Region

To nie „zemsta Stalina”, ale też daje w kość. Inwazyjna roślina rozpycha się w mieście

today11.06.2026 18:00

Tło
share close

Rdestowiec to roślina, która pleni się niezwykle łatwo i bez umiaru. Dlatego jest traktowana jako przykry chwast – także wśród mieszkańców Bielska-Białej. Ich głosem stali się ostatnio miejscy radni, którzy pytali władze miasta, jak zamierzają okiełznać tę wyjątkowo ekspansywną roślinę.

Jest on w Polsce uznany za inwazyjny gatunek obcy. Nie jest groźny dla człowieka tak jak barszcz Sosnowskiego (potocznie określany jako „zemsta Stalina”), ale potrafi być bardzo kłopotliwy dla przyrody, infrastruktury i miejskiej przestrzeni.

Radny pyta o rdestowiec

Temat rdestowca pojawił się w interpelacji radnego Romana Matyi, który wskazał, że w poprzednich latach zlokalizował około 50 siedlisk tej rośliny na terenie Bielska-Białej. Chodzi przede wszystkim o miejsca w Kamienicy, Mikuszowicach Śląskich, Aleksandrowicach oraz na osiedlach Karpackim i Beskidzkim.

Zdaniem radnego rzeczywista liczba stanowisk rdestowca w mieście może być jednak znacznie większa. Roman Matyja pytał prezydenta między innymi o to, jakie działania miasto planuje w 2026 roku, czy zabezpieczono na ten cel pieniądze, które lokalizacje zostaną objęte pracami, czy istnieje aktualna inwentaryzacja siedlisk oraz jaki jest harmonogram usuwania rośliny.

50 tysięcy złotych w budżecie miasta

Z odpowiedzi podpisanej przez zastępcę prezydenta Bielska-Białej Adama Ruśniaka wynika, że miasto na bieżąco prowadzi działania związane ze zwalczaniem inwazyjnych gatunków obcych. Usuwanie takich roślin zlecane jest firmie zewnętrznej, a Wydział Ochrony Środowiska i Energii reaguje na zgłoszenia mieszkańców oraz samodzielnie prowadzi inwentaryzację nowych stanowisk.

W budżecie miasta na 2026 rok zabezpieczono na ten cel 50 tys. zł. Pieniądze mają pozwolić na reagowanie na zgłoszenia dotyczące usuwania rdestowca z terenów miejskich. Miasto uruchomiło również specjalną zakładkę na swojej stronie internetowej, przez którą mieszkańcy mogą zgłaszać występowanie inwazyjnych gatunków obcych.

Nie każdy teren należy do miasta

Wiceprezydent zaznacza jednak, że obowiązek zwalczania takich roślin spoczywa na właścicielu nieruchomości, na której występują. Część terenów, gdzie mieszkańcy zauważają rdestowiec, nie należy do miasta. Chodzi między innymi o nieruchomości prywatne, tereny Wód Polskich, PKP lub innych zarządców.

W takich przypadkach urzędnicy kierują do administratorów pisma zobowiązujące ich do podjęcia działań zaradczych.

Pod koniec 2025 roku miasto przeprowadziło inwentaryzację inwazyjnych gatunków obcych na terenach gminnych. Dokumentacja jest dostępna w Urzędzie Miejskim i ma być podstawą do starań o środki zewnętrzne. Miasto przygotowuje także wniosek do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach, aby pozyskać dodatkowe pieniądze na ograniczanie rozprzestrzeniania się roślin inwazyjnych.

Folia, karczowanie i monitoring

W odpowiedzi na interpelację nie wskazano szczegółowej listy lokalizacji objętych pracami w 2026 roku ani dokładnego harmonogramu działań. Adam Ruśniak poinformował natomiast, że Wydział Ochrony Środowiska i Energii stale poszukuje skutecznych metod zwalczania rdestowca i testuje nowe rozwiązania.

W kilku lokalizacjach zastosowano metodę okrywania stanowisk specjalistyczną folią, która ma ograniczać rozwój rośliny. W innych miejscach rdestowiec jest karczowany i monitorowany.

Jak podkreśla wiceprezydent, obecnie nie istnieje jedna w pełni skuteczna metoda pozwalająca na całkowite wyeliminowanie rdestowca. Walka z tą rośliną wymaga działań długofalowych, systematycznych i łączenia różnych metod.

Rdestowiec wrócił na sesji

Temat wrócił także podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Bielsku-Białej. Radny Paweł Korzondkowski poprosił, aby miasto zajęło się rdestowcem, który rozplenił się w rejonie ulic Słowackiego i Kresowej. Zwrócił również uwagę na chodnik zniszczony przez rozrastającą się roślinę i poprosił o jego naprawę.

– Będziemy interweniować, cały czas prowadzimy tego typu prace. Myślę, że to jest do osiągnięcia – odpowiedział prezydent Jarosław Klimaszewski.

  • cover play_arrow

    To nie „zemsta Stalina”, ale też daje w kość. Inwazyjna roślina rozpycha się w mieście Beata Stekla

Skąd wziął się rdestowiec?

Rdestowiec japoński, nazywany też ostrokończystym, pochodzi z Azji Wschodniej. Do Europy trafił w XIX wieku – głównie jako roślina ozdobna i użytkowa. 

Według karty informacyjnej gatunku udostępnionej przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska rdestowiec ostrokończysty nie wykazuje negatywnego wpływu na zdrowie ludzi. Problem leży gdzie indziej – w jego wpływie na przyrodę, infrastrukturę i krajobraz.

Dlaczego jest tak kłopotliwy?

Rdestowiec najchętniej rośnie na terenach nadrzecznych, przy drogach, nasypach kolejowych, na nieużytkach, terenach poprzemysłowych, w parkach, ogrodach i na cmentarzach. Bardzo łatwo się rozprzestrzenia. Nowa roślina może odrosnąć nawet z niewielkiego fragmentu kłącza lub pędu, przeniesionego z ziemią, wodą albo podczas prac budowlanych.

Za inwazyjny uznawany jest dlatego, że szybko tworzy zwarte łany i wypiera rodzime gatunki. Ogranicza im dostęp do światła, utrudnia kiełkowanie nasion, zmienia właściwości gleby i może osłabiać bioróżnorodność całych siedlisk, zwłaszcza w dolinach rzecznych.

Rozrastające się kłącza mogą też uszkadzać nawierzchnie, elementy infrastruktury i zabezpieczenia przeciwpowodziowe. Dlatego jednorazowe skoszenie zwykle nie wystarcza. Stosuje się między innymi wielokrotne wykaszanie, wyrywanie, wykopywanie kłączy, izolowanie stanowisk oraz metody mieszane. Skuteczność zależy od skali problemu, miejsca występowania i regularności działań.

Najważniejsze jest jedno: nie wolno rozrzucać ani przewozić fragmentów rośliny i ziemi z kłączami, bo w ten sposób można niechcący założyć kolejne stanowisko.

 

Autor: Zdjęcie autora Beata Stekla
[email protected]