Listeners:
Top listeners:
play_arrow
Radio BIELSKO Przeboje non-stop
play_arrow
Radio EXPRESS FM Prawdziwa Lokalna Stacja
play_arrow
Radio DISCO Zawsze w rytmie!
play_arrow
Radio MEGA Mega Przeboje!
play_arrow
Radio NUTA Same dobre nuty!
Ponad 40 krajów, setki spotkań międzynarodowych, liczne występy na turniejach i tysiące meczów w sędziowskiej koszulce. Kolejnym gościem naszego cyklu pt. NA GWIZDEK jest Paweł Susek. W rozmowie opowiada o najważniejszych wspomnieniach, początkach przygody z futbolem i przełomowych momentach. Sędziowanie rozpoczął po „trzydziestce”, a mimo to z gwizdkiem zwiedził pół świata. Jego sędziowska „podróż” zaczęła się 14 lat temu w Hecznarowicach…
Paweł Susek swoją przygodę z sędziowaniem rozpoczął stosunkowo późno. Gdy po raz pierwszy chwycił za gwizdek, był już po „trzydziestce”. Sport w jego życiu obecny był jednak od zawsze. Jak sam mówi, swoich sił próbował we wszelakich dyscyplinach. – Od dziecka brałem udział w różnego rodzaju zawodach sportowych. Piłka nożna, koszykówka, piłka ręczna, wszelkiego rodzaju biegi… – wspomina.
Bardzo szybko to jednak futbol stał się tym najbardziej angażującym czasowo sportem. W pewnym momencie swojego życia za namową kolegów dołączył do BKS-u Stal Bielsko-Biała. – Mam z tym miejsce wiele miłych wspomnień. To właśnie tam poznałem późniejszych dobrych kolegów, a także osoby, które dziś działają w sporcie, pracują jako sędziowie lub rozwijają się w innych branżach. – mówi.
Później grał także w nowopowstałym Rekordzie Lipnik i Orle Kozy – klubie ze swojej miejscowości. Po rozpoczęciu studiów oraz pracy zaangażował się w amatorskie ligi. Zdarzało mu się rozgrywać mecze nawet w czterech ligach tygodniowo. Był zawodnikiem ambitnym, ale – jak sam przyznaje – również temperamentnym…
– Jedną z takich anegdot z tamtego okresu jest to, że jak występowałem w lidze futsalu na obiektach Rekordu, jeszcze długo przed tym, zanim zostałem sędzią, miałem na koncie niechlubny rekord kartek. Bodajże 17 żółtych i 3 czerwone. Przeszedłem chyba wszystkie możliwe pauzy za kartki. – śmieje się po latach.

W pewnym momencie postanowił jednak sprawdzić, jak wygląda piłka od tej „drugiej strony”. Znał kilka osób wywodzących się ze środowiska sędziowskiego, co dodatkowo zachęciło go do podjęcia tej próby. – Z czasów BKS-u znałem się ze Sławkiem Kowalewskim, Wojtkiem Szczurkiem czy Łukaszem Zioło, który już teraz nie sędziuje. Pomyślałem wtedy, że może sam spróbuję swoich sił i zobaczę, co z tego wyjdzie – tłumaczy.
Na początku 2012 roku rozpoczął kurs, zdał egzaminy i chciał zacząć nową przygodę. Te plany musiały jednak chwile poczekać – przeszkodą okazała się kontuzja, która sprawiła, że jego debiut w nowej roli miał miejsce dopiero w sezonie 2012/2013.
– Wtedy kursy sędziowskie wyglądały nieco inaczej. Uważam, że były ciekawsze i zdecydowanie dłuższe niż obecnie. Spotykaliśmy się co tydzień i omawialiśmy przepisy gry, paragraf po paragrafie… Udało mi się zdać egzaminy. Myślałem, że już wiosną 2012 roku, będę mógł rozpocząć sędziowanie. Jednak, jak to w życiu bywa, przydarzyła mi się dość poważna kontuzja pleców. Uraz wyeliminował mnie na prawie pół roku. – wspomina.
Swój debiut w roli sędziego pamięta do dziś. Pierwsze szlify z gwizdkiem zbierał na boisku w Hecznarowicach – Wtedy to jeszcze były te mecze łączone, takie „dwupaki”. Byłeś na trampkarzach sędzią głównym, a potem zostawałeś na juniorów, jako sędzia asystent. – mówi.
Już podczas swojego debiutanckiego spotkania musiał zmierzyć się z nieprzychylnymi opiniami kibiców. Mimo że tego dnia na trybunach zasiadło raptem kilkanaście osób, nie ukrywa, że odczuwał wówczas stres.
