Listeners:
Top listeners:
play_arrow
Radio BIELSKO Przeboje non-stop
play_arrow
Radio EXPRESS FM Prawdziwa Lokalna Stacja
play_arrow
Radio DISCO Zawsze w rytmie!
play_arrow
Radio MEGA Mega Przeboje!
play_arrow
Radio NUTA Same dobre nuty!
Na półmetku wakacji Park Szwajcarska Dolina w Czechowicach-Dziedzicach tętnił życiem. W ramach wydarzenia zorganizowanego w Aktywnej Dolinie oraz na boisku Orlik przygotowano liczne atrakcje dla dzieci – od przejazdów tyrolką i dmuchańców po zabawy z ogromnymi balonowymi kulami. Można też było się spotkać z uczestnikami jubileuszowej, 20. edycji Rajdu Złombol, którzy wrócili z liczącej około 8 tysięcy kilometrów wyprawy do Maroka!
W tegorocznym Złombolu miasto reprezentowały trzy załogi. Dwie pokonały całą trasę i dotarły na metę, to: Team Locos Papis – Marek Kurczyk i Grzegorz Guziewicz Polonezem Caro oraz Robert Chudzik wraz z synem Maciejem, którzy jechali 34-letnią Skodą Favorit. O przygotowaniach tej drugiej pary do wyprawy informowaliśmy w artykule: Starą Skodą do Maroka. Ojciec i syn wyruszają w rajd życia

Dla Marka Kurczyka był to już piąty Złombol, ale – jak przyznaje – właśnie tegoroczna edycja okazała się najtrudniejsza.
– Ze względu na temperatury, na grzanie się samochodów. Trzeba było modyfikować auta, wyciągać grille, podnosić maski. Silniki pracowały w okolicach 100 stopni i trzeba było pilnować, żeby nie zagotować płynu chłodniczego – opowiada.
play_arrow
40 stopni w cieniu i pożar Poloneza. Tak wyglądała wyprawa z Czechowic do Maroka Izabela Janoszek
Na trasie termometry pokazywały nawet od 40 do 50 stopni Celsjusza. Podobna temperatura panowała we wnętrzu samochodu.
– Póki auto jedzie i jest przepływ powietrza, jest całkiem przyjemnie. Gorzej, gdy trzeba stanąć na granicy albo w korku. Po kilkunastu sekundach człowiek czuje, jak woda leje się z niego strumieniami. Trzeba dużo pić, nawadniać się i jechać dalej – dodaje.

Choć Polonez nie uniknął przygód, skończyło się na drobnych awariach.
– Mieliśmy mały pożar na granicy hiszpańsko-francuskiej. Spaliła się wiązka kabli i straciliśmy radio. Wyglądało to groźnie, ale za pomocą taśmy izolacyjnej udało się szybko usunąć usterkę. W Maroku przepalił się jeszcze bezpiecznik. Jak na taką trasę, to naprawdę niewiele – mówi Marek Kurczyk.
Jak podkreśla, przewagą klasycznych samochodów jest możliwość szybkiej naprawy praktycznie w każdych warunkach.
– Szara taśma, trytytki i można zrobić cuda. W nowoczesnym samochodzie wystarczy błąd komputera i często nic już nie da się zrobić – śmieje się.

W rajdzie nie liczy się rywalizacja, lecz wzajemna pomoc. Każda załoga ma specjalne tablice z napisem „OK” lub „SOS”. Dzięki nim inni uczestnicy wiedzą, czy zatrzymać się i pomóc.
– Kiedy mieliśmy pożar, wystawiliśmy kartkę z napisem SOS. W ciągu dziesięciu minut zatrzymało się około dziesięciu załóg. Z naprawy zrobiło się małe spotkanie. Atmosfera jest niesamowita – obcy ludzie pomagają sobie bez zastanowienia. Wszystkich łączy wspólny cel: pomoc dzieciom i dotarcie do mety – podkreśla czechowiczanin. Przypomnijmy bowiem, że Rajd Złombol to nie tylko motoryzacyjna przygoda. Uczestnicy zbierają środki na pomoc dzieciom z domów dziecka, a sam dojazd do mety jest zwieńczeniem charytatywnej misji.

Oficjalny start jubileuszowego Złombolu odbył się 27 czerwca spod Stadionu Śląskiego. Załogi z Czechowic-Dziedzic dotarły do mety w Maroku 1 lipca, pokonując każdego dnia od 700 do nawet 1000 kilometrów.
Po osiągnięciu celu uczestnicy zwiedzali Maroko, odwiedzając między innymi Fez, Rabat i Tanger. Do Europy wrócili promem z Ceuty w pobliżu Gibraltaru, a następnie przez Hiszpanię i Francję ruszyli w drogę do Polski. Do Czechowic-Dziedzic dotarli 10 lipca.
Czy za rok znów wyruszą w trasę?
– Tak. To po prostu wciąga – odpowiada bez wahania Marek Kurczyk.


Copyright Radio BIELSKO