Bielsko-Biała

Burzliwe spotkanie w Kamienicy. Mieszkańcy chcą zatrzymać sprzedaż dwóch hektarów

today18.08.2026 23:31

Tło
share close

Ponad 100 osób przyszło we wtorek do remizy OSP Kamienica, by rozmawiać o planowanej sprzedaży miejskich działek przy ul. Pileckiego. Spotkanie, zorganizowane przez mieszkańców, miało jeden główny cel – przekonać radnych do wycofania się z decyzji podjętej w czerwcu. W sali wielokrotnie było głośno, padały zarzuty pod adresem władz miasta, a zebrani krzyczeli: „Nie sprzedawać działki!”. Miasto przekonuje natomiast, że sprzedaż jest elementem „racjonalnego gospodarowania” miejskim majątkiem, a uzyskane pieniądze mają zostać przeznaczone na zakup innego terenu pod funkcję sportową w Hałcnowie.

Pełna sala i jeden temat

Spotkanie odbyło się we wtorek w OSP Kamienica. Przyszło ponad 100 mieszkańców. Wśród zaproszonych gości znaleźli się zastępca prezydenta Bielska-Białej Igor Kliś oraz radni: Karolina Lewkowicz, Robert Pysz, Aleksandra Woźniak, Jerzy Sawiński, Roman Matyja i Paweł Korzondkowski. Atmosfera od początku była napięta. Mieszkańcy chcieli przede wszystkim dowiedzieć się, dlaczego miasto zdecydowało się sprzedać teren, który w ich ocenie powinien pozostać niezabudowany i pełnić funkcję zieloną, rekreacyjną oraz przyrodniczą.

Chodzi o trzy miejskie działki przy ul. Rotmistrza Witolda Pileckiego o łącznej powierzchni ponad dwóch hektarów. Rada Miejska 25 czerwca zgodziła się na ich sprzedaż. Za uchwałą opowiedzieli się radni związani z Koalicją Obywatelską i prezydentem Jarosławem Klimaszewskim, przeciwko był klub PiS. Miasto szacuje, że zbycie nieruchomości może przynieść około 10–13 mln zł. Pieniądze mają zostać przeznaczone na zakup większego, liczącego około 5–7 hektarów terenu w Hałcnowie, gdzie planowana jest infrastruktura sportowa.

„Chcemy, żeby ta działka dalej pozostała zielona”

Spotkanie rozpoczął jego organizator Rafał Bargiel. Podkreślał, że nie chodzi o całkowity sprzeciw wobec rozwoju miasta, lecz o zachowanie równowagi między zabudową a terenami zielonymi. Jako przykład wskazywał zmiany, jakie w ostatnich latach zaszły w Bielsku-Białej. -Dzisiaj przyjeżdżałem akurat ulicą Karpacką i łąka, na której jeździłem na sankach, będąc dzieckiem, dzisiaj są tam bloki. Może piękniejsze niż te z płyty, ale każdy sąsiad zagląda sąsiadowi w okno – mówił.

Jak zaznaczał, mieszkańcy nie chcą, by jedynym rozwiązaniem było wyjeżdżanie poza miasto w poszukiwaniu zieleni. – Chcieli (mieszkańcy) coś takiego, że przyjdą do domu, wyjdą sobie na łąkę. Nie chcą po prostu jechać 10 kilometrów na tereny w Hałcnowie, ani jechać w góry, tylko chcą to mieć blisko – przekonywał.

Rafał Bargiel apelował do radnych o zmianę decyzji. – Chciałbym, żeby zmienili tę decyzję, żeby ta działka dalej pozostała zielona, a nie została zabudowana – mówił. I dodawał, że mieszkańcy będą pamiętać, jak poszczególni radni zagłosują. – Jestem zwolennikiem takiej demokracji partycypacyjnej, gdzie jednak słucha się mieszkańców, że mogą oni się wypowiedzieć, mają właśnie ten głos. Ale nie głos na zasadzie, że my piszemy 1000 protestów, 1000 głosów, a później ratusz robi swoje – argumentował.

PiS chce uchylić decyzję

Podczas spotkania radna Aleksandra Woźniak przedstawiła projekt uchwały przygotowany przez klub Prawa i Sprawiedliwości. Projekt został złożony w Biurze Rady Miejskiej i ma być procedowany podczas sesji 27 sierpnia. Zakłada on uchylenie uchwały z 25 czerwca, w której Rada Miejska zgodziła się na sprzedaż trzech działek przy Pileckiego. W uzasadnieniu projektu radni PiS wskazują m.in. na rosnący sprzeciw mieszkańców wobec planowanej zabudowy tego rejonu. „Tereny te pełnią istotną funkcję dla jakości życia mieszkańców oraz stanowią jeden z najcenniejszych niezabudowanych obszarów Bielska-Białej” – napisano w uzasadnieniu.