– W Hecznarowicach jest kilku panów, którzy w bardzo wyrazisty sposób wyrażają swoje opinie na temat sędziowania. Trafiłem wtedy na jednego z nich, który, teraz gdy mnie spotyka, zawsze miło mnie wita… Jednak wtedy nie wyglądało to dla mnie tak przyjemnie. Mimo że byłem dorosłym facetem… stresowałem się. Na trybunach było dosłownie 15 kibiców. Był tam również ten pan, który jak krzyknął, to czułem ciarki na plecach. Jednak takie sytuacje tylko pozytywnie motywowały mnie na przyszłość. – wspomina z uśmiechem po latach.

Z uwagi na to, iż przygodę z sędziowaniem rozpoczynał dość późno, nie mógł liczyć na awanse. Przeszkodą okazały się przepisy, które ograniczają taką możliwość po przekroczeniu konkretnego wieku. Najwyższym poziomem rozgrywkowym, na jakim pracował była więc „tylko” IV liga.
Mimo to udało mu się zebrać wiele ciekawych doświadczeń. – Takich wspomnień jest co najmniej kilka. Na pewno pamiętam wyjazd z Piotrkiem Szypułą na sparing GKS-u Katowice z Rekordem na Bukowej. Pamiętam również sparing Podbeskidzia na Stadionie Miejskim, który sędziowałem z obecnym prezesem, Wojtkiem Szczurkiem. Kolejnym świetnym wspomnieniem jest wyjazd na stadion Górnika Zabrze –Mati Długosz prowadził spotkanie jako sędzia główny. Udało nam się wtedy zrobić zdjęcie z Lukasem Podolskim, który był wówczas jeszcze zawodnikiem. To świetna pamiątka, do której z pewnością miło się wraca. – docenia.
Prawdziwą kopalnią wspomnień są jednak mecze AMP Futbolu. Paweł Susek miał bowiem okazję prowadzić największe spotkania na świecie. Szczególne miejsce w jego pamięci zajmuje pierwszy posędziowany finał mistrzostw świata w Meksyku. –Ta cała otoczka i 15 tysięcy kibiców – tego nie da się zapomnieć! – mówi.
Świetnym przeżyciem był również finał Copa América w Brazylii, gdzie na trybunach zasiadło blisko 10 tysięcy widzów. – Przy takim hałasie nie słyszeliśmy nawet tego, co działo się kilka metrów od nas. To niesamowite doświadczenie. – wspomina. Duże wrażenie zrobiły na nim również stadiony i atmosfera podczas turnieju w Turcji. – Pamiętam mecz otwarcia mistrzostw świata w 2020 roku, który sędziowałem między innymi z Adrianem Koziełem. Takie chwile zostają w pamięci na długo. – dodaje.

Początki przygody Pawła Suska z AMP Futbolem były dość przypadkowe. Wszystko zaczęło się podczas jednego z zebrań plenarnych Kolegium Sędziów Bielsko-Biała. Pojawił się na nim Daniel Kawka, ówczesny prezes Kuloodpornych Bielsko-Biała, który przedstawił sędziom nową dyscyplinę i zachęcił ich do zaangażowania się w jej rozwój.
– Lubię nowe tematy i wyzwania, więc pomyślałem: spróbuję. Zostawiłem swój numer telefonu, a niedługo później Daniel zaprosił mnie na trening. – mówi.
Wspomniany trening okazał się doświadczeniem, którego nie zapomniał do dziś. Próbował nawet włączyć się do gry, a zawodnicy szybko pokazali mu, że jest to niezwykle wymagający sport, gdzie potrzeba nie tylko umiejętności, ale także ogromnej determinacji
– Do dzisiaj wspominam, że podczas gry trochę podeptali mi stopy kulami. Atmosfera w szatni była świetna, dużo żartów i pozytywnej energii. Po jednym z treningów narzekałem, że boli mnie kolano, a chłopaki spojrzeli na mnie i powiedzieli: „No to, Paweł, wiesz, ucinamy i zapraszamy do gry”. – żartuje po latach.
Szybko docenił ogromne zaangażowanie zawodników i postanowił zostać częścią tego środowiska. Efekty przyszły szybko. W 2018 roku pojechał na mistrzostwa świata do Meksyku, a od tego momentu jego kariera zaczęła nabierać tempa.
