Bielska piłka

„Góralu czy ci nie żal…?” Krzysztof Chrapek: Podbeskidzie zostawiło mnie w bardzo trudnej sytuacji

today20.02.2026 16:40

Tło
share close

Po serii poważnych kontuzji wydawało się, że profesjonalna kariera dobiegła końca. Krzysztof Chrapek wrócił jednak do piłki i ponownie przebył drogę z okręgówki do Ekstraklasy. Później przeżył trudne rozstanie z Podbeskidziem i musiał sam walczyć o powrót do zdrowia. W drugiej części wywiadu z cyklu „Góralu czy ci nie żal…?” napastnik szczerze opowiada o swojej drugiej przygodzie w Podbeskidziu, największych ciosach i momentach, które zapamięta na całe życie….

 

Jeśli jeszcze nie czytaliście pierwszej części wywiadu, musicie to szybko nadrobić!:

„Nie liczyłem, że uda się wrócić na topowy poziom”

Mikołaj Lorenz (Radio BIELSKO): Po tej całej serii urazów. Przyszedł czas na zmianę, wrócił Pan do regionu. Jak to właściwie wyglądało od kulis?

Krzysztof Chrapek: Gdy byłem zdrowy, to po jakimś czasie zdecydowałem się i chciałem gdzieś pójść pograć, już nawet trochę rekreacyjnie, nie liczyłem, że uda się wrócić na topowy poziom. Poszedłem więc do Pasjonata Dankowice, gdzie grał mój kolega. Spędziłem tam pół roku… Wtedy odezwał się do mnie prezes Wojciech Borecki z pytaniem, czy nie chciałbym wrócić i jeszcze raz spróbować w Podbeskidziu. Skorzystałem z tej okazji i wróciłem.

M.L: Nie ma co ukrywać, że jest to bardzo niecodzienna sytuacja, żeby ekstraklasowy zawodnik zszedł do okręgówki, a później znów wrócił na ten najwyższy poziom. Podczas pobytu w Dankowicach, tliła się w ogóle Panu taka myśl w głowie, że jest to możliwe?

K.Ch: Nie liczyłem już raczej na jakieś wielkie cuda, bo wiadomo, jaka była moja sytuacja. Pamiętam, że zanim pojawił się kontakt  Podbeskidzia, jeszcze wcześniej była możliwość przejścia do Soły Oświęcim. Była też sytuacja, że miałem trafić do drugoligowego Nadwiślana Góra. Ale w międzyczasie nadeszła propozycja z Podbeskidzia, więc finalnie to z niej skorzystałem. Po czasie okazało się, że była to dobra decyzja, bo wiadomo, jak później wyszło z tą Górą, że niestety pojawiły się tam różne problemy i zawirowania. Natomiast, tak jak mówię, ciężko było mi wtedy liczyć na cokolwiek, wiedząc, że jestem po poważnych urazach. Każdy mógł mieć obawy, że coś znowu może mi się stać. Taka sytuacja była właśnie z Sołą Oświęcim, gdzie byłem na testach. Zagrałem w sparingu i dobrze się zaprezentowałem, ale mimo to, ze względu na moją historię kontuzji, nie zdecydowano się, żebym został w klubie. Ostatecznie można jednak powiedzieć, że wszystko wyszło na dobre, bo wróciłem do Podbeskidzia – do ekstraklasowego Podbeskidzia.

M.L: A jak Pan wspomina ponowne wejście do szatni Podbeskidzia? To był przecież całkiem udany sezon w waszym wykonaniu… 

K.Ch: Na pewno dużo się zmieniło, była też zupełnie inna kadra, chociaż w szatni byli także zawodnicy, z którymi wcześniej już grałem.  To wciąż było Podbeskidzie, które stawiało na „naszych” zawodników, uzupełnianych chłopakami z zagranicy – ze Słowacji czy z Czech. Zrobiliśmy wtedy dobry wynik. Był też dobry trener – Czesław Michniewicz… Naprawdę świetny szkoleniowiec. Zupełnie inny niż Leszek Ojrzyński, który nas przejął w trakcie sezonu. Uważam, że trener Ojrzyński mocno stawiał na „team spirit”. Zachęcał nas do walki, do wzajemnego motywowania się, żeby drużyna była jednością. Mniej było taktyki czy skomplikowanych treningów, a więcej budowania charakteru zespołu. Jak pokazał czas, drużyna złożona z chłopaków stąd, którzy zawsze oddawali za ten klub wszystko na boisku, okazała się strzałem w dziesiątkę. Podobnie trener Ojrzyński zrobił wcześniej w Koronie Kielce, kiedy mówiono o „bandzie świrów”. U nas może nie wyglądało to aż tak dosadnie, ale byli tu zawodnicy, którzy chcieli walczyć za ten klub, a nie tylko przyjść, zarobić pieniądze i żeby było po prostu wygodnie.

Prezes zwlekał z podpisaniem umowy, później wyjechał, a ja pojechałem na ten mecz i doznałem poważnej kontuzji

Krzysztof Chrapek
Fot: Krzysztof Dzierżwa

M.L: Ta druga przygoda w Podbeskidziu potrwała dwa lata, później klub nie przedłużył Pana kontraktu. To był ciężki moment?