Radni zwracają również uwagę, że miejskich, niezabudowanych gruntów jest coraz mniej. „Nie bez znaczenia pozostaje także okoliczność, iż w zasobach nieruchomości miasta niewiele już pozostało tego rodzaju niezabudowanych gruntów” – czytamy w projekcie. W ocenie autorów uchwały zachowanie działek przy Pileckiego ma więc mieć znaczenie dla przyszłego rozwoju miasta. „Sprzedaż kolejnych nieruchomości powinna być poprzedzona szczególnie wnikliwą oceną długofalowych skutków dla ładu przestrzennego, ochrony terenów zielonych oraz możliwości realizacji potrzeb mieszkańców” – napisano.

Aleksandra Woźniak apelowała do mieszkańców, by sami rozmawiali z radnymi reprezentującymi ich okręgi. – Dziewięć osób można liczyć na pewno, że będzie głosowało przeciwko tej sprzedaży, czyli popierając uchwałę, którą przygotowaliśmy – mówiła, odnosząc się do deklarowanego poparcia dla projektu PiS. – Przekonajcie ich, to są osoby, które mają niezależne mandaty. Głosują w zasadzie tak, jak mają przykazane, mam wrażenie. Niech się sami wypowiedzą, czy to jest ich zdanie, że taka działka powinna być przedmiotem sprzedaży. Ja uważam, że nie – dodawała.

Aleksandra Woźniak argumentowała, że teren powinien pozostać własnością miasta. – Oprócz tego, że potrzebujemy zieleni, potrzebujemy dotlenienia, przewietrzenia miasta, to również potrzebujemy zostawić coś po sobie naszym dzieciom i wnukom. Nie wiadomo, jakie będą ich potrzeby. A tutaj taka po prostu rabunkowa sprzedaż dla mnie jest absolutnie nie do przyjęcia i oburzająca – mówiła.

„Dzika deweloperka” i obawa przed zabudową

Jednym z tematów, który wielokrotnie wracał podczas spotkania, była przyszła zabudowa. Radny Paweł Korzondkowski zwracał uwagę, że określenie „zabudowa jednorodzinna” nie musi oznaczać wyłącznie pojedynczych domów. – Szeroko rozumiana zabudowa jednorodzinna może oznaczać szeregową, a więc powstanie „mała deweloperka” – argumentował.

Aleksandra Woźniak mówiła natomiast o „dzikiej deweloperce”. Porównywała obecne procesy inwestycyjne z czasami, kiedy powstawały starsze bielskie osiedla. Jej zdaniem dawniej planowano przestrzeń w sposób bardziej kompleksowy, pozostawiając mieszkańcom dostęp do zieleni i przestrzeni wspólnych. Dziś – jak przekonywała – zabudowa powstaje w sposób, który prowadzi do sytuacji, w której mieszkańcy nowych budynków znajdują się bardzo blisko siebie. – Każdy zagląda sobie w okna – mówiła.

Mieszkańcy podnosili również, że dzieci mieszkające na nowych osiedlach mają coraz mniej miejsca do zabawy, a kolejne inwestycje zwiększają presję na istniejącą infrastrukturę.

„Racjonalna gospodarka”

Zdecydowanie inny punkt widzenia przedstawił zastępca prezydenta Bielska-Białej Igor Kliś. Podkreślał, że miasto przed sprzedażą swoich nieruchomości analizuje, czy są one potrzebne do realizacji zadań własnych gminy. – Kiedy Ratusz przygotowuje jakąkolwiek działkę do sprzedaży, to zadajemy sobie kilka podstawowych pytań. Pierwsze pytanie jest takie, czy taka działka lub nieruchomość może się przydać do jakichś celów realizowanych przez miasto – tłumaczył.

W przypadku terenu przy Pileckiego – jego zdaniem – odpowiedź jest negatywna. – Miasto nie realizuje zabudowy jednorodzinnej – przypominał. Igor Kliś zwracał uwagę na zapisy obowiązującego planu miejscowego. Jak mówił, zdecydowana większość terenu ma przeznaczenie pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną, a część dopuszcza zabudowę wielorodzinną. – To jest działka bardzo wartościowa. I teraz racjonalna gospodarka polega na tym, że skoro ja tej działki przeznaczyć na cele gminne nie mogę, to ją sprzedaję – mówił.

