Bielsko-Biała

Prezes MZK odpowiada na hejt i dezinformację. Nagrania z autobusu nie opublikuje

today18.07.2026 09:45

Tło
share close

Sprawa agresywnego zachowania wobec ukraińskich pasażerek w autobusie Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Bielsku-Białej wywołała falę hejtu i dezinformacji. W internecie pojawiły się sugestie, że młode Ukrainki miały sprowokować mężczyznę, między innymi poprzez plucie. Inni zarzucają przewoźnikowi ukrywanie pełnego nagrania z monitoringu, a nawet przygotowanie jego zmanipulowanej wersji. Do tych oskarżeń odniósł się Hubert Maślanka, prezes bielskiego MZK.

Do zdarzenia doszło 11 lipca w autobusie linii numer 8. 54-letni mężczyzna zaatakował słownie pasażerki z Ukrainy, używając wulgaryzmów i obrażając je ze względu na narodowość. Był wówczas pasażerem autobusu. Okazało się, że jest pracownikiem MZK, który przebywa na zwolnieniu lekarskim. Kierowca prowadzący autobus zareagował i wyprosił agresywnego pasażera z pojazdu. MZK zdecydowało o zakończeniu współpracy z 54-latekiem.

Mężczyzna został zatrzymany i usłyszał zarzut publicznego znieważenia trzech obywatelek Ukrainy, w tym dwóch małoletnich, w związku z ich przynależnością narodową, oraz naruszenia nietykalności cielesnej jednej z nich. Przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia. Został objęty dozorem policji i zakazem kontaktowania się z pokrzywdzonymi.

Czytaj: Znieważył Ukrainki w autobusie. 54-latek usłyszał zarzuty i przyznał się do winy

Co zarejestrował monitoring?

MZK już wcześniej opisało zapis z autobusowych kamer. Wynika z niego, że jedna z dziewczynek wyłożyła nogi w kierunku swojej koleżanki, siedzącej na fotelu poniżej. Kiedy mężczyzna zwrócił jej uwagę, postawiła nogi na podłodze. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo. Dopiero później 54-latek zaczął krzyczeć i używać wobec młodych pasażerek wulgaryzmów. 

Dlaczego MZK nie pokazuje całego filmu?

Hubert Maślanka stanowczo zapowiedział, że nagranie nie zostanie opublikowane przez spółkę. Monitoring został zabezpieczony przez policję i jest dowodem w postępowaniu prowadzonym pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Żywcu.

Prezes wskazuje przy tym na art. 241 § 1 Kodeksu karnego. Przepis przewiduje odpowiedzialność za publiczne rozpowszechnianie bez zezwolenia wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostaną one ujawnione przed sądem. Grozi za to grzywna, ograniczenie wolności albo do dwóch lat więzienia.

– Jako prezes spółki mam obowiązek działać na podstawie prawa i w granicach prawa – podkreśla.

Jak zaznacza, jego osobiste chęci nie mają w tej sytuacji znaczenia. O sposobie postępowania z nagraniem decydują przepisy, dobro prowadzonego postępowania oraz ochrona danych osób widocznych i słyszalnych na filmie.

Prezes odrzuca również sugestie, że MZK mogłoby zmienić lub zmanipulować zapis. Oryginalny materiał znajduje się już w dyspozycji policji i prokuratury. To na jego podstawie przeprowadzono pierwsze czynności procesowe. Zdaniem Huberta Maślanki twierdzenia, że spółka mogłaby teraz ingerować w nagranie, są „absurdalne i niepoważne”.

Nawet gdyby sąd lub prokuratura zgodziły się na publikację, konieczne byłoby zamazanie twarzy i innych danych pozwalających rozpoznać pasażerów. Oznaczałoby to techniczną ingerencję w film, która mogłaby stać się podstawą kolejnych oskarżeń o manipulację.

Nie będzie podsycania igrzysk

Hubert Maślanka przekonuje, że części osób domagających się natychmiastowego pokazania nagrania nie zależy na wyjaśnieniu sprawy, ale na dalszym podsycaniu konfliktu. Zapowiada, że dla MZK najważniejsze jest zabezpieczenie interesu spółki oraz interesu jej byłego już pracownika uczestniczącego w zdarzeniu. Nie oznacza to obrony jego zachowania, które spółka wcześniej jednoznacznie potępiła.

– Nie będę łamał przepisów prawa wyłącznie w celu podsycania igrzysk, które urządzają sobie politycy i określone środowiska. To stanowisko jest z mojej strony ostateczne i jestem zdeterminowany, żeby go strzec – mówi prezes MZK.

Apeluje jednocześnie, aby dalsze wyjaśnianie incydentu pozostawić policji i prokuraturze, nie rozpowszechniać niesprawdzonych informacji oraz nie wykorzystywać całej sprawy do instrumentalnego traktowania MZK i jego 600 pracowników.

Autor: Zdjęcie autora Beata Stekla
[email protected]