Listeners:
Top listeners:
play_arrow
Radio BIELSKO Przeboje non-stop
play_arrow
Radio EXPRESS FM Prawdziwa Lokalna Stacja
play_arrow
Radio DISCO Zawsze w rytmie!
play_arrow
Radio MEGA Mega Przeboje!
play_arrow
Radio NUTA Same dobre nuty!
Grupa znajomych z Bielska i okolic, których połączyła pasja do kolarstwa szutrowego, drugi rok z rzędu stanie na starcie wyścigu „Ultra Duch Puszczy”. Dla jednych to sportowe wyzwanie, dla innych przygoda, a dla niektórych – coś znacznie więcej. O przygotowaniach, motywacjach i samym wyścigu rozmawiamy z uczestnikami tegorocznej edycji.
Mikołaj Drążek: Na początek – kim właściwie jesteście? Gdyby ktoś zobaczył Was pierwszy raz, jak w kilku zdaniach opisalibyście swoją ekipę i to, co Was łączy?
Kamil Kobiela: W telegraficznym skrócie – jesteśmy grupą przyjaciół, od 3 lat zapalonych w kolarstwie szutrowym. Do tej pory nie przyjęliśmy żadnej oficjalnej nazwy, natomiast w kuluarach najczęściej pojawia się „Browery” – od zamiłowania do kolarstwa oraz złocistego trunku.
Główna ekipa liczy 6 osób – są to osoby, z którymi znamy się długo bądź bardzo długo. Niestety rzadko udaje nam się wyjechać na szutry w pełnym składzie, nawet na te najbliższe, popołudniowe wycieczki… Na szczęście drugi rok z rzędu w pełnym składzie udaje nam się zebrać na nasze najważniejsze wydarzenie w kolarskim roku – Ultra Ducha Puszczy. Swoją drogą, chyba celowo niektórzy z nas oszczędzają nogi tylko na tego jednego w roku Ducha Puszczy, notorycznie odpuszczając mniejsze wyjazdy
MD: Jesteście otwarci na nowych członków?
Kamil Kobiela: W tym roku dołącza do nas trzech nowych kolegów – Filip, bliski przyjaciel głównej ekipy, który nie miał szans nie zarazić się tym bakcylem, jego kolega Patryk oraz Paweł. Niewątpliwie powyścigowa integracja, będąca również częścią eskapady, scementuje naszą więź z nowymi członkami.

MD: Cofnijmy się trochę – jak to się w ogóle zaczęło? Skąd u Was wzięło się kolarstwo i kiedy pojawił się moment, że to już coś więcej niż tylko rekreacyjna jazda?
Kamil Kobiela: Pomijając oczywiste czasy dzieciństwa, kiedy każdy małolat kręcił się koło bloku, przygoda części z nas sięga czasów gimnazjum, kiedy to za pomocą rowerów MTB zaczęliśmy korzystać z dobrodziejstw okolicznych tras górskich, takich jak Kozia Górka czy Szyndzielnia. Z wiekiem u każdego z nas nastąpił ten przełomowy moment, kiedy rozwaga wzięła górę nad brawurą, i leśne muldy, korzenie oraz dropy zamieniliśmy na zdecydowanie bezpieczniejsze „szutry premium” oraz asfalt.
Jednocześnie poznaliśmy zupełnie nowe odczucia z jazdy na rowerze, wchodzące w kanon tzw. „kolarstwa romantycznego”, czyli zwiedzania i czerpania z terenów niedostępnych zazwyczaj z kabiny samochodu czy odwiedzania miejscowości, w których wizyta nie jest pierwszym, drugim albo setnym wyborem przeciętnego Polaka.
MD: A skąd w ogóle wzięła się nazwa „Gravel”
Jakub Antonik: Nazwa tego typu roweru wywodzi się od angielskiego słowa gravel czyli żwir. Jest to adaptacja roweru szosowego, którego ma służyć kolarzowi w trudniejszych warunkach terenowych.
MD: To kto wpadł jako pierwszy na pomysł udziału w ultramaratonie?
Kamil Kobiela: Pierwszy zapisałem się ja wraz z Kubą Antonikiem. Z czasem do naszego grona dołączali kolejni znajomi. Tak utworzyła się całkiem fajna grupa, która do dzisiaj spotyka się na krótszych lub dłuższych wyprawach i co ciekawe, ciągle się rozrasta.
MD: Start w ultramaratonie brzmi poważnie, ale czy u Was to rzeczywiście rywalizacja i walka o wynik, czy raczej coś zupełnie innego?
Bartosz Augustyniak: Zupełnie nie. Gravelling to świetna przygoda, która daje nam dużo przyjemności już w amatorskim wydaniu. Udział w ultramaratonie rok temu był dla nas czymś nowym. Planem było po prostu przejechanie. Start miał pokazać nasze granice, być punktem odniesienia, na którym miejscu gravelowej stawki znajdujemy się my.
Ostatecznie wyścig skończyliśmy… różnie. Część z nas dotarła na metę z niezłym czasem, część była zadowolona z tego, że w ogóle dojechała, a część, z różnych przyczyn, wyścigu nie ukończyła. Mimo to, każdy na swój sposób czerpał frajdę z przejazdu, zbierając bezcenną praktykę. W tym roku jedziemy na wschód większą paczką. Też nie po to, by się ścigać, ale żeby znów przeżyć świetną przygodę, bogatsi o zeszłoroczne doświadczenie.
MD: Dla kogoś z zewnątrz to może brzmieć abstrakcyjnie – czym właściwie jest „Duch Puszczy” i z jakim wyzwaniem trzeba się tam zmierzyć?
Bartłomiej Zgud: W dosłownym znaczeniu jest to ultramaraton rowerowy, z różnymi wariantami trasy przypisanymi do danych rowerów. Są trasy gravelowe, szosowe a nawet trasy dla dzieci tzw. „mini duszek”.
Sebastian Cholewik: Dokładny dystans nie jest jeszcze oficjalnie potwierdzony, ponieważ trasa wciąż jest dopracowywana przez organizatorów Ultra Ducha Puszczy. Wiadomo jednak, że będzie oscylował w okolicach 240 kilometrów i możliwe, że ostatecznie będzie nawet trochę dłuższy. Trasa prowadzi głównie przez szutrowe i leśne drogi Podlasia. Na pokonanie całej trasy zawodnicy mają maksymalnie 30 godzin.
MD: Przy takim dystansie przygotowania wydają się kluczowe – macie jakiś wspólny plan, czy raczej każdy idzie swoją drogą?
Kamil Kobiela: To zależy od możliwości poszczególnych uczestników. Niektórzy z nas „kręcą” cały rok, wykorzystując w zimie trenażery. Inni zaczynają gdy tylko pozwoli na to pogoda i inne obowiązki. Zdarzył się przypadek, że jeden z nas sprzęt dokupował w dniu wyjazdu.
Jeśli chodzi o standardowy trening w grupie to staramy się pokonywać dystanse oscylujące w granicach 80-100 km. Nie zawsze udaje się trenować pełnym składem, ale każdy robi co może by być przygotowanym jak najlepiej.