Podkreślał, że sprzedaż miejskich gruntów przeznaczonych pod zabudowę nie jest czymś nowym. – Gmina, odkąd pamiętam, a zajmuję się tym od 2012 roku, zawsze sprzedawała działki, które się jej do niczego nie przydadzą – argumentował.

Kiedy z sali padały głosy, że teren można pozostawić i przeznaczyć na zieleń, odpowiadał, że takie rozwiązanie nie wynika z obowiązującego przeznaczenia nieruchomości. – Racjonalna gospodarka polega na tym, że tam, gdzie są tereny przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną, sprzedamy – mówił.

„Nie jest naszym zadaniem trzymanie gruntów, aż zdrożeją”

Jednym z głównych argumentów miasta jest to, że pieniądze ze sprzedaży mają zostać przeznaczone na zakup znacznie większego terenu przeznaczonego pod infrastrukturę sportową. Igor Kliś mówił, że w przypadku Bielska-Białej problemem nie jest brak terenów pod zabudowę mieszkaniową, ale właśnie niedostatek terenów, które można wykorzystać na cele sportowe. – Działek o przeznaczeniu pod zabudowę wielorodzinną, po konsultacjach z TBS-em, z Zakładem Gospodarki Mieszkaniowej i innymi podmiotami, jest wystarczający zasób, żeby zaspokoić miasto, jeżeli chodzi o budowę wielorodzinną przez miasto – wyjaśniał.

Jednocześnie wskazywał, że teren przy Pileckiego jest znacznie bardziej wartościowy finansowo niż potencjalny grunt kupowany przez miasto w Hałcnowie. – Środki pozyskane ze sprzedaży tej działki, a to ma być między 10 a 13 milionów złotych, jest zadeklarowane, że za to chcemy kupić około 5 do 7 hektarów w Hałcnowie – mówił.

Igor Kliś stanowczo odrzucał argument, że miasto powinno zachować grunt i sprzedać go dopiero w przyszłości, gdy jego wartość wzrośnie. Podkreślał, że „trzymanie gruntów aż zdrożeją” nie należy do zadań własnych gminy. – Zarządzanie miastem polega na tym, że my patrzymy na to miasto całościowo – przekonywał. Jego zdaniem nie można również oczekiwać, że każda miejska działka pozostanie niezabudowana tylko dlatego, że mieszkańcy najbliższej okolicy chcą zachowania zieleni.

„Nie ma tutaj ani jednego radnego, który głosował za”

Ciekawa sytuacja pojawiła się, gdy głos zabrał radny Robert Pysz. Zwrócił uwagę, że spotkanie ma służyć przekonaniu radnych do zmiany decyzji, ale wśród obecnych na sali radnych nie było żadnego, który poparł w czerwcu sprzedaż. – Jeżeli spotkanie ma służyć temu, żeby przekonać radnych do uchylenia ujętej wcześniej uchwały, to wydaje się to jedyny kierunek, który będzie skuteczny – mówił.

– Problem na tym spotkaniu polega na tym, że nie ma tu ani jednego radnego, który głosował za tamtą uchwałą. Wyjaśnił też, dlaczego sam wstrzymał się od głosowania. Robert Pysz jest mieszkańcem tego rejonu od kilkudziesięciu lat. Wspominał czasy, kiedy w miejscu dzisiejszej zabudowy były łąki. – Wychowywałem się na osiedlu Karpackim na jednostce C i te łąki, gdzie były tylko żaby, jeszcze bardzo dobrze pamiętam. To było miejsce naszych zabaw i gdzieś to głęboko w sercu jest – mówił.

Jednocześnie zaznaczył, że jego zdaniem teren od dawna był przewidziany pod rozwój mieszkalnictwa. – Tamten teren od samego początku był przewidziany do tego, że tam będzie się mieszkalnictwo rozwijało. W różnych formach. Na początku to miała być słynna jednostka D, budowana przez spółdzielnię. Później, wiadomo, doszło do zmiany ustrojowej w państwie, pojawiły się prywatne inwestycje, ale generalnie tam zawsze były plany zabudowy – tłumaczył.

Radny Pysz przedstawił też własną propozycję. – Moja propozycja w rozmowach z panami prezydentami była taka, żeby sprzedać dwie działki, ale tę jedną zostawić na taki prawdziwy rekreacyjny teren. Bo tak uważam, że tak byłoby dobrze – mówił.

