Piłka nożna

Wojciech Szczurek: Nie wyobrażałem sobie, że przyjdzie mi sędziować na takich stadionach…

today17.01.2026 20:16

Tło
share close

Już niedługo wystartuje kolejna edycja kursu sędziowskiego. Dla miłośników piłki nożnej to szansa, aby rozpocząć swoją przygodę z gwizdkiem. Z tej okazji porozmawialiśmy z przewodniczącym Kolegium Sędziów Bielsko-Biała… Wojciech Szczurek to sędzia szczebla centralnego, który znakomicie zna również realia naszych lokalnych boisk. Porozmawialiśmy z nim o tym, jak zacząć tę przygodę oraz czego potrzeba, aby zajść aż na szczebel centralny…

„Nigdy nie widziałem siebie w roli sędziego  – nie planowałem nim zostać”

Mikołaj Lorenz (Radio BIELSKO): Może zacznijmy od spraw bieżących. Niedługo rozpocznie się kolejny kurs sędziowski. Co mi Pan może o tym powiedzieć?

Wojciech Szczurek: Zgadza się – obecnie trwają zapisy do trzeciej edycji kursu organizowanego przez Śląski Związek Piłki Nożnej. Wcześniej tego typu szkolenia były prowadzone na poziomie podokręgów, natomiast od pewnego czasu całość organizacji przejął Śląski ZPN. Zarówno pierwsza, jak i druga edycja odbywały się w Katowicach, teraz mamy pewną zmianę pod tym względem – tegoroczny kurs również będzie prowadzony przez Śląski ZPN, ale już w czterech lokalizacjach. Jedną z nich będzie właśnie Bielsko-Biała. Także serdecznie zapraszam wszystkie osoby, które lubią sport, piłkę nożną i są gotowe na nowe wyzwania. Sędziowanie meczów piłkarskich to ogromne emocje i adrenalina, których można doświadczyć, będąc w samym centrum piłkarskiego widowiska. Droga do zostania sędzią jest bardzo prosta – wystarczy zapisać się na kurs sędziowski. Szkolenie w Bielsku-Białej odbędzie się w Centrum Sportowym „Widok”, rozpocznie się 15 lutego i potrwa do 29 marca. Zakończy się jeszcze przed startem rundy wiosennej rozgrywek młodzieżowych, dzięki czemu kursanci będą mogli niemal od razu rozpocząć sędziowanie meczów wiosną. 

ML: A jak właściwie zaczęła się Pana przygoda z sędziowaniem?

WS: Zawsze lubiłem piłkę nożną, jednak nigdy nie widziałem siebie w roli sędziego  – nie planowałem nim zostać. Moi koledzy, z którymi wcześniej grałem, zdecydowali się na sędziowanie znacznie wcześniej, a ja długo się przed tym broniłem. Z czasem pojawiła się jednak kontuzja, która wykluczyła mnie z gry. To właśnie wtedy – trochę przez przypadek – zaczęła się ta przygoda z sędziowaniem. Nie spodziewałem się, że okaże się to tak ciekawa i satysfakcjonująca droga. Na początku jeździło się na trampkarzy i juniorów, kontynuowało się tę przygodę z piłką. Później przez pewien czas łączyłem jeszcze grę z sędziowaniem, jednak z biegiem czasu skupiłem się już wyłącznie na tej drugiej roli. Krok po kroku, bardzo spokojnie, piąłem się po kolejnych szczeblach. Nie wyobrażałem sobie wtedy, że przyjdzie mi sędziować na takich stadionach i spotykać na boisku zawodników, których oglądałem telewizji…

ML: Czyli na początku nie wiązał Pan zbyt wielkich oczekiwań z sędziowaniem… Kiedy się to zmieniło? Był taki jeden moment?

WS: Takich momentów było kilka, ale jeden zapadł mi w pamięć szczególnie. Pamiętam, że w tamtym czasie rozgrywki Klasy Okręgowej odbywały się jedynie w trzech podokręgach, przez co bardzo często jeździliśmy na mecze tych samych drużyn. Z czasem zaczynało to być już trochę monotonne. Przełom nastąpił, gdy awansowałem na Śląsk i zacząłem sędziować rozgrywki IV ligi. Miałem okazję pojechać wtedy na taki mecz… GKS Tychy – Raków Częstochowa – to był chyba 2007 rok, spotkanie na szczycie ligowej tabeli. To właśnie wtedy poczułem smak „większej piłki”. Spodobało mi się to i w tamtym momencie zrozumiałem, że chcę więcej. Ten mecz stał się dla mnie impulsem do dalszego rozwoju i był początkiem drogi prowadzącej coraz wyżej po sędziowskich szczeblach.

„Przede wszystkim trzeba być prawdziwym pasjonatem”

ML: No właśnie, a jak właściwie wygląda ta droga? Co musi zrobić sędzia, który chce posędziować „wyżej”? 

