Piłka nożna

Szalony mecz na Stadionie Śląskim! Emocje do samego końca

today12.09.2026 17:23

Tło
share close

Podbeskidzie Bielsko-Biała w ramach 8. serii gier Betclic 1. Ligi odwiedziło jeden z najbardziej ikonicznych stadionów w naszym kraju. „Górale” w  chorzowskim „Kotle Czarownic” zmierzyli się z miejscowym Ruchem. Spotkanie było pełne emocji i zwrotów akcji – ostatecznie zespół Marcina Włodarskiego do domu wrócił z jednym punktem.

W oczekiwaniu na komplet punktów…

Podbeskidzie Bielsko-Biała do spotkania przystępowało po siedmiu kolejnych ligowych meczach bez zwycięstwa. Ich bilans wynosił sześć remisów i jedną porażkę. Już pierwsze minuty pokazały, że o przełamanie łatwo nie będzie. Mimo że Szymon Brańczyk nie został zaangażowany do pracy w początkowej fazie meczu to uderzeń gospodarzy nie brakowało. Golkipera wyręczali jednak defensorzy, którzy skutecznie blokowali strzały rywali.

Wraz z upływem czasu pojawiły się także pierwsze ciekawsze ofensywne podrygi zespołu z Bielska-Białej. Pod drugim polem karnym piłka także nie mogła jednak znaleźć drogi do bramki. Uderzenie Yauhenia Shykauki z okolic 10. metra zostało zatrzymane przez obrońców. Chwilę później piłkę po strzale Marcina Urynowicza ze stojącej piłki zatrzymał mur.

Bez wątpienia jednak, podopieczni Marcina Włodarskiego potrafili podnieść ciśnienie gospodarzom. W 17. minucie serca chorzowskich kibiców zabiły szybciej, gdy groźne dośrodkowanie z rzutu wolnego posłał Aleksander Iwańczyk. Żaden z zawodników Podbeskidzia nie zdołał jednak trącić futbolówki, a ta wylądowała ostatecznie w rękach Jakuba Wrąbla.

Ruch strzela, Podbeskidzie odpowiada

Niedługo później to piłkarze Ruchu mogli cieszyć się z prowadzenia. W 19. minucie gry najlepiej w polu karnym odnalazł się Patryk Szwedzik, który wykorzystał zamieszanie i z bliskiej odległości wbił piłkę do siatki. Radość miejscowej publiczności nie trwała jednak zbyt długo…

Ledwie pięć minut później do wyrównania doprowadził Marcin Urynowicz. Akcję bramkową swoim dośrodkowaniem zapoczątkował Maksymilian Sitek. Piłkę w głąb „szesnastki” zgrał Bartosz Martosz, a ta trafiła pod nogi bramkostrzelnego pomocnika. Urynowicz dopisał tym samym swoje czwarte trafienie w aktualnych rozgrywkach.

Agustin Coscia już kilkadziesiąt sekund później mógł sprawić, że remisowy rezultat byłby tylko wspomnieniem. Argentyńczykowi zabrakło jednak precyzji i ostatecznie piłka odbiła się od słupka. Ten element bramki Podbeskidzie uratował także w 31. minucie. Wówczas po dośrodkowaniu z głębi pola, wychodzącego Szymona Brańczyka uprzedził Krystian Rostek. Futbolówka trafiła ostatecznie jedynie w obramowanie bramki.

Do szatni schodzili przy wyniku remisowym

Po tym dość intensywnym okresie, pod bramką „Górali” zrobiło się nieco spokojniej. Chorzowianie uderzali głównie z dystansu. Swoich sił próbował Patryk Szwedzik, Shuma Nagamatsu, a także Andrej Lukić. Po drugiej stronie boiska zza pola karnego w międzyczasie strzelał natomiast Aleksander Iwańczyk. Ta próba sprawiła pewne kłopoty bramkarzowi, ale finalnie Wrąbel poradził sobie z opanowaniem futbolówki.

Mimo dużego naporu miejscowych zawodników w końcówce pierwszej odsłony, do szatni oba zespoły schodziły przy wyniku 1:1.

„Górale” zepchnięci do defensywy

Po zmianie stron, niemal od samego początku można było zaobserwować bardzo ofensywne usposobienie gospodarzy. W 48. minucie gry przed stratą gola „Górali” uchronił Szymon Brańczyk, który kapitalnie interweniował po strzale głową Nikodema Leśniaka-Paducha. Bez trudu dało się zauważyć, że to Ruch wyszedł z szatni z większą motywacją.

Mimo to niewiele brakowało, a to zespół z Bielska-Białej wysunąłby się na jednobramkowe prowadzenie. W 51. minucie w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się wprowadzony w przerwie Oskar Tomczyk. Zabrakło jednak precyzji, a ta sytuacja zadziałała, niczym płachta na byka, intensyfikując ofensywne poczynania podopiecznych Waldemara Fornalika.

Ruch wyszedł na prowadzenie

Efekty nadeszły w 58. minucie. Najpierw po strzale głową Krystiana Rostka, rewelacyjnym refleksem popisał się Szymon Brańczyk, lecz kilka chwil później nie zdołał już uchornić swojej drużyny przed stratą gola. Piła do siatki Podbeskidzia wpadła po strzale debiutującego w barwach Ruchu Agustina Cosci.

Nieco ponad dziesięć minut później to sektor gości miał spore powody do zadowolenia. Po dośrodkowaniu z głębi pola Arkadiusza Kasperkiewicza, Lucjan Klisiewicz opanował piłkę, a następnie stanął oko w oko z golkiperem. Napastnik „Górali” nie pomylił się i umieścił piłkę w siatce…

Radość trwała zaledwie kilkadziesiąt sekund. Po weryfikacji VAR gol został anulowany z uwagi na to, iż zawodnik znajdował się na spalonym. To jednak nie podłamało przyjezdnych. Sporo pozytywnych akcentów w bocznej strefi boiska dawał między innymi Toki Hirosawa

Emocje do samego końca!

Szczęście do zespołu Podbeskidzia uśmiechnęło się w 81. minucie, wówczas po analizie VAR, arbiter wskazał na 11. metr. Bardzo pechowo w tej sytuacji interweniował Martin Konczkowski. Do piłki podszedł Marcin Biernat i w swoim stylu, pewnie umieścił futbolówkę w siatce.

Gdyby emocji i zwrotów akcji w tym meczu było mało, to Podbeskidzie w 85. minicie ponownie straciło prowadzenie. Tym razem autorem gola dla Ruchu był Andrej Lukić. który świetnie wykończył dośrodkowanie z rzutu wolnego z bocznego sektora. Taki rezultat ponownie utrzymał sie tylko chwilę. W ostatniej minucie podstawowego czasu gry bohaterem okazał się Oskar Tomczyk. Jego strzał głową zapewnił drużynie z Bielska-Białej ostatecznie jeden punkt.

Ruch Chorzów 3:3 (1:1) Podbeskidzie Bielsko-Biała

1:0 Szwedzik (19′)

1:1 Urynowicz (24′)

2:1 Coscia (58′)

2:2 Biernat (83′) (rzut karny)

3:2 Lukić (85′)

3:3 Tomczyk (90′)

Podbeskidzie Bielsko-Biała

Brańczyk – Sochań, Biernat, Kasperkiewicz, Sitek (63′ Rakoczy), Martosz, Sewerzyński, Urynowicz (64′ Hirosawa), Iwańczyk (46′ Słomka), Shykauka (46′ Tomczyk), Klisiewicz (82′ Gach)

Autor: Zdjęcie autora Mikołaj Lorenz
[email protected]