Listeners:
Top listeners:
play_arrow
Radio BIELSKO Przeboje non-stop
play_arrow
Radio EXPRESS FM Prawdziwa Lokalna Stacja
play_arrow
Radio DISCO Zawsze w rytmie!
play_arrow
Radio MEGA Mega Przeboje!
play_arrow
Radio NUTA Same dobre nuty!
Praca w mediach, piłkarskie emocje i setki meczów z gwizdkiem w ręku. Adam Targowski od lat łączy działalność dziennikarską z sędziowaniem, regularnie pojawiając się na boiskach naszego regionu. W rozmowie opowiedział o swoich piłkarskich początkach, trudnych chwilach na sędziowskiej drodze i pasji, która wciąż nie pozwala mu rozstać się z boiskiem.
Adam Targowski z pewnością nie jest postacią anonimową dla sympatyków piłki nożnej. Na co dzień zasiada w studiach telewizyjnych największych stacji w kraju, a w międzyczasie współtworzy youtubowy kanał „Piłkarzyki”. Na tym jego „działalność” związana z futbolem się jednak nie kończy.
Od lat czas poświęca również sędziowaniu. Pomimo wielu zajęć, wciąż regularnie pojawia się w naszym regionie, by rozstrzygać sporne sytuacje na lokalnych boiskach… Ale od czego się to właściwie zaczęło?
– To rozpoczęło się jeszcze przed osiemnastymi urodzinami. Zobaczyłem ogłoszenie w gazecie, a właściwie to moi rodzice je zauważyli… Podokręg Skoczów szukał sędziów. Byłem otwarty na to doświadczenie i postanowiłem zgłosić się na kurs. (…) Była to fajna forma dodatkowego zarobku. Z czasem przerodziło się to po prostu w pasję. Teraz podchodzę do sędziowania właśnie w ten sposób – wspomina.
Choć regularnie pojawia się na naszych boiskach, na co dzień mieszka w Krakowie. Z racji obowiązków zawodowych, często zagląda także do Warszawy. Mimo to wciąż kontynuuje swoją przygodę sędziowską w miejscu, w którym zaczynał. Jak tłumaczy, weekendowe wizyty na Śląsku, to okazja, by odwiedzić rodzinę. Do przyjazdów motywuje go również znajomość tego środowiska piłkarskiego.
– Przyjeżdżam tutaj, ponieważ Śląski Związek Piłki Nożnej poniekąd wychował mnie jako sędziego. Motywuje mnie do tego również to, że jest tu mnóstwo klubów i osób, z którymi mam po prostu dobre, koleżeńskie relacje. Jestem z podokręgu Skoczów, mam bardzo dobre stosunki z zarządem i z samym panem prezesem Mazurem. Przy okazji odwiedzam rodziców i rodzinne strony… To wszystko sprawia, że chcę tu wracać – tłumaczy.
Adam Tragowski po spotkaniu Czarni Jaworze – KS Bestwinka (sezon 2025/2026)
Zanim jednak rozwiniemy wątek samego sędziowania, przygód i anegdot, związanych z tym fachem, skupmy się na tym, co było wcześniej. Nasz dzisiejszy bohater, jak każdy arbiter, próbował swoich sił w futbolu. Jego piłkarska przygoda związana była z jednym klubem. Targowski jest wychowankiem Tempa Puńców – to tam stawiał pierwsze kroki z piłką przy nodze, a później debiutował w piłce seniorskiej.
– Jestem wychowankiem Tempa i to jest jedyny klub, w którym grałem, zarówno na poziomie juniorskim, jak i seniorskim. Później ten etap się zakończył, ponieważ wyjechałem na studia do Krakowa – mówi. Jak dodaje, w piłkę wciąż gra, choć dziś już nie na pełnowymiarowym boisku. To – z pewnymi wyjątkami – zarezerwowane jest jedynie do pracy z gwizdkiem.
Występował na pozycji defensywnego pomocnika – Byłem raczej takim „walczakiem”. Nie byłem wybitnie techniczny, ale wybiegany – ocenia swoje umiejętności. Nie ukrywa także, że lubił wchodzić w polemikę z sędziami, lecz nie przekraczał pewnej granicy. – Wtedy, kiedy miałem merytoryczne argumenty, wykładałem je na stół. Na pewno jednak nie obrażałem sędziów. Starałem się dyskutować, ale kulturalnie. – zaznacza.
Wydaję się więc, że Adam Targowski – piłkarz i Adam Targowski – sędzia, znaleźliby wspólny język, bo jak zaznacza, dziś wychodzi z podobnego założenia i pozwala zawodnikom na rozmowy. – Dopuszczam piłkarzy do głosu, jeżeli ktoś chce ze mną normalnie pogadać i robi to w odpowiedni sposób. Często, nawet jeśli nie jest kapitanem, to ja na to pozwalam. Wiadomo, że bawimy się tym wszyscy – to często nie jest nawet półprofesjonalny poziom – mówi.
