Listeners:
Top listeners:
play_arrow
Radio BIELSKO Przeboje non-stop
play_arrow
Radio EXPRESS FM Prawdziwa Lokalna Stacja
play_arrow
Radio DISCO Zawsze w rytmie!
play_arrow
Radio MEGA Mega Przeboje!
play_arrow
Radio NUTA Same dobre nuty!
Rekord Bielsko-Biała można opowiadać przez wyniki, tabele i trofea. Ale to byłby tylko fragment historii. W drugiej części rozmowy Janusz Szymura mówi o tym, co dla niego w klubie jest najważniejsze: wychowankach, tożsamości, programie Pro Talent, 36 reprezentantach Polski, relacji z Podbeskidziem, kibicach, wielkich inwestycjach i sporcie, którego nie da się prowadzić tak samo jak zwykłej firmy.
Panie Prezesie, w Rekordzie bardzo często wraca słowo: tożsamość. Chcecie się rozwijać, ale też Pan zdaje się stawiać pewne granice – nie za wszelką cenę.
Nigdy nie stawiałem tego w taki sposób, że obecny poziom nas zadowala i nie chcemy iść wyżej. Natomiast nie mogę się wyzbyć myślenia, że klub powinien mieć swoją tożsamość. Ktoś może powiedzieć, że to jest ograniczenie prezesa albo ograniczenie klubu. Trudno. Nie interesuje mnie prowadzenie zespołu, w którym nie byłoby miejsca dla wychowanków.
Proszę spojrzeć choćby na naszą rywalizację z Przemyślem, w półfinale Ekstraklasy Futsalu. Przyjeżdża drużyna złożona w praktyce z Ukraińców i Brazylijczyków plus absolwent naszej szkoły Krzysztof Iwanek , a naprzeciwko nim stają u nas m.in. wychowankowie klubu Michał Kałuża, Paweł Budniak, Michał Marek czy Miłosz Krzempek. I właśnie w takich momentach najlepiej widać, że dla Rekordu wynik jest ważny, ale nie może być jedynym językiem opowiadania o klubie. Bo jeśli po drodze do sukcesu przestajemy rozpoznawać własną szatnię, własnych ludzi i własną drogę, to nawet największy wynik nie da tej satysfakcji. Takie mam spojrzenie na sport.
Czyli, przekładając na realia piłkarskie – druga liga z czterema wychowankami w składzie jest dla Janusza Szymury więcej warta niż wymarzona, pierwsza liga bez wychowanka?
Tak. Bezwzględnie.
Naprawdę?
Tak. Gdybym miał budować drużynę w ten sposób, że rozmawiam z ilomaś menedżerami, bierzemy tego, wypożyczamy tamtego, robimy taki market piłkarski, to nie. To musiałby być inny prezes.
Mam przed sobą nieprawdę niesamowite zestawienie, które od Pana otrzymałem. To nazwiska reprezentantów Polski, w różnych kategoriach, którzy na co dzień związani są z Rekordem. I jest, muszę przyznać, to lista niezwykła. Nie spodziewałem się, aż tylu pozycji.
Tak. Poprosiłem o przygotowanie takiego zestawienia naszego dyrektora sportowego Jarka Krzystolika . Wszystkich powołań do reprezentacji, jakie nasi zawodnicy otrzymali w tym sezonie. Mówimy o piłce nożnej, futsalu, dziewczynach, chłopakach, blind footballu czy amp futbolu. Łącznie 36 osób! Niesamowite.
To jest absolutnie niezwykła liczba. Pierwsza moja myśl – czy jest w Polsce klub piłkarski, który mógłby się z tym równać?!
Też myślę, że nikt nie będzie miał tylu. To imponująca liczba, ale też dużo pięknych historii, ludzi którzy spełniają swoje marzenia, reprezentują nasz kraj, przeżywają wielkie sportowe przygody, jak choćby udział w Mistrzostwach Świata na Filipinach w futsalu, gdzie były nasze Natalia Majewska, Izabela Tracz i Anna Chóras. Tym ludziom po prostu należy się, by o tym głośno mówić.
Teraz tych najzdolniejszych wspierać ma nowa inicjatywa. W tym sezonie uruchomiliście, w trosce o dopływ klubowych talentów, wewnętrzny program Pro Talent. O co w nim chodzi?
Najlepszych zawodników dodatkowo szkolimy. To jest około dwudziestu zawodników w całej szkole, którzy mają dodatkową opiekę trenerską czy menedżerską. Trzeba się starać, żeby znaleźć się w tej elitarnej grupie.
Powiem wprost: z zewnątrz Rekord wygląda trochę jak klub-zjawisko. II liga, futsal na topowym poziomie, kobiety w dwóch najwyższych ligach, akademia, szkoła mistrzostwa sportowego, projekty sportowo-społeczne jak Kuloodporni, ekipa Blind Football czy Silverki. Teraz ta informacja o 36 reprezentantach. Nie ma Pan czasem poczucia, że to wszystko powinno być w Polsce mocniej dostrzeżone? Że powinniście tu mieć pielgrzymki reporterów z ogólnopolskich mediów?