K.Ch: To był dla mnie bardzo trudny i niemiły moment, szczególnie biorąc pod uwagę to, ile dałem temu klubowi. Byłem już dogadany z prezesem Boreckim w sprawie przedłużenia kontraktu o kolejny rok. Wszystko było ustalone i miałem wkrótce podpisać umowę, ale jego akurat nie było w Bielsku – z tego co pamiętam, wyjechał wówczas do Stanów Zjednoczonych.{…} Po jednym z meczów zostałem wysłany na spotkanie trzecioligowych rezerw. Graliśmy wtedy z BKS-em. W trakcie tego meczu doszło do bardzo niefortunnej sytuacji – jeden z zawodników uderzył mnie kolanem w to samo kolano, które wcześniej miałem kontuzjowane. W efekcie ponownie zerwałem więzadła krzyżowe.

M.L: Ta kontuzja okazała się kolejnym ciosem… To ze względu na nią, klub nie przedłużył umowy?

K.Ch: Tak. To wszystko wydarzyło się właśnie w momencie, kiedy miałem przedłużyć kontrakt. Prezes zwlekał z podpisaniem umowy, później wyjechał, a ja pojechałem na ten mecz i doznałem poważnej kontuzji. Można powiedzieć, że w tamtym momencie zostałem pozostawiony sam sobie. W klubie usłyszałem, że ze względu na uraz, długą rehabilitację i związane z tym koszty, mój kontrakt nie zostanie przedłużony. To był moment, w którym Podbeskidzie zostawiło mnie w bardzo trudnej sytuacji. Na szczęście udało mi się sfinansować operację i rehabilitację z własnych pieniędzy, ale nie zmienia to faktu, że był to dla mnie ogromny cios. Po tym wszystkim pozostał żal, bo uważam, że jeśli zawodnik zostawia dla klubu zdrowie i serce na boisku, to nie powinien zostać sam w najgorszym momencie swojej kariery.

M.L: Później pojawił się jeszcze BKS, co Pana skłoniło do tego ruchu?

K.Ch: Po tej kontuzji i wyleczeniu zadzwonił do mnie trener Rafał Górak. To on wyciągnął do mnie rękę i dał mi możliwość dalszej gry na wyższym poziomie, bo BKS występował wtedy w trzeciej lidze. Bardzo dobrze nam się współpracowało. Uważam, że trener Górak wykonywał świetną pracę, co zresztą widać do dziś po tym, jak prowadzi GKS Katowice. Później jednak w BKS-ie zaczęły się problemy finansowe. W konsekwencji drużyna została rozwiązana i wróciła do okręgówki.

Dopóki zdrowie pozwala, staram się być w ruchu i pokopać

Krzysztof Chrapek
Fot: Krzysztof Dzierżawa

M.L: Mimo upływu lat i wielu kontuzji wciąż zakłada Pan trykot Niwy Nowa Wieś i wybiega na boisko. To bardziej sentyment, potrzeba rywalizacji, a może po prostu sposób na to, żeby wciąż być częścią piłkarskiego świata?

K.Ch: Do dziś zdarza się, że jeśli jest taka możliwość, wychodzę jeszcze na boisko. Oczywiście nie wygląda to już tak jak kiedyś, ale dopóki zdrowie pozwala, staram się być w ruchu i pokopać. Jeśli pojawia się okazja do gry w oldbojach, też zawsze chętnie jadę, bo ruch jest ważny, a piłki – mimo upływu lat – wciąż trochę brakuje.

M.L: To tak na koniec… Chciałbym zapytać o jedno szczególne wspomnienie z pana kariery. Czy jest taki mecz, bramka albo występ, który najmocniej zapadł panu w pamięć? Jedna chwila, która wraca, gdy wspomina Pan te wszystkie lata na murawie?

K.Ch: Takich momentów było kilka. Na pewno pierwsza bramka na drugoligowych boiskach – to zawsze zostaje w pamięci. Niesamowity był też mecz z Pelikanem Łowicz. Prowadziliśmy 2:1, zrobiło się 2:2, rywale mieli rzut karny na 3:2, ale Łukasz Merda go obronił i ostatecznie wygraliśmy to spotkanie… To był prawdziwy rollercoaster emocji! Wyjątkowy był także mecz z Turem Turek, w którym zdobyłem pięć bramek. Szczególne miejsce zajmuje też pierwsza bramka w Ekstraklasie, zdobyta w spotkaniu z Widzewem Łódź. To było trafienie na 3:0, w 93. minucie. Może wynik był już wtedy rozstrzygnięty, ale dla mnie to był ogromny moment. Zawsze dążyłem do tego, by strzelić gola w Ekstraklasie i wtedy w końcu się udało… 

Jeśli jesteście ciekawi, jak swoją karierę wspominają inny zawodnicy, którzy w przeszłości z powodzeniem reprezentowali barwy Podbeskidzia Bielsko-Biała, przeczytajcie pozostałe rozmowy z cyklu „Góralu czy ci nie żal…?”

Porozmawialiśmy już z:

———–

Płatna współpraca

Fani sportu mają możliwość skorzystania ze specjalnej promocyjnej oferty przygotowanej przez zakłady bukmacherskie Betters. Promocja „Zawsze +10% do depozytu” gwarantuje każdemu zarejestrowanemu użytkownikowi dodatkowe 10% wartości wpłaconych środków po dokonaniu depozytu zgodnie z regulaminem. Bonus zostanie przyznany automatycznie, a szczegółowe wszystkie zasady promocji, w tym minimalna kwota wpłaty oraz warunki obrotu, dostępne są na oficjalnej stronie Betters w zakładce promocje.

Autor: Zdjęcie autora Mikołaj Lorenz
[email protected]