Listeners:
Top listeners:
play_arrow
Radio BIELSKO Przeboje non-stop
play_arrow
Radio EXPRESS FM Prawdziwa Lokalna Stacja
play_arrow
Radio DISCO Zawsze w rytmie!
play_arrow
Radio MEGA Mega Przeboje!
play_arrow
Radio NUTA Same dobre nuty!
Rekord Bielsko-Biała przygotowuje się do kolejnego sezonu w Betclic 2. Lidze. Za zespołem bardzo dobra wiosna i najwyższe miejsce w historii klubu na szczeblu centralnym. Przed drużyną — nowe otwarcie, ale bez rewolucji. O pracy w Cygańskim Lesie, transferach, młodzieży, Bielsku-Białej i filozofii prowadzenia zespołu rozmawiamy z trenerem Rekordu, Piotrem Tworkiem.
Łapiemy trenera w wolnej chwili między wypełnionym od deski do deski planem dnia. Przygotowania ruszyły chyba bardzo mocno?
Tak, pracy jest bardzo dużo. Jesteśmy na zgrupowaniu, cały sztab jest razem, więc każdą wolną chwilę staramy się wykorzystywać tak, żeby wszystko przebiegało płynnie. Najważniejsze jest dla nas dobre przygotowanie zespołu do pierwszego meczu i rundy jesiennej.
Na każdym treningu mamy około trzydziestu zawodników, w tym wyróżniających się chłopaków z akademii, więc praca jest bardzo efektywna. Do pomocy zaprosiłem też trenera z grup młodzieżowych, żeby ten proces treningowy był jeszcze lepiej zorganizowany i harmonijny.
A jak wygląda sytuacja kadrowa? Jest Pan zadowolony z tego, czym dziś dysponuje Rekord?
Jeśli chodzi o liczbę zawodników, wygląda to dobrze. Dołączyli do nas bramkarz Sebastian Sobolewski oraz Słowak Denis Potoma, środkowy pomocnik. Nie ukrywam, że czekamy jeszcze na kolejne wzmocnienia. Myślę, że jeszcze dwa bardzo jakościowe transfery są bardzo realne. Na ostatniego, upatrzonego przez nas zawodnika trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać…
Nie chcemy jednak robić ruchów tylko po to, żeby uzupełnić kadrę. Interesuje nas jakość. Szukamy zawodników na pozycje, które w naszej ocenie wymagają wzmocnienia. Głównie w formacji ofensywnej.
Wokół Rekordu pojawia się nazwisko Piotra Ceglarza. Trener oczywiście nie potwierdzi, ale taki zawodnik chyba by się przydał?
Nazwisk nie będę potwierdzał. Mogę natomiast powiedzieć ogólnie: każdy doświadczony zawodnik, który grał na wyższym poziomie, jest dla zespołu wartością. Nie tylko przez pryzmat umiejętności , ale też przez to, jak może wpływać na młodszych piłkarzy.
Taki zawodnik często daje przykład codzienną pracą, zachowaniem, podejściem do obowiązków. Młodzi mogą od niego czerpać. To jest dla nas bardzo ważne, bo chcemy, żeby przejście z akademii do piłki seniorskiej było możliwie płynne. (transfer Piotra Ceglarza do Rekordu został potwierdzony tuż po rozmowie z trenerem – przyp. red.)
Czyli doświadczenie ma być waparciem dla młodzieży, a nie blokadą?
Dokładnie tak. Doświadczony zawodnik nie jest po to, żeby zamykać drogę młodym. On ma pomagać im szybciej dojrzewać. Ma przekazywać swoje umiejętności, swoje doświadczenie, sposób funkcjonowania w piłce.
Jeżeli młody zawodnik chce iść wyżej, może podpatrywać tych, którzy już coś przeszli. Musi uczyć się od nich codziennych pozytywnych nawyków.
Za Panem pierwsze pół roku w Rekordzie. Wynikowo bardzo udane. Jak Pan ten czas podsumowuje?
To był okres, który wymagał wspólnego nauczenia się siebie. Zespół musiał poznać moje oczekiwania, mój sposób pracy, moje zasady. Sztab również musiał się do tego zaadaptować. To nie jest tak, że trener przychodzi i po miesiącu wszystko wygląda dokładnie tak, jak sobie życzy.
Cieszę się, że drużyna zakończyła sezon na najwyższym miejscu w historii Rekordu w rozgrywkach centralnych. To jest duża rzecz. Kosztowało nas to dużo pracy i trzeba docenić moich asystentów w sztabie, którzy łączą pracę w pierwszej drużynie i Akademii. Cieszę się też, że większość tego zespołu została. Ci zawodnicy znają już pomysł, który zaczęliśmy wprowadzać od stycznia. Wiedzą, jak chcemy grać i w jakim kierunku iść.
