powiat żywiecki

100 lat historii zamknięte w kamieniu i ogniu. Zabytkową kuźnię w Milówce można zwiedzać podczas Dni Milówki

today04.07.2026 15:49

Tło
share close

Nie tylko koncerty, sportowe emocje i rodzinne atrakcje czekają na uczestników Dni Milówki. Jednym z najbardziej niezwykłych miejsc, które można odwiedzić podczas święta gminy, jest stuletnia kuźnia. To żywe muzeum, w którym historia nie stoi za szybą. Można dotknąć narzędzi, poczuć żar paleniska, a nawet własnoręcznie uderzyć młotem w rozgrzane żelazo.

Kuźnia powstała w 1926 roku. Zbudował ją dziadek obecnego gospodarza, Pawła Pryszcza. Dziś obiekt jest wpisany do rejestru zabytków i stanowi jedną z najciekawszych atrakcji Milówki.

Kuźnię wybudował w 1926 roku mój dziadek Kazimierz Bogdał. Następnie tutaj wyszkolił się jego syn, mój wujek Józek, a ja jestem trzecim pokoleniem, które tutaj zaczynało pracę. Prowadziłem tu działalność do 2001 roku, później przeniosłem zakład do Kamesznicy, a kuźnię postanowiłem odrestaurować i zachować w takim stanie, w jakim była pierwotnie – opowiada Paweł Pryszcz.

Dziś miejsce pełni rolę niewielkiego muzeum, jednak wciąż żyje swoim dawnym rytmem.

Paweł Pryszcz w starej kuźni

To nie jest muzeum, w którym obowiązuje zakaz dotykania

Największą różnicę odwiedzający zauważają już po przekroczeniu progu. Tutaj nie ma sznurków oddzielających eksponaty od zwiedzających ani tabliczek z napisem „Nie dotykać”. Wręcz przeciwnie.

Można wziąć narzędzia do ręki, działa palenisko, można uderzyć młotkiem w rozgrzane żelazo. Oczywiście wszystko odbywa się pod moim okiem. Chcę, żeby ludzie mogli zobaczyć, jak naprawdę wyglądała praca kowala – mówi gospodarz.

To właśnie dlatego kuźnia nazywana jest żywym muzeum.

Rzemiosło przekazywane z pokolenia na pokolenie

Choć dziś wielu kojarzy kowalstwo głównie z pokazami historycznymi, dla Pawła Pryszcza jest to codzienna praca i życiowa pasja. Pierwsze lekcje odbierał od dziadka, później od wuja i ojca. Jak sam wspomina, zanim mógł stanąć przy kowadle, musiał wykonywać najprostsze prace.

Zaczynałem od zamiatania i rozbierania drewnianych wozów. Dopiero później mogłem podejść do kowadła. Tak wyglądała nauka tego zawodu – wspomina.

Kowalstwo wciąż ma przyszłość?

Choć czasy drewnianych wozów i powszechnego podkuwania koni dawno minęły, chętnych na usługi kowalskie nie brakuje.

Nie odczuwam spadku liczby klientów. Jest wiele zakładów zajmujących się produkcją seryjną, ale ja wykonuję rzeczy na indywidualne zamówienie. Takiego rzemiosła nie zastąpi produkcja fabryczna – podkreśla.

Dziś w jego pracowni powstają przede wszystkim ogrodzenia, balustrady, schody, zawiasy, świeczniki, lampy czy elementy kominków. Każdy projekt wykonywany jest ręcznie.

Od podków do kowalstwa artystycznego

Jak przyznaje Paweł Pryszcz, jeszcze kilkadziesiąt lat temu jego praca wyglądała zupełnie inaczej. Na początku zajmował się okuciem drewnianych kół do wozów i podkuwaniem koni. Zmiany zachodziły stopniowo.

W latach 70. i 80. drewniane wozy zaczęły znikać. Potem, wraz z przemianami gospodarczymi końca lat 80., coraz większym zainteresowaniem cieszyło się kowalstwo artystyczne. Rynek bardzo szybko się zmienił – opowiada.

Mimo to zdążył jeszcze przez wiele lat podkuwać konie, przede wszystkim w stadninach.

Zabytki, które opowiadają historię

Zwiedzający mogą zobaczyć nie tylko oryginalne wyposażenie kuźni. Na półkach stoją żelazka na duszę i na węgiel drzewny, stare moździerze, dawne narzędzia oraz wiele przedmiotów codziennego użytku sprzed kilkudziesięciu lat.

To nie są moje wyroby. Po prostu zbieram takie starocie. Chciałem pokazać dzieciom, czym posługiwali się ich dziadkowie. Dla wielu z nich to zupełnie nieznany świat – mówi.

Wyjątkowa budowla z kamienia i gliny

Sama kuźnia jest równie ciekawa jak jej wyposażenie. To obiekt zbudowany z kamienia rzecznego oraz gliny, co – jak podkreśla właściciel – jest dziś prawdziwą rzadkością.

To unikat pod względem konstrukcji. Większość takich budynków powstawała z cegły. Dziadek wykorzystał kamień rzeczny, glinę i drewno. Nie znam drugiej takiej kuźni w naszym regionie – opowiada.

To miejsce to coś więcej niż stare mury

Dla Pawła Pryszcza kuźnia ma przede wszystkim wartość rodzinną.

Ja się tutaj urodziłem i wychowałem. To nie są dla mnie tylko mury. To ludzie, którzy to miejsce stworzyli, którzy tutaj pracowali i mnie wychowywali. Dlatego zależało mi, żeby je ocalić – podkreśla.

Można zwiedzać także podczas Dni Milówki

Zabytkowa kuźnia jest otwarta dla zwiedzających również podczas Dni Milówki. W niedzielę można ją odwiedzić w godzinach 10.00–14.00.

To doskonała okazja, by na chwilę oderwać się od koncertów i festynowych atrakcji, przenieść się o sto lat wstecz i zobaczyć, jak wyglądało jedno z najstarszych rzemiosł świata. Wizyta w kuźni to nie tylko lekcja historii, ale także spotkanie z człowiekiem, który udowadnia, że tradycyjne kowalstwo wciąż ma swoje miejsce we współczesnym świecie.

Autor: Zdjęcie autora Izabela Janoszek
[email protected]