Z czasem zaczął otrzymywać najważniejsze mecze, prowadzić szkolenia i dzielić się doświadczeniem z innymi sędziami. Z tych początkowych lat ma jedną ciekawą historię…
– W półfinałowym meczu mistrzostw świata, pomiędzy Brazylią a Angolą, usunąłem z ławki ówczesną prezes Federacji Angoli, która pełniła także funkcję wiceprezes światowej federacji AMP Futbolu. Wydawało się wtedy, że ta decyzja może mieć dla mnie negatywne konsekwencje… Po finale ponownie spotkałem się z tą panią. Bardzo mi dziękowała i chwaliła poziom sędziowania. Później zostaliśmy przyjaciółmi, a ja zacząłem otrzymywać zaproszenia na kolejne turnieje i wyjazdy do Afryki. – opowiada.
Przygoda z tą dyscypliną pozwoliła mu zwiedzić ogromną część świata. Sędziował na pięciu kontynentach, odwiedził ponad 40 krajów, a na swoim koncie ma blisko 150 meczów międzypaństwowych. Dzięki swojej pracy zobaczył miejsca, których nigdy by nie odwiedził. Dziś nie ukrywa także, że część z tych wyjazdów zmieniła jego podejście do życia.
– Tanzania, Angola czy Bangladesz to miejsca, które wiele mnie nauczyły. Człowiek zaczyna inaczej patrzeć na jedzenie, wodę i rzeczy, które w Europie często traktujemy jako oczywiste. Dopiero na miejscu można zobaczyć, z jakimi problemami mierzą się inni ludzie. To daje do myślenia i uczy pokory. – zauważa.
Jego działalność nie kończy się na boisku. Czynne sędziowanie łączy z funkcją przewodniczącego Kolegium Sędziów AMP Futbol Polska. Jak sam mówi, zdaje sobie sprawę, że jego czas w końcu minie i stara się przekazywać swoją wiedzę młodszym adeptom tego fachu.
– Cieszy mnie rozwój moich sędziów i chciałbym, żeby jak największa grupa prezentowała poziom międzynarodowy. To ogromna satysfakcja widzieć, że polscy arbitrzy otrzymują ważne mecze na całym świecie. – nie ukrywa.
AMP Futbol to niejedyna odmiana piłki nożnej, w której się spełnia. W ostatnim czasie coraz mocniej angażuje się również w Blind Football, czyli piłkę nożną dla osób niewidomych i słabowidzących. Także w tym przypadku zadecydowała ciekawość i chęć spróbowania czegoś nowego. Do wejścia w to środowisko zachęcił go Krzysztof Mrózek, trener reprezentacji Polski, który przekazał mu pierwsze informacje i kontakty do sędziów.
– Blind Football pokazał mi zupełnie inny aspekt piłki nożnej. To bardzo ciekawa dyscyplina, a ludzie, których tam spotkałem, są wspaniali. Staram się pomagać nie tylko w sprawach sędziowskich, ale również organizacyjnych – podkreśla
Na swoim koncie ma mecze ligowe, spotkania Pucharu Polski, a także finały dwóch kolejnych edycji tych rozgrywek. Ważnym doświadczeniem były dla niego również mistrzostwa Europy Dywizji B w Krakowie, gdzie po raz pierwszy miał okazję pracować przy meczach międzynarodowych.

Mimo międzynarodowej kariery nie zrezygnował z sędziowania spotkań na naszych lokalnych boiskach. Mecze na stadionach, gdzie na trybunach zasiada kilkanaście, kilkadziesiąt czy kilkaset osób, nadal sprawiają mu wiele radości.
– Nadal uwielbiam sędziować lokalne mecze. Nieważne, czy jadę na spotkanie klasy A, B czy okręgówki – wracam z wielką przyjemnością. Zawsze jestem miło witany i goszczony. Często słyszę żarty, że przyjechał do nas sędzia międzynarodowy, a później pojawiają się pytania o moje wyjazdy i doświadczenia z innych krajów. To naprawdę miłe. – docenia.
Przez te wszystkie lata udało mu się uzbierać imponującą liczbę posędziowanych spotkań. Ten licznik wynosi obecnie około 1400 meczów. Dziś z uwagi na obowiązki, których jest coraz więcej, nie zawsze może pojawiać się na lokalnych boiskach tak często, jak kiedyś, ale z pewnością nie zamierza z tego rezygnować.
– Można sędziować przed dziesięcioma czy dwudziestoma tysiącami kibiców, a później wrócić na stadion, na którym jest kilkanaście lub kilkadziesiąt osób. I to też ma swój smak. W obu przypadkach można znaleźć coś wyjątkowego. – zauważa.
Czytaj także:
Autor:
Mikołaj Lorenz
[email protected]
today21.10.2026, 15:56 2
Najlepsze pasmo towarzyszące na Podbeskidziu! Konkursy, akcje radiowe, rozmowy i oczywiście - starannie wyselekcjonowane przeboje non-stop!
close
Copyright Radio BIELSKO