Z każdym kolejnym okresem wspólnej pracy powinno to wyglądać jeszcze lepiej. Chcę, żeby Rekord od pierwszego meczu miał odciśnięte piętno mojej osoby i mojej filozofii gry. Z obranej drogi nie zejdę. Zawodnicy muszą się do tego dostosować. Chcemy również rozwijać dalej klub na innych płaszczyznach.
Kibice trochę czekali na informację, czy zostaje Pan w klubie. Skąd ten czas niepewności?
To był naturalny okres. Były urlopy, ja również byłem na wyjeździe, ale cały czas w kontakcie z klubem. Ogólna zgoda co do kontynuacji współpracy była. Trzeba było po prostu pewne rzeczy spokojnie przemyśleć i poukładać.
W Bielsku-Białej bardzo dobrze się czuję. Jestem tutaj drugi raz i traktuję to miasto trochę jak drugi dom, choć bardzo odległy od Bydgoszczy. Bardzo szybko zasymilowałem się z ludźmi w klubie, z pracownikami, z otoczeniem. Powoli czuję się góralem — może jeszcze nie przez duże „G”, ale przez małe na pewno. Podoba mi się charakter ludzi tutaj. Pracowitość, zawziętość, odwaga, konkret. Są to cechy bardzo bliskie mojej osobie, która podejmując się wyzwaniu, oddaje się w pełni.
Czyli nie było tygodni twardych negocjacji o kadrę, wymagania czy liczbę transferów?
Nie. Oczywiście rozmawialiśmy o drużynie, o wzmocnieniach, o pozycjach, które wymagają poprawy. Pracujemy od tygodni, razem z Markiem Homą i Piotrem Szymurą nad tym, żeby zrealizować założone ruchy. Szukaliśmy takich rozwiązań, które będą pasowały do Rekordu, do naszej filozofii i do możliwości klubu.
W rozmowach wokół Rekordu często pojawia się słowo stabilizacja. To jest najważniejszy kierunek?
Tak. Nie rewolucja, tylko ewolucja. Chcemy poprawiać zespół, rozwijać go spokojnie, harmonijnie, wzmacniać tam, gdzie widzimy potrzebę. To dotyczy nie tylko kadry zawodniczej, ale też sztabu i całej pracy wokół drużyny i Klubu.
Wizja prezesa Janusza Szymury jest bardzo spójna z moją. Chcemy budować Rekord rozsądnie i konsekwentnie a nie na zasadzie nerwowych ruchów i wagonu nowych zawodników co rundę. Bardzo ważna jest tożsamość klubu.
Wzmocnieniem może być też powrót kapitana po ciężkiej kontuzji.
Oczywiście. Konrad Kareta to zawodnik bardzo dobrze znany kibicom w Bielsku-Białej. Do momentu kontuzji był jedną z ważniejszych postaci zespołu. Charyzmatyczny człowiek, kapitan, ktoś, kto trzyma szatnię.
Cały czas czekaliśmy na jego powrót. Rehabilitacja przebiegała bardzo dobrze, nawet lepiej, niż można było zakładać. Trzeba jednak pamiętać, że po tak poważnej kontuzji nie można niczego przyspieszać. Konrad bardzo profesjonalnie podchodził do swoich obowiązków, ale naszym zadaniem jest też pilnować, żeby nie zrobić jednego kroku za szybko.
Zawodnik wracający po tak poważnej kontuzji do treningu z piłką, nie jest gotowy do grania na 90 min. Przed nim jeszcze długa praca, przed nami też, żeby bezpiecznie przeprowadzić go przez kolejne etapy.
Na co stać Rekord w kolejnym sezonie? Da się już dziś mówić o celu?
Jest jeszcze za wcześnie. Cel musi być realny i musi być do zrealizowania. Jesteśmy w bardzo ciężkim okresie treningowym, za nami dopiero część sparingów, przed nami kolejne. Prawdziwy obraz drużyny zobaczymy dopiero w meczach mistrzowskich.
Sparing to jedno, liga to drugie. W sparingu można popełnić błąd, trzeba wybrać trudniejsze rozwiązanie, trzeba próbować. Ja zachęcam zawodników do odważnych decyzji nawet kosztem błędu, bo tylko w ten sposób będą się rozwijać. Błąd w sparingu nie kosztuje tyle, co błąd w meczu o punkty.
Co już dziś można powiedzieć o tej drużynie?
Na pewno ma charakter. Walka o byt w drugiej lidze ukształtowała moich zawodników. Oni nie pękają. To nie są chłopcy do bicia, którzy się położą i będą płakać. Potrafią odpowiedzieć, potrafią walczyć, potrafią oddać.
