Piłka nożna

Co się dzieje z Borami Pietrzykowice? „Jest to niepokojące”

today17.03.2026 10:48

Tło
share close

Nie ma co ukrywać, że ostatnie wynik Borów Pietrzykowice – mimo że to tylko sparingi – mogą powodować delikatny niepokój. Zespół Marka Makarewicza ma za sobą kilka przegranych spotkań, w tym także z drużynami z niższych klas rozgrywkowych. Szkoleniowiec w rozmowie z nami nie ukrywa, że taki obraz sytuacji może martwić, jednak zaznacza, że wierzy w poprawę przed startem ligi.

Wyniki nie napawają optymizmem

W miniony weekend Bory mierzyły się z Beskidem Gilowice – czołową drużyną żywieckiej A-Klasy. Wynik może budzić pewien niepokój, zwłaszcza że to nie pierwszy taki przypadek w zimowym okresie sparingowym. Podopieczni Marka Makarewicza ulegli swoim rywalom aż 1:5… Szkoleniowiec zwracał uwagę, że kolejny raz o przebiegu spotkania zadecydowały błędy indywidualne i nieodpowiednia reakcja po straconych bramkach.

– Niestety, o wyniku ponownie zadecydowały błędy indywidualne. To przez nie mecz zaczyna nam uciekać – najpierw robi się 1:2, potem 1:3, a wraz z kolejnymi straconymi bramkami widać, że mental drużyny siada. W konsekwencji pojawia się lawina kolejnych pomyłek i spotkanie kończy się wysoką porażką – tym razem 1:5. Nie ujmując nic drużynie z Gilowic, nie była to ekipa, która nas zdominowała. To przeciwnik, z którym – przy naszej normalnej dyspozycji – powinniśmy spokojnie wygrać – tłumaczył Marek Makarewicz

Ostatnie wynik mogą dziwić podwójnie, jeśli spojrzymy na wcześniejsze poczynania zespołu. Jesienią Bory bardzo długo mogły szczycić się mianem niepokonanej drużyny. Ich świetną serię przerwał dopiero WSS Wisła w 11. kolejce sezonu. Później piłkarze z Pietrzykowic przegrali jeszcze raz – z LKS-em Leśna, a rundę zakończyli na pozycji wicelidera skoczowsko-żywieckiej Klasy Okręgowej z dorobkiem 25 punktów na koncie. 

Czytaj także:

Do startu ligi coraz mniej czasu

Zimą coś zdecydowanie nie funkcjonuje tak, jak powinno. Szkoleniowiec zwraca uwagę, że w lutym nie było powodów do niepokoju, bowiem zakładał taki scenariusz. W marcu jednak liczył, że drużyna zacznie się stopniowo rozpędzać i zyskiwać pewność siebie przed wznowieniem rozgrywek. Póki co, tak się jednak nie stało…

– Luty był u nas okresem bardzo ciężkiej pracy i od początku mówiłem zawodnikom, że sparingi w tym czasie mogą być trudne, bo traktujemy je jako element przygotowań. W marcu mieliśmy już bardziej patrzeć na wyniki, ale na razie one również niekorzystne, co w pewnym stopniu wpływa na atmosferę w drużynie. Trzeba jednak spojrzeć na to również przez pryzmat kadry, jaką dysponowaliśmy. Tak naprawdę dopiero w ostatnim sparingu z Gilowicami zagraliśmy w optymalnym składzie – można powiedzieć, że w końcu mieliśmy do dyspozycji podstawową jedenastkę. Wcześniej brakowało zawodników, szczególnie w formacji defensywnej, a do tego dochodziły liczne rotacje spowodowane absencjami – czy to chorobowymi, czy prywatnymi. To przełożyło się na funkcjonowanie obronyzauważa szkoleniowiec

Czy trzeba bić na alarm?

– Jest to na pewno w pewnym stopniu niepokojące, zwłaszcza że część zawodników w okresie przygotowawczym nie trenowała regularnie – czy to z powodów zdrowotnych, czy związanych ze studiami. Były różne absencje. Z drugiej strony część drużyny bardzo solidnie przepracowała ten czas, dlatego odczucia mieszane. Zobaczymy, jak to przełoży się na ligę. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni poprawimy grę w obronie i jeszcze bardziej scementujemy zespół. Skupiamy się już na pierwszym meczu z GKS-em Radziechowy-Wieprz i – jak zawsze – naszym celem będzie zwycięstwo – zaznacza trener

Wiosną zespół będzie mógł także liczyć na świeżą krew w szatni. Podczas zimowego okienka transferowego do kadry Borów dołączyli Krystian Witkowski z KS-u Międzyrzecze, Damian Tomiczek ze Skałki Żabnica i Kacper Baron z Orła Łękawica. O tym, czy te wzmocnienia podniosą jakość drużyny, dowiemy się już w najbliższych tygodniach. W pierwszym wiosennym starciu o puntky Bory już 28 marca zmierzą się z GKS-em Radziechowy-Wieprz.

Czytaj także:

Autor: Zdjęcie autora Mikołaj Lorenz
[email protected]