Listeners:
Top listeners:
play_arrow
Radio BIELSKO Przeboje non-stop
play_arrow
Radio EXPRESS FM Prawdziwa Lokalna Stacja
play_arrow
Radio DISCO Zawsze w rytmie!
play_arrow
Radio MEGA Mega Przeboje!
play_arrow
Radio NUTA Same dobre nuty!
Sławomir Cienciała jest żywą legendą Podbeskidzia Bielsko-Biała. To właśnie pod Klimczokiem spędził znaczną część swojej piłkarskiej kariery, a wraz z klubem święcił liczne sukcesy. Tym największym był upragniony awans do Ekstraklasy w sezonie 2010/11. Porozmawialiśmy o nadchodzących derbach naszego miasta, o aktualnej sytuacji klubu, jego perspektywach, a także różnicach między dzisiejszym futbolem, a tym sprzed lat. Natomiast już za tydzień ukaże się druga część – ona z kolei będzie poświęcona wspomnieniom z minionych lat…
Mikołaj Lorenz (Radio BIELSKO): Już w niedzielę czeka nas derbowe starcie Rekordu z Podbeskidziem. Wybiera się Pan na to spotkanie? Czego można się po nim spodziewać?
Sławomir Cienciała: Jasne, chcę się wybrać się na ten mecz i zobaczyć go na żywo. Czytałem też wypowiedzi z konferencji prasowej i szkoleniowcy zapowiedzieli, że czeka nas piękne widowisko – i oby tak było.. Oczywiście ja kibicuję Podbeskidziu i trzymam kciuki, że to właśnie oni sięgną po zwycięstwo.
M.L: Emocje z pewnością potęguje fakt, że walka będzie się toczyć nie tylko o prestiż, ale także o niezwykle ważne ligowe punkty…
S.C: Tak, to zdecydowanie podkręca emocje – zarówno samego meczu, jak i całego widowiska oraz atmosfery. Wiadomo, że Podbeskidzie walczy o punkty z myślą o górze tabeli, a nie oglądaniu się za siebie. Z kolei Rekord potrzebuje ich przede wszystkim w kontekście utrzymania. To tylko dodaje temu spotkaniu dodatkowych emocji. Można się więc spodziewać, że mecz będzie bardzo intensywny i nie zabraknie w nim twardej walki, a co za tym idzie – może się nie obyć bez kilku kartek…
S.C: Od czasu, gdy wchodziłem do zawodowej piłki, minęło już naprawdę sporo lat i dziś, obserwując kolejne mecze i pracując przy nich, można zauważyć dużą różnicę w dynamice pracy zespołu. Dziś mocno podkreśla się ruch całej drużyny, organizację gry i aspekty techniczne. To jest przepaść pomiędzy tym, co graliśmy kiedyś, a tym, co prezentują obecne zespoły – choć oczywiście w pamięci nadal mamy te świetne drużyny i wybitne jednostki z tamtych lat, które potrafiły zrobić różnicę. Teraz jednak piłkarzy o wysokich umiejętnościach technicznych jest zdecydowanie więcej. Wynika to z tego, że od najmłodszych lat przechodzą przez akademie i odpowiednie szkolenie. My często byliśmy wychowywani w klubach bardziej „lokalnych”, a dopiero później gdzieś się „przebijaliśmy”. Dziś różnice widać w samej grze – w sposobie poruszania się zespołów, ich przesuwaniu i organizacji.
M.L: Wy bazowaliście często na charakterze, to coś czego dziś brakuje tej drużynie?
S.C: Tak, dokładnie. Te cechy wolicjonalne odgrywały wtedy bardzo dużą rolę. Chciałbym, żeby ci młodzi zawodnicy z Bielska byli taką „hybrydą” nas i tego, co oferuje współczesne szkolenie. Wtedy można by mówić o piłkarzach kompletnym, na naprawdę wysokim poziomie. Brakuje im jednak czasem tego charakteru. Widać, że niektórzy zawodnicy zbyt szybko się poddają w czasie meczu, gdy coś nie wychodzi. U nas wyglądało to inaczej – jeśli coś nie funkcjonowało, to próbowaliśmy dalej, aż do skutku.
