Bielska piłka

Czekali na to 20 lat. Maciej Sadlok wrócił i wprowadził Pasjonata do V ligi

today10.06.2026 12:47

Tło
share close

Pasjonat Dankowice w miniony weekend wywalczył awans do V ligi. Rewelacyjna postawa zespołu w rundzie wiosennej sprawiła, że już jedną kolejkę przed końcem tegorocznych rozgrywek, podopieczni Andrzeja Tomali mogli celebrować upragniony tytuł. Oznacza to, że opuszczą okręgówkę po 20 latach!

Pasjonat z awansem

Pasjonat ostatnie 20 sezonów spędził na poziomie okręgówki. Dwie dekady minęły od czasu, gdy ostatni raz piłkarze z Dankowic rywalizowali na wyższym poziomie. Dłużej czekać już nie muszą, w miniony weekend, dzięki zwycięstwu z GTS-em Bojszowy zapewnili sobie awans do V ligi.

– Przede wszystkim czujemy ogromną radość, że udało nam się osiągnąć cel.  Konsekwentnie do tego dążyliśmy, spokojnie i bez nerwowych ruchów. W szatni przez cały czas panowała bardzo dobra atmosfera, co również miało duży wpływ na nasze wyniki. Efektem była seria 14 zwycięstw z rzędu, która na pewno zasługuje na odnotowanie – mówi nam Andrzej Tomala.

– Cieszy nas także to, że wszystko dobrze się ułożyło – zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym. Mieliśmy wsparcie ze strony klubu, bardzo dobre warunki do treningów i meczów, a atmosfera wokół zespołu była naprawdę świetna. Dzięki temu mogliśmy skupić się na realizacji naszych celów – dodaje.

Powrót Macieja Sadloka

Co ciekawe, ostatnim razem, gdy Pasjonat występował na wyższym szczeblu rozgrywkowym niż liga okręgowa – wówczas był to poziom czwartoligowy – po murawie w Dankowicach biegał jeszcze 17-letni utalentowany, ale szerzej nieznany Maciej Sadlok. To właśnie w trakcie wspomnianej kampanii 2006/2007 młody defensor przeniósł się do Ruchu Chorzów.

Były reprezentant wrócił do swojego macierzystego klubu w przerwie zimowej i z marszu stał się filarem defensywy. Poza aspektami piłkarskimi Sadlok wniósł także ogromną wartość do szatni. Efekt? Pasjonat w rundzie wiosennej nie przegrał ani jednego meczu, notując przy tym komplet zwycięstw.

Moim zdaniem jego przyjście miało ogromne znaczenie dla zespołu. To nie tylko kwestia umiejętności, które nadal prezentuje na bardzo wysokim poziomie, ale również jego osobowości i doświadczenia. Samą swoją obecnością wzbudza szacunek w drużynie, a zawodnicy od razu poczuli się pewniej – tłumaczy nam szkoleniowiec.

Oczywiście na sukces pracował cały zespół, bo nie można sprowadzać wszystkiego do jednej osoby. On jednak dał drużynie dodatkowy impuls i sprawił, że zawodnicy jeszcze bardziej uwierzyli we własne możliwości. Dzięki temu nasza gra wyglądała bardzo dobrze – zaznacza.

Kto napsuł im najwięcej krwi?

Szkoleniowca zespołu poprosiliśmy także o krótkie podsumowanie kończączej się kampanii. Zapytaliśmy go, z którym zespołem najtrudniej im się rywalizowało…

– Pszczyna i Zetka to były zespoły, które – mimo że z nimi wygraliśmy – postawiły nam najtrudniejsze warunki. To były mecze na dobrym poziomie, z poukładanymi drużynami, i właśnie one sprawiły nam najwięcej problemów, szczególnie Pszczyna. Najciężej grało się właśnie z nimi, choć trzeba też powiedzieć, że np. Wilkowice, drużyna walcząca o utrzymanie, również postawiła trudne warunki – do przerwy było 0:0, mieli swoje sytuacje. To był wymagający mecz, ale w drugiej połowie przejęliśmy kontrolę i ostatecznie wygraliśmy 2:1 – ocenia Andrzej Tomala.

Autor: Zdjęcie autora Mikołaj Lorenz
[email protected]