Jednocześnie zastrzegł, że nie jest jeszcze przesądzone, jak zagłosuje nad projektem uchwały PiS. – Zapoznam się z tą uchwałą, bo na razie tutaj padły tylko jakieś strzępy tego, co tam jest. Moje stanowisko co do działek pozostaje niezmienne – powiedział.

Matyja: „Moje zdanie było, jest i będzie przeciwne sprzedaży”

Inne stanowisko przedstawił radny Roman Matyja. W pierwszej kolejności sprostował informację, że podczas głosowania nad sprzedażą wstrzymał się od głosu. – Żeby sprawę postawić jasno, to moje zdanie było, jest i będzie przeciwne sprzedaży tej działki – powiedział.

Wyjaśnił, że na komisji, która zajmowała się projektem, głosował przeciwko uchwale. – Podałem swoje argumenty. Oczywiście argumenty były takie, że miasto sprzedało już trzy, lub zamieniło, lub w najbliższym czasie zamieni trzy duże działki na terenie Kamienicy i myślę, że to wystarczy – tłumaczył. Na sesji Rady Miejskiej 25 czerwca nie uczestniczył jednak w głosowaniu.

Roman Matyja jednoznacznie zadeklarował natomiast, że poprze projekt uchwały cofającej zgodę na sprzedaż. – Oczywiście będę zdecydowanie popierał taką uchwałę. I to jest ostateczna moja odpowiedź. I z tego się nie wycofuję – powiedział.

Dziesięć pytań do Rady Miejskiej

Podczas spotkania mieszkańcy przedstawili również zestaw dziesięciu pytań skierowanych do Rady Miejskiej i prezydenta. Dotyczyły one m.in. wcześniejszych analiz urbanistycznych, zapisów planu miejscowego, wpływu zabudowy na środowisko, stosunki wodne, infrastrukturę oraz bezpieczeństwo. – Skoro mieszkańcom obiecano ponowną analizę tych dwóch hektarów w odpowiedzi prezydenta miasta z dnia 14 kwietnia 2026 roku na wniosek z 25 marca 2026 roku, dlaczego Rada zgodziła się na sprzedaż przed zakończeniem tej analizy? – pytano.

Mieszkańcy chcieli również wiedzieć, kto i kiedy wykonał ponowną analizę urbanistyczną całego kompleksu trzech działek oraz domagali się jej udostępnienia. Kolejne pytania dotyczyły tego, dlaczego miasto sprzedaje teren, który w obowiązującym planie ma – według mieszkańców – walory krajobrazowe, zamiast najpierw ocenić, czy powinny one zostać zachowane.

Pytano również, czy cały kompleks ponad dwóch hektarów analizowano jako jeden układ przestrzenny, czy też każdą działkę oddzielnie. Wśród pytań znalazły się także kwestie retencji i odpływu wód opadowych oraz ryzyka podtopień. Mieszkańcy chcieli też wiedzieć, czy Wydział Zarządzania Kryzysowego analizował znaczenie niezabudowanego terenu dla ochrony ludności, ewakuacji i działań ratowniczych.

Pytali ponadto o wpływ przyszłej zabudowy na drogi, szkoły, kanalizację, wodociągi, komunikację i dostęp służb ratowniczych. Pytano również, jaki konkretnie interes publiczny przemawia za sprzedażą dwóch hektarów, skoro po transakcji miasto bezpowrotnie traci możliwość wykorzystania tego terenu na potrzeby mieszkańców.

Mieszkańcy chcieli również porównania dwóch wariantów: sprzedaży i zabudowy oraz pozostawienia terenu jako własności gminnej z zachowaniem jego funkcji krajobrazowych, przyrodniczych i związanych z bezpieczeństwem. Ostatnie pytanie dotyczyło tego, czy prezydent i Rada Miejska są gotowi wstrzymać czynności związane ze sprzedażą do czasu zakończenia analiz i przedstawienia ich mieszkańcom.

– Żądamy, żeby przed nieodwracalną sprzedażą dwóch hektarów gminnego terenu miasto najpierw wykazało, że sprzedaż rzeczywiście leży w interesie publicznym – podsumowała mieszkanka.

„Po cholerę kolejne mieszkania?”

Emocje rosły również podczas wypowiedzi mieszkańców. Z sali wielokrotnie padały okrzyki „nie sprzedawać działki!”. Zgromadzeni wskazywali na znaczenie terenów zielonych znajdujących się w pobliżu ich domów, ale także na konsekwencje dalszej zabudowy. Pojawił się argument, że sprzedaż atrakcyjnego terenu może przyczynić się do dalszego wzrostu cen mieszkań, zamiast rozwiązać problemy mieszkaniowe.