Może przyjdą takie czasy, że ktoś bardziej to doceni. Ale ja też nie uważam, że robimy coś nieprawdopodobnego. Mamy możliwości dzięki dobrze prosperującej od lat firmie informatycznej Rekord SI , środkom pozyskiwanym od gminy Bielsko-Biała, PZPNu, Państwa, rodziców i sponsorów i staramy się z nich korzystać tutaj, w świecie sportu. Jest całe grono ludzi, którzy biorą odpowiedzialność za te projekty, rozwijają je w oparciu o swoje umiejętności i pasje. Ciągną te projekty do przodu. A ja jestem tylko ich wsparciem.
To brzmi bardzo skromnie.
Ale taka jest prawda. Bez ludzi odpowiedzialnych za poszczególne obszary ten klub by tak nie funkcjonował. Nie da się tego wszystkiego prowadzić jednoosobowo.
Ale te warunki też same się nie stworzyły. Szkoła, hala, obiekty — to są projekty, które z zewnątrz wyglądają efektownie, ale za nimi stoją setki bardzo przyziemnych decyzji. Pan w takich momentach jest bardziej wizjonerem czy człowiekiem od sprawdzania każdego szczegółu?
Muszę powiedzieć, że człowiek, kiedy coś robi, dopiero wtedy naprawdę siebie poznaje. Przy szkole, przy hali, przy różnych obiektach firmowych czy klubowych — nie ma dnia, żebym tutaj nie był. Trzeba coś zobaczyć, coś wybrać, coś sprawdzić.
Czasami jest już ciemno, a ja chodzę z latarką.
To jest bardzo ciekawy obrazek: prezes Rekordu po ciemku, z latarką, sprawdzający budowę.
Tak bywało. I to nie dotyczy tylko klubu, ale też różnych inwestycji firmowych. Gdy coś powstaje, bardzo mocno w to wchodzę. Chcę widzieć, jak to wygląda, czy wszystko idzie w dobrą stronę, gdzie są problemy, co trzeba poprawić.
Słyszałem, że te „testy” potrafiły skończyć się nawet kontuzją…
Tak. Dorobiłem się tego, że byłem pierwszą kontuzjowaną osobą na tej naszej nowej hali, nim jeszcze ktokolwiek wyszedł by tam zagrać. Musiałem wejść na trybuny, przeceniłem swoją gibkość. Kolano nie wytrzymało.
Szkoła i teraz nowoczesna hala to Pana chyba dwa największe, materialne dzieła. Jest jeszcze coś równie dużego w głowie? Coś, co mogłoby być kolejnym wielkim projektem Rekordu?
Może nie aż tak wielkie projekty, ale tutaj na ośrodku ciągle jest co robić. To, co mnie boli, to fakt, że mamy sztuczne boisko o minimalnych wymiarach. Ono ma około 91 metrów długości i 54 szerokości. Przez to wielu meczów nie możemy grać u siebie. Trudno uwierzyć, ale w ciągu weekendu rozgrywamy około 23–25 meczów w różnych kategoriach i takie ograniczenie jest dla nas istotne.
Być może z tego powodu będziemy też zmuszeni, by podjąć konkretne działania względem głównej płyty.
Jakie?
Nie wykluczam, że główna płyta będzie kiedyś ze sztuczną nawierzchnią wysokiej klasy. To pozwoliłoby zrobić oświetlenie i rozgrywać tutaj zdecydowaną większość meczów wymagających pełnowymiarowego boiska, bez ograniczeń związanych z użytkowaniem naturalnej trawy. Dzisiaj, jeśli mamy tyle zespołów i tyle rozgrywek, to nie jest już kwestia komfortu. To jest kwestia normalnego funkcjonowania klubu.
A jest coś, co w Rekordzie mogłoby działać lepiej? Jest taki obszar, w którym zazdrości Pan na przykład Podbeskidziu? I niekoniecznie pytam o dotacje i pieniądze…
Jeżeli można czegoś zazdrościć, to tego, że Podbeskidzie ma więcej kibiców, którzy głośno wspierają drużynę. U nas ta grupa jest zawsze mniejsza.
Ale to też jest naturalne. Zainteresowanie zwykle idzie za najlepszą drużyną w regionie. Kiedyś taką drużyną był BKS. Później przyszedł czas Podbeskidzia, bo to był klub, który grał w najwyższych klasach rozgrywkowych. Przybyło mu wówczas wielu kibiców.
Rekord, poza walką o wyniki, cały czas musi też walczyć o swoją opowieść?
Tak. To jest walka o tożsamość, o zainteresowanie, o to, żeby doceniano to, co tutaj jest robione. To jest też powinność zarządu i moja.