M.L: Gdy Pan zaczynał grać w piłkę, podejście do młodych piłkarzy było zupełnie inne. Ostatnio rozmawiałem na ten temat z Mariuszem Sachą, historie z tamtych lat, dziś są już chyba nie do pomyślenia, prawda?
S.C: Tak, te historie, że zanim piłkarz w ogóle wszedł do szatni, to przebierał się gdzieś tam w przedsionku – dziś brzmi to wręcz niewiarygodnie. Młody zawodnik dzisiaj mógłby tego psychicznie nie udźwignąć: presja na boisku, wymagania treningowe, cała ta „otoczka” wokół piłki była zupełnie inna niż teraz. Z jednej strony można powiedzieć, że niektóre rzeczy należałoby zostawić – choćby tę kulturę szacunku wobec starszych zawodników. Młody piłkarz powinien mieć więcej pokory i szacunki, bo dziś widać, że czasami tego brakuje. Kiedyś wchodząc do szatni, było czuć respekt do starszych zawodników – choć trzeba też przyznać, że momentami bywało zbyt ostro. Szatnia piłkarska to zawsze zbiór wielu charakterów i musi to jakoś funkcjonować. W tamtych czasach starsi zawodnicy często „trzymali” tę szatnię w ryzach, żeby wszystko się nie rozjechało. Pamiętam też takie sytuacje z własnego doświadczenia – to były czasy gdy w klubie grali Paweł Sibik, Adam Kompała, Grzegorz Pater i wielu innych świetnych zawodników… Był mecz, w którym nawet nie grałem. Po porażce w szatni padł jakiś żart, ja się uśmiechnąłem, a akurat wszedł trener Jan Żurek i to zauważył. Zjechał mnie tak, jakbym to ja ten mecz nam przegrał. Dziś coś takiego jest raczej nie do pomyślenia. Trener pewnie nie zwróciłby na to aż takiej uwagi, jeśli już to porozmawiałby na osobności – wtedy jednak takie były realia i trzeba było się z tym mierzyć…
M.L: A kiedy to właściwie się zmieniło?
S.C: Ciężko wskazać jeden moment – raczej to wszystko działo się płynnie. Widać to też w podejściu trenerów, które dziś wygląda zupełni inaczej. Coraz częściej stawia się na to, by młodego piłkarza nie „tłamsić” od samego początku, tylko rozwijać jego potencjał, zwracając uwagę na predyspozycje i naturalne możliwości. I trzeba przyznać, że mimo pewnej nostalgii za większym rygorem, to podejście wychodzi jednak na dobre. Dziś więcej można zyskać, pozwalając zawodnikowi rozwijać się w sposób płynny – bez nadmiernej presji i dodatkowych stresujących sytuacji, które mogłyby go blokować na treningach czy w meczach. On i tak sam generuje presję wokół siebie, wiedząc, że musi się pokazać i sprostać oczekiwaniom. Dlatego uważam, że spokojniejsze, bardziej świadome podejście do młodych zawodników działa na korzyść polskiej piłki. Gdy spojrzymy na takich piłkarzy jak Nikola Zalewski, Oskar Pietuszewski czy inni młodzi reprezentanci, widać wyraźnie, że wynika to z tego, że ktoś pozwolił im się rozwijać.
M.L: A odbiegając trochę od tematu, co Pana zdaniem spowodowało, że Podbeskidzie jest dziś w takim, a nie innym miejscu? To jest kwestia złego zarządzani? A może tego, że brakuje takich postaci, jak wy, które dałyby się za ten klub „pokroić”? Z czego to wszystko wynika?
