Bielsko-Biała

To nie wina lekarzy, że zarabiają dużo? Gościem Radia BIELSKO był wiceprezes NIL

today15.07.2026 17:00

Tło
share close

Od kilku tygodni trwa ogólnopolska dyskusja o wynagrodzeniach lekarzy. W przestrzeni publicznej pojawiają się informacje o kontraktach sięgających nawet kilkuset tysięcy złotych miesięcznie. Jedni mówią o patologii, inni przekonują, że wysokie zarobki są efektem wadliwego systemu ochrony zdrowia. O kulisach tej debaty rozmawiamy z dr. Klaudiuszem Komorem – wiceprezesem Naczelnej Izby Lekarskiej, naczelnym lekarzem Beskidzkiego Centrum Onkologii – Szpitala Miejskiego w Bielsku-Białej i radnym miejskim.

„Kominy płacowe istnieją, ale dotyczą mniejszości”

Zdaniem Klaudiusza Komora nie można oceniać całego środowiska lekarskiego przez pryzmat pojedynczych rekordowych kontraktów. – Mamy do czynienia z tzw. kominami płacowymi, czyli sytuacjami, w których niektórzy lekarze – i to zdecydowana mniejszość – zarabiają bardzo duże pieniądze. Są to głównie lekarze pracujący na kontraktach opartych o procent od wykonanej procedury. Natomiast zdecydowana większość lekarzy, szczególnie zatrudnionych na etatach na oddziałach internistycznych, neurologicznych czy chirurgicznych, zarabia znacznie mniej, często w oparciu o ustawę o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia – podkreśla.

Jak dodaje, to właśnie nagłaśnianie pojedynczych przypadków sprawia, że całe środowisko znalazło się pod ostrzałem opinii publicznej. – Ten hejt, który się wylał na lekarzy, wynika z tych pojedynczych sytuacji nienormalnie wysokich zarobków. Jako samorząd lekarski zgadzamy się, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca – zaznacza.

  • cover play_arrow

    To nie wina lekarzy, że zarabiają dużo? Gościem Radia BIELSKO był wiceprezes NIL Adam Kanik

W Bielsku-Białej sytuacja wygląda inaczej?

Czy podobne wynagrodzenia występują również w szpitalach na Podbeskidziu? Klaudiusz Komor studzi emocje. – U nas większość lekarzy pracuje na etatach, więc sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Oczywiście wiemy, że są miejsca w Polsce, gdzie pensje są bardzo wysokie. Dobrym przykładem są szpitalne oddziały ratunkowe, które od lat zmagają się z ogromnymi brakami kadrowymi. Mimo bardzo korzystnych ofert finansowych często brakuje chętnych do pracy. To właśnie tam wynagrodzenia są najwyższe – wyjaśnia.

„To nie płace lekarzy pochłaniają większość kosztów”

W ostatnich dniach przewodniczący Związku Powiatów Polskich Andrzej Płonka mówił na naszej antenie, że wynagrodzenia personelu medycznego pochłaniają nawet 80–90 proc. budżetów szpitali. Zdaniem Klaudiusza Komora te dane bywają błędnie interpretowane. – To prawda, że wynagrodzenia pracowników medycznych stanowią tak wysoki udział w kosztach szpitali. Ale wynagrodzenia samych lekarzy to około 30 procent wszystkich wydatków na płace. W szpitalach pracuje znacznie więcej pielęgniarek, ratowników, personelu pomocniczego i administracyjnego. Mówienie, że to lekarze pochłaniają 80 czy 90 procent kosztów, jest po prostu nieprawdziwe – podkreśla.

Problem tkwi w wycenie świadczeń

Zdaniem wiceprezesa Naczelnej Izby Lekarskiej źródłem problemu nie są same pensje lekarzy, lecz sposób finansowania ochrony zdrowia. – Największym problemem jest nieprawidłowa wycena procedur medycznych. Są procedury, które Narodowy Fundusz Zdrowia wycenia bardzo wysoko i wtedy szpitale konkurują o lekarzy, podnosząc stawki. Z drugiej strony są oddziały, na przykład internistyczne, gdzie już w chwili przyjęcia pacjenta wiadomo, że leczenie będzie kosztowało więcej, niż zapłaci NFZ. Takie oddziały generują straty i są dla dyrektorów kulą u nogi – mówi.

Według niego właśnie to powoduje zaburzenia na rynku pracy lekarzy. – Podstawą reformy powinna być realna wycena wszystkich procedur medycznych, tak aby były finansowane na podobnym poziomie opłacalności. Dopóki tego nie zrobimy, szpitale nadal będą konkurować o specjalistów pieniędzmi.

Lekarze chcą pracować mniej?

Jednym z pomysłów Ministerstwa Zdrowia jest ograniczenie możliwości dodatkowego zatrudnienia lekarzy oraz zwiększenie jawności wynagrodzeń. Klaudiusz Komor przyznaje, że samorząd lekarski, który reprezentuje, od dawna postuluje ograniczenie liczby godzin pracy lekarzy, ale wskazuje na realia systemu.

– Każdy lekarz chciałby pracować mniej. Problem polega na tym, że szczególnie w małych miejscowościach i szpitalach powiatowych po prostu brakuje lekarzy do obsadzenia dyżurów. To zmusza tych, którzy pracują, do brania kolejnych dyżurów. Nie da się naprawić całego systemu jednym przepisem. Potrzebna jest kompleksowa reforma – ocenia.

Dodaje, że sama ustawa nie rozwiąże problemów finansowych szpitali. – Obawiamy się, że proponowane zmiany nie doprowadzą do znaczącej poprawy sytuacji. Szpitale, które nie wykonują wysoko wycenianych procedur, nadal będą się zadłużały. Podobnie wypowiada się na temat jawności płac lekarzy. Jego zdaniem takie przepisy nie uratują służby zdrowia.

Dwa kluczowe postulaty

Na zakończenie rozmowy Klaudiusz Komor wskazał dwa najważniejsze postulaty Naczelnej Izby Lekarskiej. Pierwszym jest rzetelna wycena procedur medycznych. Drugim – stworzenie spójnego systemu zarządzania szpitalami.

– Dziś mamy różnych właścicieli szpitali i każdy prowadzi własną politykę. Trudno w takiej sytuacji stworzyć jedną strategię dla całego kraju. Potrzebujemy również rzetelnych danych o rzeczywistych potrzebach zdrowotnych. Nie wiemy dokładnie, ilu lekarzy brakuje, ile łóżek jest potrzebnych w poszczególnych specjalnościach. Wiemy choćby, że około 30 procent kontraktów wykonują lekarze emeryci. Dopiero mając pełne dane, można przygotować prawdziwą reformę ochrony zdrowia – podsumowuje.

Zdaniem wiceprezesa Naczelnej Izby Lekarskiej dyskusja o najwyższych wynagrodzeniach jest potrzebna, jednak nie powinna przesłaniać zasadniczego problemu. – Patologie należy eliminować, ale nie wolno sprowadzać całego kryzysu ochrony zdrowia wyłącznie do zarobków lekarzy. Bez zmian w finansowaniu i organizacji systemu podobne problemy będą powracały – podsumowuje. Całą rozmowę odsłuchacie w zakładce Gość Radia BIELSKO.

Autor: Zdjęcie autora Adam Kanik
[email protected]