Czasami zastanawiam się, czy robię wszystko, co trzeba. Na przykład dziewczyny grają w piłkarskiej Ekstralidze, wśród 12 najlepszych drużyn w kraju, co nie jest w naszym mieście doceniane tak, jak powinno. Podobnie jak gra kobiecej drużyny futsalowej -wicemistrzyń Polski. Gdyby te drużyny były pod innym szyldem, może łatwiej byłoby je pokazać jako coś niepowtarzalnego, wyjątkowego. Gdy wszystko jest Rekordem to ma ogromną siłę, ale czasami sprawia też, że niektóre historie giną w całości.
W polskiej piłce coraz więcej dzieje się dziś wokół zmian właścicielskich. Kluby stały się gorącym towarem. Pan obraca się w świecie biznesu, więc zapytam tak: gdyby ktoś z tego świata przyszedł do Pana i powiedział: „Janusz, mam możliwość wejścia w klub sportowy, kupienia go, włączenia do swojego portfolio” — co by mu Pan doradził?
Myślałem, że spyta Pan, czy Rekord jest na sprzedaż (śmiech).
A jest?
Rekord jest otwarty na każdą współpracę, również biznesową. Jako klub stoimy na dwóch nogach: Towarzystwo Sportowe i Sportowa Spółka Akcyjna. Jest więc także przestrzeń kapitałowa, a ja pozostaję otwarty na tematy mniejszościowego akcjonariusza czy inwestora.
Tylko to nie może być inwestor pasywny. To musiałby być ktoś, kto chce się w te rzeczy włączać, mieć wpływ na to, co się dzieje, albo mocno zaangażować się w określoną sekcję Rekordu.
Wszystkie takie kwestie są otwarte. Jeśli jakaś firma chciałaby być bardziej znana, pokazać, że jest nie tylko związana z biznesem, ale chce też wejść w coś społecznego, sportowego, to chętnie o takich kierunkach porozmawiam.
Czyli Rekord nie jest na sprzedaż, ale jest otwarty na ludzi i firmy, które rozumieją, że klub to nie tylko logo na koszulce?
Dokładnie. Logo jest ważne, ekspozycja jest ważna, ale jeśli ktoś naprawdę chce być częścią takiego projektu, powinien rozumieć, że za tym stoją ludzie, emocje, drużyny, dzieci, trenerzy, kibice i codzienna praca. To nie jest zwykła transakcja.
A propos logo – wcale nie upieram się, że na koszulkach naszych zespołów tym dominującym znakiem ma być logo naszej firmy informatycznej. To także przestrzeń dla zewnętrznego inwestora.
I chyba właśnie dlatego Rekord jest dla Pana czymś więcej niż kolejnym przedsięwzięciem…
Tak. Firma jest firmą. Klub jest czymś innym. Tu wszystko jest bardziej emocjonalne, bardziej społeczne, bardziej nieprzewidywalne. Ale może właśnie dlatego daje też inną satysfakcję.
Na czym polega ta różnica?
Tu się sprzedaje emocje. Tu się kibicuje. To nie ma takiego prostego przełożenia.
Wielu biznesmenów przekonuje się o tym boleśnie. Klub sportowy to bardzo złożony układ. Za dobrymi klubami stoi rzesza kibiców, a kibicowanie to także rywalizacja, przywiązanie, emocje. Nie da się wszystkiego policzyć tak jak w firmie.
Czyli temu hipotetycznemu znajomemu, który chciałby kupić jakiś klub i pytał o radę, raczej by Pan tego nie doradził?
Zadałbym najpierw pytanie, co on chce osiągnąć w życiu. Jeśli ktoś osiągnął już satysfakcję finansową i jest skłonny do tego, że może ponieść jakiś uszczerbek na finansach, to wtedy warto w coś takiego wchodzić. Ale jeśli ktoś chce na sporcie zarobić, to powiedziałbym, że może poczuć się rozczarowany.
Sport bardziej jako zaangażowanie, odpowiedzialność, wpływ społeczny, a nie zwykła inwestycja?
Tak bym to widział. Raczej zachęcałbym do wspierania sportu, ale nie w kategoriach takich, że ktoś zrobi na tym świetny interes. Bo tak to zwykle nie działa.
Na koniec zapytam najprościej – czy takie hasło: „żeby Rekord — nawet idąc wyżej — dalej był Rekordem” uznać można za sedno naszej rozmowy?
Myślę, że tak. Wynik jest ważny, awans jest ważny, rozwój jest ważny. Ale jeśli po drodze zgubimy ludzi, wychowanków, szkołę i sposób myślenia o klubie, to trudno mówić o prawdziwym rozwoju. Rekord powinien iść do przodu, ale nie może przestać być sobą. Miejsce w tabeli można poprawić jedną dobrą rundą.

Autor:
Sebastian Snaczke
[email protected]
Betclic 2.Liga BTS Rekord Bielsko-Biała Janusz Szymura Top wywiad
today19.05.2026, 11:56 3
Codziennie od poniedziałku do piątku od 5:30 do 10.
close
Copyright Radio BIELSKO