Mieszkańcy zwracali uwagę na okolice osiedla Cztery Pory Roku. Według ich relacji znaczna część znajdujących się tam mieszkań stoi pusta. -Po cholerę kolejne mieszkania?! – denerwowali się niektórzy uczestnicy spotkania. Padały również zarzuty, że miasto prowadzi działania pozorowane, a w praktyce inwestorzy mogą realizować kolejne przedsięwzięcia bez odpowiedniego przygotowania infrastruktury. Pytano, czy skoro miejskie grunty drożeją, sprzedaż w tym momencie jest rzeczywiście dobrym rozwiązaniem.

Spór o planowanie przestrzenne

Ważnym wątkiem była również szersza dyskusja o polityce przestrzennej Bielska-Białej. Mieszkaniec Tomasz Sidorczuk zwracał uwagę na spór dotyczący planu ogólnego. Wskazywał na – jego zdaniem – nierówne traktowanie. Jak argumentował, w jednym miejscu deweloper może uzyskać możliwość budowy osiedla, podczas gdy kilkaset metrów dalej właściciel nieruchomości może mieć problem z wybudowaniem własnego domu jednorodzinnego. Ten problem łączył z pytaniem o to, jak miasto powinno prowadzić politykę przestrzenną i czy sprzedaż miejskich gruntów nie powinna być poprzedzona szerszą analizą tego, jak będzie wyglądało otoczenie za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.

Mieszkańcy wskazywali również na Dolinę Gościnną i zwierzęta, które bytują w tym rejonie. Pytali, co stanie się z przyrodą, jeśli obecne tereny otwarte zostaną zabudowane. Pojawiały się też zarzuty, że grunty przy ul. Pileckiego sprzedawane są w pośpiechu.

Miasto: nie było żadnego pośpiechu

– Nie było żadnego pośpiechu ze sprzedażą tej działki. Wszystko odbywa się zgodnie z procedurami – przekonywał wiceprezydent Igor Kliś.

Zwracał też uwagę, że miasto nie może odpowiadać za to, w jaki sposób przyszły właściciel wykorzysta nieruchomość, o ile będzie działał zgodnie z obowiązującymi przepisami i planem zagospodarowania. – To nie jest nasze zmartwienie, co z tym terenem zrobi przyszły właściciel – mówił.

To stwierdzenie spotkało się z ostrą reakcją części sali. Mieszkańcy odpowiadali, że właśnie dlatego, iż sprzedaż będzie nieodwracalna, miasto powinno szczególnie dokładnie przeanalizować wszystkie konsekwencje transakcji, zanim pozbędzie się gruntu. Igor Kliś powtarzał natomiast, że gmina nie jest od tego, aby gromadzić nieruchomości, które nie są jej potrzebne do realizacji zadań publicznych.

Co dalej z działką?

Na razie decyzja Rady Miejskiej z 25 czerwca pozostaje w mocy. Projekt uchwały przygotowany przez klub PiS ma ją uchylić. Ostatecznie to radni zdecydują więc, czy czerwcowa zgoda na sprzedaż zostanie utrzymana. Wtorkowe spotkanie pokazało, że sprawa budzi bardzo duże emocje i nie ogranicza się wyłącznie do pytania o jedną nieruchomość. W tle jest znacznie szerszy spór o to, jak powinno rozwijać się Bielsko-Biała: czy miasto powinno sprzedawać należące do niego tereny przeznaczone pod zabudowę i za uzyskane pieniądze kupować większe nieruchomości pod sport i rekreację, czy też część szczególnie atrakcyjnych niezabudowanych obszarów zachowywać jako miejski zasób na przyszłość.

Mieszkańcy Kamienicy podczas spotkania jasno opowiedzieli się za tym drugim rozwiązaniem. O tym, czy czerwcowa zgoda na sprzedaż zostanie uchylona, zdecyduje Rada Miejska podczas najbliższej sesji. To od głosów radnych będzie zależało, czy ponad dwa hektary przy ul. Pileckiego pozostaną własnością miasta, czy rozpoczęta w czerwcu procedura sprzedaży będzie kontynuowana.

Poniżej komentarz organizatora Rafała Bargiela oraz zastępcy prezydenta Bielska-Białej Igora Klisia po spotkaniu z mieszkańcami:

  • cover play_arrow

    Burzliwe spotkanie w Kamienicy. Mieszkańcy chcą zatrzymać sprzedaż dwóch hektarów Adam Kanik

Autor: Zdjęcie autora Adam Kanik
[email protected]