WS: Na start, po ukończeniu kursu, początkujący sędzia zaczyna od rozgrywek młodzieżowych. Następnie jeśli ma już 10-15 spotkań, może pojechać na B-Klasę i A-Klasę – jako asystent. Jest to etap powolny, zwykle trwający do pół roku, choć osoby bardzo zaangażowane i dobrze czujące grę mogą w ciągu zaledwie dwóch miesięcy awansować wyżej niż do A- Klasy. Kolejnym krokiem jest „okręgówka” – początkowo „na linii”, a po rundzie nawet V liga. Jeżeli ktoś jest naprawdę pasjonatem, dba o formę fizyczną i dobrze zna przepisy, to wtedy dostaje szansę awansu, więc może przystąpić do egzaminu na Śląsku i zostać sędzią Klasy Okręgowej „na środku”. Następnie jeśli się sprawdzi, to trafia do IV ligi i ta droga na szczebel centralny nie jest już taka długa, bo on rozpoczyna się od III ligi… 

ML: Mimo wszystko liczba miejsc na szczeblu centralnym jest ograniczona, a chętnych nie brakuje…

WS: Oczywiście, że tak. Przede wszystkim trzeba być prawdziwym pasjonatem – zarówno piłki nożnej, jak i samego sędziowania. Trzeba prowadzić sportowy tryb życia, być na bieżąco z przepisami i nie bać się indywidualnych treningów, niezależnie od pory roku czy warunków pogodowych. Najważniejsze jednak, to się nie zniechęcać. Tak jak w życiu, są momenty lepsze i gorsze, ale jeżeli ktoś ma zapał, chęć oraz prawdziwą miłość do piłki nożnej, która przeradza się również w pasję do sędziowania, to nic go nie zatrzyma. To właśnie jedyna droga, by osiągnąć najwyższy poziom i dotrzeć na sam szczyt.

ML: Ta pasja jest też potrzebna na tym niższym poziomie. Jeśli ktoś będzie chciał to zajęcie potraktować czysto zarobkowo, to chyba nie wytrzyma długo, prawda?

WS: Nie jest tak, że sędziowie działają całkowicie społecznie – za każdy mecz otrzymują ekwiwalent. Czy jest on adekwatny do wykonywanej pracy, tego nie będę oceniał, mogę natomiast powiedzieć, że od 1 lipca bieżącego roku, stawki wzrosną. Dla takiego początkującego chłopaka, który się jeszcze uczy, albo studiuje i może w miesiącu poprowadzić od 10 do 20 meczów, zawsze to jakiś dodatkowy zastrzyk gotówki. Ale przede wszystkim sędziowanie nie powinno być traktowane wyłącznie jako kwestia zarobkowa, lecz jako przyjemne z pożytecznym – przy okazji można się trochę poruszać i zrobić trening – w trakcie meczu sędzia potrafi przebiec od 8 do 12 kilometrów. 

„Obecnie liczba aktywnych sędziów w naszym podokręgu oscyluje w przedziale 70–80 osób”

ML: Poza pracą na boisku pełni Pan także funkcję przewodniczącego Kolegium Sędziów Bielsko-Biała, z czym wiąże się ta rola?

WS: Funkcja przewodniczącego jest bardzo odpowiedzialna i sprowadza się przede wszystkim do tego, abyśmy jako kolegium zapewnili obsadę rozgrywek w Podokręgu Bielsko-Biała, ale równie ważne jest wspieranie sędziów wyróżniających się i dawanie im możliwości awansu… Nie jest to prosta rola, ponieważ musimy przede wszystkim zapewnić pełną obsadę sędziowską w podokręgu, a jednocześnie nie możemy blokować sędziów, którzy chcą się rozwijać na wyższych szczeblach. Naszym zadaniem jest przede wszystkim szkolenie, dbanie o wysoką jakość ich pracy oraz przekazywanie tych najlepszych dalej – najpierw do Śląskiego Związku Piłki Nożnej, a stamtąd na szczebel centralny. 

ML: A jak wygląda obecnie liczba sędziów w Bielsku?

WS: Obecnie liczba aktywnych sędziów w naszym podokręgu oscyluje w przedziale 70–80 osób i praktycznie utrzymuje się na tym poziomie od dłuższego czasu – w ciągu ostatnich pięciu lat, odkąd pełnię funkcję przewodniczącego, zawsze tak to wyglądało. Wiadomo, że pojawiają się różne sytuacje życiowe – niektórzy sędziowie przeprowadzają się do innych miast z powodów studiów czy pracy. Ktoś przychodzi, ktoś odchodzi, ale ogólnie liczba sędziów pozostaje mniej więcej stała i nie zmienia się znacząco w czasie. Oczywiście zwiększa się liczba rozgrywek grup młodzieżowych i czasami nas brakuje…

ML: No właśnie tych meczów jest coraz więcej i czasami zdarza się, że na spotkaniach młodzieżowych brakuje sędziów. Ile osób by było potrzebne, żeby nie było takich sytuacji?

WS: Zdarzają się weekendy, kiedy brakuje sędziów na część meczów. Taka liczba czynnych arbitrów, która by nas satysfakcjonowała to około 100 osób, ale nawet wtedy pojawiają się różne sytuacje – urlopy weekendowe, imprezy okolicznościowe i tak dalej… Dlatego kluczowa jest nie tylko liczba, ale również ich dyspozycyjność. Dodatkowo wielu sędziów ma uprawnienia na Śląsku – takich osób jest obecnie 17. Siłą rzeczy, jeżeli z 17 sędziów, zwykle 13–15, zostaje przydzielonych na Śląsk lub na szczebel centralny, to później brakuje ludzi do obsady w Bielsku… 

 

„Zostań sędzią Śląsk!” – 2026

 

Autor: Mikołaj Lorenz