patrzy Pan na lokalny sport także jako przedsiębiorca. Co Pan myśli o tym, że dziś nawet w niższych ligach zawodnicy coraz częściej chcą być wynagradzani za grę? Dla jednych to naturalne, dla innych patologia.
Ja to rozumiem. Każdy chodzi do pracy, życie jest drogie, trzeba utrzymać rodzinę. Jeżeli ktoś dodatkowo poświęca wolny czas, dojeżdża, trenuje, gra mecze, to w jakimś stopniu chce mieć to zrekompensowane.
Oczywiście fajnie byłoby, gdyby wszyscy grali wyłącznie z pasji, ale życie wygląda dziś inaczej. Trzeba akceptować realia.
Czyli nie ma Pan podejścia, że pieniądze w A klasie czy okręgówce to patologia?
Nie. Czasy, kiedy chłopaki grali tylko za kiełbaskę, chyba bezpowrotnie minęły. Taki jest trend i nic z tym nie zrobimy.
Dużo mówimy o rzeczach organizacyjnych: boisku, licencji, sponsorach, pieniądzach, planie na młodzież. Ale piłka lokalna ma też drugą stronę — emocje, których nie da się wpisać w żaden arkusz. Pamiętam mecz w Kozach, bramkę Darka Sieroty w samej końcówce i Pana reakcję: radość, wbiegnięcie na boisko, wielkie emocje. W takich momentach chyba najmocniej widać, że to nie jest tylko projekt biznesowo-organizacyjny, ale coś, co Pana naprawdę wciągnęło.
Tak, pamiętam ten mecz bardzo dobrze. To była chyba 99. albo 100. minuta, kiedy strzeliliśmy na 2:1. Takie momenty dają ogromne emocje. Człowiek może mówić o planach, organizacji, budżecie, ale kiedy pada taka bramka, to wszystko wychodzi samo. Jest radość, adrenalina, spontaniczna reakcja.
Pamiętam też mecz w Hecznarowicach w poprzedniej rundzie, kiedy Kacper Śleziak strzelił w ostatnich sekundach na 2:1. Wtedy zostaliśmy wiceliderem. Podobna radość.
Czyli mimo wszystkich rozmów o budżecie, boisku, licencji, sponsorach i długofalowej wizji, na końcu i tak najważniejsze są takie chwile?
Tak. To są emocje, dla których warto działać. Oczywiście trzeba myśleć organizacyjnie, trzeba planować, trzeba rozwiązywać problemy. Bez tego klub nie będzie normalnie funkcjonował. Ale kiedy drużyna strzela bramkę w ostatniej minucie, kiedy widzi się radość zawodników, zarządu i kibiców, wtedy naprawdę czuje się, że ta praca ma sens.
Czyli nie „Wieczysta z Rybarzowic”, tylko klub, który chce spokojnie urosnąć, ale nie zgubić po drodze tej lokalnej radości?
Dokładnie. Chcemy się rozwijać, ale z głową. Awans bardzo cieszy, ale teraz trzeba zrobić kolejny krok organizacyjny. Jeśli uda się połączyć pierwszą drużynę, szkolenie młodzieży, wsparcie sponsorów i zaangażowanie lokalnych ludzi, to Iskra może być klubem, z którego Rybarzowice będą dumne przez długie lata.
Bo dla mnie najważniejsze jest właśnie to, żeby ten klub nie był jednorazowym zrywem. Nie chodzi o to, żeby przez chwilę było głośno, żeby zrobić szybki wynik i za chwilę wszystko się rozpadło. Chodzi o to, żeby Iskra rosła spokojnie, miała swoje dzieci, swoich juniorów, swoich kibiców i ludzi, którzy czują, że to jest ich klub.
Awans jest ważny. Okręgówka jest ważna. Ale jeszcze ważniejsze jest to, żeby za kilka lat w Rybarzowicach można było powiedzieć: zbudowaliśmy coś trwałego.

Autor:
Sebastian Snaczke
[email protected]
A klasa Bielsko-Biała Damian Świerczek Iskra Rybarzowice Klasa Okręgowa Bielsko-Tychy
jak atrakcyjnie spędzić czas w regionie, jak ominąć korki i jak odpocząć?
close
Copyright Radio BIELSKO