Dwa sezony walki o utrzymanie nie były proste. W tej lidze wiele mocnych klubów przekonało się, jak trudno się w niej funkcjonuje. Rekord tę walkę wygrał, a ostatni sezon zakończył w dobrym miejscu. Teraz trzeba zrobić kolejny krok. Natomiast będę wymagał od nas wszystkich więcej. Zawodnicy w Rekordzie czują się dobrze. Nie chcą stąd nigdzie odchodzić. Jeżeli dostrzegę, że tkwią w strefie komfortu i nie chcą z niej wyjść – nie będzie dla nich miejsca.
W mieście dużo mówiło się o świetnej wiośnie Podbeskidzia. Nie ma Pan wrażenia, że nieco nie zauważony pozostał fakt, że Rekord też miał bardzo dobrą rundę? Trochę w cieniu awansu „Górali”.
Podbeskidziu należą się gratulacje. Awansowało i życzę im z całego serca świetnych wyników w pierwszej lidze. To prestiż dla miasta i całego regionu, że Bielsko-Biała ma dwa kluby na poziomie centralnym. Derbów w najbliższym sezonie nie będzie, życzeniem byłoby je zagrać na poziomie 1 ligi. Dla mnie mecz derbowy był świetnym doświadczeniem. To było dobre widowisko, prestiżowe dla kibiców i dla miasta i co najważniejsze z wygraną Rekordu.
Jeżeli terminy naszych meczów nie będą się pokrywały, na pewno będę pojawiał się na Stadionie Miejskim. Znam Marcina Włodarskiego, dobrze nam się rozmawia o piłce, o zawodnikach. Życzę Trenerowi i jego drużynie powodzenia i dużo pozytywnych emocji.
Były plotki, że w zimie, zanim zapadła decyzja o Pana zatrudnieniu w Rekordzie, pojawił się też temat Podbeskidzia. Było coś na rzeczy?
Nie. Kontakt z Podbeskidziem miałem w poprzednich sezonach. Tej zimy nie było takiej propozycji.
Zresztą, jak Pan widzi – w obu tych miejscach podjęto zimą dobre ruchy. Podbeskidzie ma trenera, który razem ze sztabem i zawodnikami zrobił awans. My utrzymaliśmy Rekord w drugiej lidze na 9 miejscu i kontynuujemy swoją pracę. Najważniejsze są decyzje.
Rekord mocno stawia na młodzież. Jak Pan patrzy na tę filozofię?
W pracy kieruje się jedna z wielu zasad: nie patrzę w PESEL. Nie patrzę na wiek zawodnika. Patrzę na umiejętności, możliwości dalszego rozwoju cechy somatyczne i mentalne. Jeżeli ktoś ma 17 lat, ale spełnia wymagania, będzie grał. Jeżeli ktoś ma 37 lat i też je spełnia, również będzie grał. Wiek nie może być ani taryfą ulgową, ani przeszkodą. Liczą się praca, jakość, zaangażowanie i to, czy zawodnik daje drużynie odpowiedni poziom.
Mogę grać nawet dziesięcioma młodzieżowcami, jeśli będą spełniali warunki, których oczekuję na boisku. Ale nie będzie też forowania zawodnika tylko dlatego, że jest młody lub z Akademii, oraz że ma więcej do powiedzenia w szatni z racji wieku. Na miejsce trzeba sobie zapracować.
A jak Pan ocenia samo szkolenie w Rekordzie? Ma Pan porównanie choćby ze Śląskiem Wrocław, który uchodzi za bardzo mocny ośrodek.
To są inne ośrodki. Śląsk jest większym klubem, sama nazwa klubu może być magnesem dla wielu zawodników. Rekord funkcjonuje inaczej i trzeba uczciwie powiedzieć, że szkolenie idzie tutaj w bardzo dobrym kierunku. Oczywiście nie w każdym roczniku trafiają się perełki, choć wielu zawodników-wychowanków gra lub grało na poziomie ekstraklasy. Widać to również po wynikach młodych drużyn i po obecności Rekordu w czołówce różnych rozgrywek, ale też w codziennym życiu klubu. Kiedy przychodzę rano i widzę, co dzieje się na boiskach, ile jest dzieci, ile energii, ile gwaru, to człowiek się z tego cieszy. Każdy kawałek boiska jest wykorzystany. Piłka w Rekordzie żyje.
Na treningach pierwszego zespołu mamy też młodych chłopaków, jednego nawet 16-latka. To pokazuje, że droga do seniorskiej drużyny jest otwarta. Ale pod warunkiem, że zawodnik chce się rozwijać w Akademii i na każdym treningu pierwszego zespołu.
Piłka nożna to są momenty. Trzeba je złapać i wykorzystać.

Codziennie od poniedziałku do piątku od 5:30 do 10.
close
Copyright Radio BIELSKO