S.C: Myślę, że klub jest po prostu w fazie przejściowej. Trzeba zwrócić uwagę na kilka bardzo istotnych aspektów. W Polsce mamy ogrom klubów, które chcą grać na poziomie Ekstraklasy czy 1. ligi. Są duże miasta, które od lat walczą o awans, ale często przechodzą przez trudne momenty. Widać to choćby w przypadku takich klubów jak Zawisza Bydgoszcz, który rozgrywała świetne mecze w Pucharze Polski, ale oni też mają teraz taką fazę przejściową. Oczywiście można analizować zarządzanie, mental zawodników czy pracę akademii – i trzeba przyznać, że te procesy są dziś realizowane coraz lepiej. Pojawiają się młodzi piłkarze, którzy, mam nadzieję, że będą się utożsamiać z tym klubem. Szkoda też niektórych sytuacji, gdy tracimy zawodników, takich jak choćby Michał Willmann. Klub musi zarabiać, to jasne, ale czasami brakuje takiem odwagi, by zrobić krok dalej kosztem czysto finansowego podejścia. Presja w zawodowym futbolu jest ogromna, a pozyskanie jakościowego piłkarza w rozsądnych pieniądzach bywa bardzo trudne. To sprawia, że kluby często muszą balansować na granicy możliwości budżetu. Widać to było w wielu miejscach – nie tylko w Bielsku, ale też np. w Sosnowcu. GKS Katowice dziś się już odbudował, ale też miał ogromne problemy. Dlatego tak jak mówię, to są cykle, które trzeba po prostu przetrwać. Podbeskidzie prędzej czy później również będzie walczyło o wyższe cele. Trzeba w to wierzyć i konsekwentnie budować klub dalej. Życzyłbym też sobie, żeby w tej drużynie było trochę więcej osób związanych z regionem, bo to może pomóc w przyciąganiu kibiców i budowaniu tożsamości klubu. Dziś piłka jest jednak mocno kształtowana przez menedżerów i agencje, które często wpływają na decyzje zawodników. Piłkarze szybko zmieniają kierunek. Kiedyś było inaczej – zawodnik czuł większe przywiązanie do klubu i traktował go jako swoje miejsce na dłużej…
…
To jeszcze nie wszystko! Już za tydzień, upublikujemy drugą część naszej rozmowy. W niej przeczytacie m.in. o wspomnieniach z czasów, gdy Podbeskidzie wywalczyło awans do Ekstraklasy. Porozmawialiśmy także o pamiętnym półfinale Pucharu Polski z Lechem Poznań oraz o nieprzyjemnościach, jakie spotkały Sławomira Cieńciałę w pewnym bułgarskim zespole…
Jeśli jeszcze nie czytaliście pozostałych wywiadów z cyklu „Góralu, czy ci nie żal…?”, to musicie szybko nadrobić zaległości! Porozmawialiśmy już z:
———–
Płatna współpraca
Fani sportu mają możliwość skorzystania ze specjalnej promocyjnej oferty przygotowanej przez zakłady bukmacherskie Betters. Promocja „Zawsze +10% do depozytu” gwarantuje każdemu zarejestrowanemu użytkownikowi dodatkowe 10% wartości wpłaconych środków po dokonaniu depozytu zgodnie z regulaminem. Bonus zostanie przyznany automatycznie, a szczegółowe wszystkie zasady promocji, w tym minimalna kwota wpłaty oraz warunki obrotu, dostępne są na oficjalnej stronie Betters w zakładce promocje. Więcej szczegółów pod linkiem: betterspartner.pl/bielsko/
Autor:
Mikołaj Lorenz
[email protected]
„Góralu czy ci nie żal...?” Góralu Podbeskidzie Bielsko-Biała Sławomir Cienciała Top-Sport
Kilka minut gry wstępnej z książkami, które warto przeczytać. Lokalni autorzy, cenione gwiazdy literatury, wciągające historie i tytuły, które na długo zostają w pamięci.
close
Copyright Radio BIELSKO