Bielsko-Biała

Woda pod presją. Czy wyschniemy na wiór?

today22.06.2026 06:00

Tło
share close

Termometry od kilku dni pokazują naprawdę wysokie temperatury. Nic dziwnego, że częściej sięgamy po wodę. I właśnie wtedy pojawia się pytanie: czy kiedyś może jej nam zabraknąć? Niewykluczone, gdyż Polska, choć wielu osobom trudno w to uwierzyć, nie jest wodnym potentatem.

Polska ma mniej wody, niż mogłoby się wydawać

W raporcie Głównego Urzędu Statystycznego „Polska na drodze zrównoważonego rozwoju. Raport SDG 2025” czytamy, że średnio w ciągu roku mamy do dyspozycji około 60 mld metrów sześciennych odnawialnych zasobów wody słodkiej. W czasie suszy ta ilość spada nawet poniżej 40 mld metrów sześciennych.

Czy to dużo? Niespecjalnie. Według GUS Polska zajmuje obecnie 3. miejsce wśród krajów Unii Europejskiej z najmniejszą ilością wody słodkiej w przeliczeniu na mieszkańca. Mniej mają tylko Cypr i Malta.

ONZ przyjmuje, że dla bezpieczeństwa wodnego na jednego mieszkańca powinno przypadać co najmniej 1,7 tys. metrów sześciennych odnawialnych zasobów wody słodkiej rocznie. W Polsce w latach 2015-2023 było to od 1,1 do 1,6 tys. metrów sześciennych.

– Niskie zasoby wody i rosnący deficyt wody pitnej pokazują, jak ważne jest rozsądne gospodarowanie tym surowcem – czytamy w raporcie GUS.

Rok 2015 był ostrzeżeniem

W naszym regionie rok 2015 wielu osobom kojarzy się z obrazami, które trudno zapomnieć. Latem poziom wody w Jeziorze Żywieckim obniżył się tak mocno, że odsłoniło się dno zbiornika. Miejscami przypominało spękaną pustynię. Woda opadła tak bardzo, że widoczne były pozostałości po Starym Żywcu zalanym w latach 60. ubiegłego wieku, gdy powstawał zbiornik na Sole.

Rok ten jest ważny z jeszcze jednego powodu. To właśnie od tego czasu eksperci coraz częściej mówią o narastającym problemie suszy w Polsce.

– Od 2015 roku niedobory wody w rzekach i glebie w Polsce pogłębiają się – mówił Grzegorz Walijewski, zastępca dyrektora Centrum Hydrologicznej Osłony Kraju i ówczesny rzecznik prasowy IMGW-PIB, w materiale „IMGW-PIB: Sytuacja hydrologiczna w Polsce – SUSZA”, opublikowanym w serwisie stopsuszy.imgw.pl.

IMGW zwracało wtedy uwagę, że susza nie zawsze obejmuje cały kraj w takim samym stopniu. Często ma charakter okresowy i lokalny. Nie zmienia to jednak faktu, że towarzyszy nam od wielu lat i coraz trudniej traktować ją jak jednorazową anomalię.

Susza ma kilka twarzy

Najpierw pojawia się susza atmosferyczna, czyli dłuższy okres bez opadów albo z opadami znacznie niższymi niż zwykle.

Potem przychodzi susza glebowa, nazywana też rolniczą. Wody w glebie jest za mało, by rośliny mogły prawidłowo rosnąć. 

Kolejny etap to susza hydrologiczna. Wtedy spada poziom rzek, jezior i zbiorników, a przepływy w ciekach są coraz niższe.

Najgłębszym i najtrudniejszym do szybkiego odwrócenia etapem jest susza hydrogeologiczna, czyli obniżenie poziomu wód podziemnych.

Dlaczego wody jest coraz mniej?

Przyczyn jest kilka i nakładają się na siebie. Zmienia się klimat. Rośnie temperatura, zwiększa się parowanie, zimy są cieplejsze, częściej pada deszcz zamiast śniegu, a pokrywa śnieżna utrzymuje się krócej albo nie ma jej wcale. To oznacza słabsze wiosenne zasilanie rzek, potoków i wód podziemnych.

Zmienia się też charakter opadów. Coraz częściej mamy długie okresy bez deszczu, przerywane krótkimi, gwałtownymi ulewami. Taka woda spada, zalewa i szybko znika. Zamiast spokojnie wsiąkać w ziemię i ją nawadniać, spływa do kanalizacji, rowów, potoków i rzek.

Przez lata sami skutecznie wodę odprowadzaliśmy. Prostowano rzeki, osuszano tereny podmokłe, zabudowywano naturalne doliny, betonowano place, parkingi i podwórka. Woda, która mogłaby zostać w krajobrazie, była doprowadzana.

Dlatego dziś jednym z najważniejszych słów jest retencja, czyli zatrzymywanie i gromadzenie wody.

