Piłka nożna

Szaleństwo na Stadionie Miejskim. Co za końcówka spotkania!

today25.10.2026 18:56

Tło
share close

Wiatr, deszcz i iście jesienna aura… W takich warunkach Podbeskidziu Bielsko-Biała przyszło rozegrać spotkanie 12. serii gier w Betclic 1. Lidze. Mimo niesprzyjających warunków, kibice zebrani na trybunach Stadionu Miejskiego nie mogli narzekać na temperaturę spotkania. Na murawie działo się sporo, a emocje towarzyszyły aż do ostatnich sekund. Ostatecznie dzięki fenomenalnej końcówce „Górale” dopisali do swojego dorobku komplet punktów.

Słupek szybko musiał ratować „Górali”

Niepokonani na Stadionie Miejskim od ponad roku „Górale” do spotkania przystąpili wyraźnie zmotywowani ubiegłotygodniową porażką w Łodzi. Od pierwszych minut bardzo aktywny w bocznym sektorze był Toki Hirosawa, sporo jakości w środku pola wprowadzał także Michał Rakoczy. 

Wraz z biegiem czasu sytuacja na boisku zaczęła się jednak zmieniać. Chcący rozgrywać piłkę zawodnicy Podbeskidzia coraz częściej oddawali piłkę po niewymuszonych błędach. Efekty zobaczyliśmy w 9. minucie, wówczas bardzo bliski szczęścia był Alekander Buksa. Uchodzący niegdyś za ogromny talent zawodnik, trafił jedynie w słupek. 

Fatalny błąd golkipera

Następne minuty nie przyniosły zbyt wielu klarownych szans. Było sporo prób pod obiema bramkami, jednak żadna z nich nie stworzyła prawdziwego zagrożenia. Wszystko zmieniło się w 23. minucie gry, gdy pozornie niegroźnym dośrodkowaniu, opłakany w skutkach błąd popełnił Szymon Brańczyk. Młody golkiper nie złapał futbolówki, a ta spadła wprost na głowę Vladislava Krasovskiego, dzięki czemu Białorusin wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

Ten cios nie zachwiał jednak pewnością siebie „Górali”, którzy w kolejnych akcjach próbowali odrabiać straty. W 30. minucie kibice zebrani na trybunach poderwali się z miejsc, gdy z kilkunastu metrów płaski strzał oddawał Michał Rakoczy. Piłka po jego strzale nieznacznie minęła jednak słupek. Chwilę później zza „szesnastki” mierzył także Marcin Urynowicz – ta próba została z kolei zablokowana przez defensywę.

Było blisko wyrównania

Na tym zawodnicy bielskiego klubu nie poprzestali. W 36. minucie świetnym wejściem w pole karne popisał się Daniel Pietraszkiewicz. Wahadłowy uderzał „na raty” – dwukrotnie piłka po jego strzale odbijała się jednak od defensorów Stali.

Po drugim z tych uderzeń podniosła się wrzawa, sugerująca zagranie piłki ręką przez Marcina Kaczora. Sędzia był jednak niewzruszony, nie interweniował także VAR… Powtórki szybko rozwiały wątpliwości – futbolówka odbiła się od pleców obrońcy.

W końcówce pierwszej odsłony swoje szanse miała także Stal. Na bramkę miejscowych uderzał, chociażby Sean Goss. Finalnie nic więcej do „sieci” nie wpadło.

Po zmianie stron…

Przerwa przeminęła, obie zespoły zamieniły się stronami, a następnie sędzia dał sygnał do wznowienia rywalizacji. Jako pierwsi strzał na bramkę oddali gospodarze. Już w 47. minucie na uderzenie z dystansu zdecydował się wprowadzony w przerwie Oskar Sewerzyński. Bez problemów interweniował Svyatoslav Vanivskyi.

Na odpowiedź Stali nie trzeba było długo czekać. Rzeszowianie skrupulatnie starali się zagrażać defensywie Podbeskidzia, a jednym z najciekawszych momentów tej fazy meczu było uderzenie Seana Gossa

Jeszcze lepszą sytuację, bo wręcz stuprocentową miał w 54. minucie Lucjan Klisiewicz. Rosły napastnik został świetnie obsłużony przez Oskara Sewerzyńskiego i wyszedł sam na sam z bramkarzem. Piłka nie znalazła jednak drogi do bramki – trafiła w słupek. Pierwszy kwadrans przyniósł nam jeszcze kilka ciekawszych wydarzeń. Wartym odnotowania było na pewno uderzenie z bliskiej odległości Emanuela Wiśniowskiego. 

Od jednej bramki do drugiej

W 65. minucie serca bielskich sympatyków znów zabiły nieco szybciej. Dośrodkowanie Daniela Pietraszkiewicza niefortunnie zostało przedłużone przez jednego z rywali. Futbolówka powędrowała wprost do Lucjana Klisiewicza, który sprytnym strzałem chciał podciąć ją nad bramkarzem – ta próba skończyła się jednak niepowodzeniem.

Niemal momentalnie z odwetem ruszyli przyjezdni. Ich akcja skończyła się niecelnym strzałem Seana Gossa. Odtąd obie ekipy zdecydowanie przyspieszyły tempo, a gra regularnie przenosiła się z jednej strony na drugą. Niezwykle niebezpiecznie zrobiło się w 74. minucie, wówczas piłkę wzdłuż końcowej linii posłał Michał Rakoczy. Nogę dostawiał Bartosz Martosz. Na drodze do trafienia stanął jednak interweniujący defensor

Dwie minuty później kibice zobaczyli także płaski strzał Dalibora Takaca. Ten został obroniony przez bramkarza, a chwilę później uderzenie Ksawerego Kukuły zostało zablokowane przez obronę Podbeskidzia… Jednym słowem – na murawie działo się sporo! W gorszym położeniu pozostawali jednak miejscowi, którzy musieli odrabiać jednobramkową stratę.

Szalona końcówka na Stadionie Miejskim

Ostatni kwadrans nie przyniósł już jednak tak wielu okazji. Bielszczanie nie mogli znaleźć sposobu na defensywę dobrze broniącej się Stali. Szansa pojawiła się w 88. minucie, po tym, jak tuż przed polem karnym sfaulowany został Oskar Sewerzyński. Do stojącej piłki podszedł Michał Rakoczy… i dał wyrównanie!

Najlepsze miało jednak dopiero nadejść… Ledwie trzy minuty później zwycięskie trafienie zdobył Dalibor Takac. Słowacki pomocnik wbił piłkę z bliskiej odległości po wcześniejszym mocnym wstrzeleniu jej przez Bartosza Martosza. Tym samym Podbeskidzie po fantastycznej końcówce dopisuje komplet punktów do swojego ligowego dorobku.

Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:1 (0:1) Stal Rzeszów

Podbeskidzie Bielsko-Biała

Brańczyk – Biernat, Kasperkiewicz, Sochań, Hirosawa, Pietraszkiewicz (66′ Martosz), Urynowicz (46′ Sewerzyński), Iwańczyk (56′ Smoliński), Rakoczy, Słomka (66′ Takac), Klisiewicz (79′ Shykauka)

Autor: Zdjęcie autora Mikołaj Lorenz
[email protected]