Nie wszyscy gracze potrafią bądź chcą jednak komunikować się w taki sposób. Do tego dochodzi również kwestia kibiców na trybunach, którzy bardzo często nieprzychylnie spoglądają w kierunku arbitrów… Zwłaszcza gdy ich decyzje są niepopularne z punktu widzenia ich drużyny.
– Każdy sędzia, zwłaszcza na początku swojej drogi, przechodzi trudniejsze momenty. Nie ukrywajmy, że życie sędziego wiąże się z wysłuchiwaniem mnóstwa różnych obelg. To jednak kształtuje charakter. – dostrzega.
Nasz rozmówca nie ukrywa, że na pewnych etapach tej drogi pojawiały się chwilę zwątpienia, gdy zastanawiał się nad tym, czy sędziowanie jest warte tych wszystkich wyrzeczeń. Wyjazdy na mecze, masa poświęconego czasu… A na koniec i tak skończy się na wysłuchiwaniu argumentów, niemających pokrycia w przepisach.
– Były takie momenty. Z czasem człowiek nabiera doświadczenia i nie chce już po raz tysięczny wysłuchiwać tych samych jałowych argumentów od ludzi, którzy nie znają przepisów, a mimo to atakują sędziego i mają do niego pretensje. Dlatego czasami zadawałem sobie pytanie, czy nadal chce mi się jeździć na mecze i użerać z tymi ludźmi. Czy opłaca się w listopadowe popołudnie, przy pięciu stopniach, „babrać się” w deszczu i błocie, mając świadomość, że spotkam ludzi, którzy mnie zirytują?- zdradza.
Bywały i takie sytuacje, gdy był atakowany nie tylko werbalnie, ale i fizycznie. Choć jak sam, mówi, przez te wszystkie lata takich przypadków uzbierało się niewiele i można by policzyć je na palcach jednej ręki, to jednak się one zdarzały. „Na szybko” przypomina sobie jedną sytuację…
– Pamiętam, że kiedyś na Żywiecczyźnie miałem taką dość poważną scysję z zawodnikiem, który był policjantem. Jeśli nawet mundurowy dopuszcza się czegoś takiego i atakuje cieleśnie sędziego, to znaczy, że jesteśmy w złym miejscu. To jednak wydarzyło się wiele lat temu, właściwie dekadę temu. Sporo się od tego czasu zmieniło. Dziś zdecydowanie rzadziej doświadczam podobnych sytuacji… – wspomina.
Nie wszystkie wspomnienia są jednak negatywne. Jak mówi, wiele spotkań wiązało się z dobrymi ocenami i przyjazną atmosferą. – Są miejsca, w których sędziowie są bardzo dobrze przyjmowani. Po meczu można usiąść, porozmawiać z przedstawicielami klubu i po prostu miło spędzić czas. Mam bardzo dobre wspomnienia na przykład z Istebnej. – mówi.
Adam Targowski swoją rozpoznawalność zawdzięcza pracy w mediach, z którą związany jest od wielu lat. Ona sprawiła, że w pewnym momencie na boisku przestał być postacią anonimową. Jak sam mówi, ma to swoje zalety, ale i wady.
– Są mecze, w których zawodnicy mnie kojarzą i wiedzą, że sędziowanie nie jest dla mnie przypadkowym zajęciem. Wiedzą, że się tym poważnie interesuję i mam doświadczenie. Wtedy szacunek do mojej osoby bywa większy. (…) Podobnie jest z kibicami, choć bywają też sytuacje, gdy z trybun padają szydercze określenia, jak np. „celebryta”… I jest to argument, aby się przyczepić do moich decyzji. Ta działalność ma swoje blaski i cienie. – zauważa.
Dziś sędziowanie to jego hobby i pasja. Pomimo licznych zajęć wciąż pojawia się na zielonej murawie i jest czynnym uczestnikiem lokalnych zmagań. Najwyższym poziomem rozgrywkowym, na którym prowadzi spotkania, jest V liga. Przed laty wiązał z sędziowaniem nieco ambitniejsze plany i chciał zajść wyżej. – Uważam, że wszystko było po coś. Zarówno sędziowanie, jak i działalność medialna. W pewnym momencie sędziowanie stało się tylko zabawą, którą się wciąż fascynuję, więc nie żałuję tej drogi. – mówi.
Nie zapowiada się więc, by ta trwająca blisko 15 lat przygoda, miała się w najbliższym czasie zakończyć. – To ma być hobby, pasja i fajna odskocznia od codzienności. Gdy tylko czas będzie na to pozwalał, to będę sędziował. Chciałbym dobić do tysiąca meczów i zrobić to w relatywnym spokoju. – kończy.
Czytaj także:
Autor:
Mikołaj Lorenz
[email protected]
Najlepsze pasmo towarzyszące na Podbeskidziu! Konkursy, akcje radiowe, rozmowy i oczywiście - starannie wyselekcjonowane przeboje non-stop!
close
Copyright Radio BIELSKO