Śląskie potrzebuje retencji szczególnie

Województwo śląskie często kojarzy się z przemysłem, gęstą zabudową i silnie przekształconym krajobrazem. To właśnie dlatego zatrzymywanie wody jest tu tak ważne.

W miastach problemem jest szybki odpływ deszczówki z dachów, ulic, chodników i parkingów. W górach i na terenach podgórskich – czyli także u nas – dochodzi do tego szybki spływ wody po stokach i gwałtowne wezbrania potoków. Efekt bywa paradoksalny: jednego dnia mówimy o suszy, a kilka godzin po burzy o lokalnych zalaniach.

Ulewa jednak nie kończy suszy. Może podnieść poziom potoku, zalać ulicę albo piwnicę, ale nie musi odbudować zasobów wody w glebie i pod ziemią. Dlatego tak ważne jest zatrzymywanie deszczówki tam, gdzie spada.

Do 8 tys. zł na deszczówkę

Ważna informacja w tym kontekście jest taka, że dzisiaj rozpoczyna się nabór wniosków w ramach programu „Mikroretencja”, realizowanego przez Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska i Gospodarki Wwodnej. W naszym regionie chodzi o WFOŚiGW w Katowicach.

Program jest skierowany do właścicieli, współwłaścicieli oraz użytkowników wieczystych domów jednorodzinnych. Ma wspierać inwestycje związane ze zbieraniem i ponownym wykorzystywaniem wód opadowych.

Dofinansowanie może wynieść do 90% kosztów kwalifikowanych, maksymalnie 8 tys. zł. Wsparcie obejmuje między innymi instalacje do zbierania deszczówki z dachów, chodników i podjazdów, magazynowania jej w zbiornikach, retencjonowania w gruncie oraz wykorzystywania, na przykład do podlewania ogrodu.

To rozwiązanie, które z jednej strony pozwala oszczędzać wodę i ograniczać rachunki, a z drugiej zwiększa odporność posesji na skutki suszy i intensywnych opadów.

Bielsko-Biała łapie deszcz i odchodzi od betonozy

Również miasta próbują przeciwdziałać skutkom suszy i przegrzewania się przestrzeni. Tak dzieje się między innymi w Bielsku-Białej.

Jednym z przykładów jest przebudowany plac Wojska Polskiego i ulica Cyniarska. Po modernizacji pojawiła się tam zieleń, drzewa, mała architektura i rozwiązania pozwalające lepiej gospodarować wodą opadową. Pod płytą placu zamontowano zbiorniki retencjonujące deszczówkę, która może być później wykorzystywana do nawadniania roślin.

Miasto prowadzi też własny program „Bielsko-Biała łapie deszcz”. W jego ramach można ubiegać się o dotację na zastosowanie zbiornika retencyjnego. 

Adaptacja miasta do zmian klimatu

Osobnym dużym przedsięwzięciem jest projekt „Adaptacja do zmian klimatu na terenie miasta Bielska-Białej”. Jego wartość to niemal 25 mln zł, z czego ponad 18,8 mln zł stanowi unijne dofinansowanie. Projekt obejmuje 15 lokalizacji, które już zostały lub zostaną odbetonowane do końca tego roku. Wśród nich znalazły się m.in. gotowe już skwerki u styku ulic Sempołowskiej i Kołłątaja, czy pobliski przy PCK i Sempołowskiej. 

Wśród działań są rozszczelnianie nieprzepuszczalnych nawierzchni, zwiększanie powierzchni biologicznie czynnej, sadzenie drzew, krzewów, bylin i trawników, rekultywacja zbiorników retencyjnych oraz tworzenie niecek, które mają zatrzymywać wodę opadową.

To nie są tylko działania estetyczne. Zieleń obniża temperaturę w mieście, daje cień, ogranicza efekt miejskiej wyspy ciepła, zatrzymuje wodę i spowalnia jej odpływ.

W planach jest także zazielenienie placu Bolesława Chrobrego, zapowiadane na drugą połowę tego roku. Bardziej dalekosiężną koncepcją jest stworzenie parku linearnego wzdłuż rzeki Białej. Taki zielony korytarz mógłby pomóc w przewietrzaniu miasta, obniżaniu temperatury i zatrzymywaniu wody w przestrzeni miejskiej.

O tej koncepcji swego czasu opowiadał na naszej antenie ogrodnik miejski Dariusz Gajny.

  • cover play_arrow

    Woda pod presją. Czy wyschniemy na wiór? Beata Stekla

Susza to nasz temat tygodnia

Susza i brak wody to nasz temat tygodnia. Już wkrótce wyjedziemy na ulice z mikrofonem, żeby zapytać was, co sądzicie o tym problemie i czy sami oszczędzacie wodę. Możecie się tez wypowiedzieć pisząc na adres [email protected]

Z kolei w czwartek, 25 czerwca, gościem Radia Bielsko będzie ekspert, z którym porozmawiamy na temat wody i jej braku.  

Autor: Zdjęcie autora Beata Stekla
[email protected]