MD: Wiele osób może się zastanawiać – czy żeby w ogóle myśleć o takim starcie, trzeba mieć topowy sprzęt i duże doświadczenie?
Bartosz Augustyniak: Żeby wziąć udział w wyścigu przede wszystkim trzeba posiadać rower. Jakikolwiek. My na „Ducha” wybieramy się z rowerami gravelowymi, jednak rok temu mogliśmy dostrzec na trasie przeróżne konstrukcje – od wysokiej klasy graveli po samodzielnie przerabiane w garażu leciwe rowery trekkingowe.
Najważniejsze to czuć się pewnie, swobodnie i wygodnie na swoim sprzęcie. Gdy rower już mamy, należy wypełnić formularz i uiścić opłatę startową.

MD: Gdy już stanęliście na starcie po raz pierwszy – to była bardziej walka czy jednak przygoda? Co zapadło Wam w pamięć najmocniej?
Bartłomiej Zgud: Cały wyjazd wspominam bardzo dobrze – zmierzyłem się z własnymi słabościami, a wyścig sam w sobie nie był głównym celem. Ważna też była integracja, wspólne rozmowy i spędzony czas.
Bartosz Augustyniak: Dla mnie najciekawsze było zderzenie się z wcześniejszymi wyobrażeniami na temat wyścigu, różnych zagrożeń oraz kryzysów zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Gorsze momenty się zdarzały, ale ich pokonywanie dawało coraz więcej satysfakcji.
MD: W Waszej ekipie są też debiutanci – pojawia się stres, obawy, a może bardziej ekscytacja przed startem?
Filip Panewka: Obawy zawsze są oczywiście, inaczej to by znaczyło, że nie traktuję tego wyjazdu poważnie. Pojawiają się pytania czy dojadę, czy coś mnie zatrzyma.
Zmagam się z otyłością i Duch Puszczy jest swego rodzaju terapią dla mnie. Motywuje do ćwiczeń, trzymania diety, ale również daje więcej okazji do spotkań. Byłoby super, gdyby choć jedna osoba dzięki temu coś zmieniła w swoim życiu.

MD: Na sam koniec – gdy już staniecie na trasie, co tak naprawdę będzie dla Was ważniejsze: wynik czy to, żeby po prostu dobrze przeżyć ten wyjazd?
Kacper Słowik: Jestem przekonany, że wynik i dobrą zabawę można naturalnie połączyć. Dla jednych będzie to walka o każdą sekundę, dla innych spokojna jazda i podziwianie widoków. Każdy z nas szuka na trasie czegoś innego i to jest w tym sporcie najpiękniejsze.

MD: Na koniec trochę lokalnie – jak z Waszej perspektywy wygląda nasz region pod kątem jazdy gravelowej?
Jakub Antonik: Trasy MTB są na naprawdę dobrym poziomie. Jeśli chodzi jednak o dłuższe trasy gravelowe to w okolicy jest bardzo mało kilometrów przygotowanych pod ten konkretny rodzaj. Brakuje też odpowiedniego oznakowania.
Często zdarza się też, że trzeba włączyć się do ruchu po drogach publicznych, ale z drugiej strony ukształtowanie terenu może być atutem, gdy na wyścigu będziemy jechać głównie po płaskim.
Na kilka dni przed publikacją artykułu dotarła do nas przykra informacja. Jeden z bohaterów materiału – Kacper Słowik – doznał poważnej kontuzji kolana. Wstępne diagnozy wskazują na zerwanie więzadeł, co najprawdopodobniej wykluczy go ze startu w tegorocznym Ultra Duchu Puszczy. Kacprowi życzymy dużo zdrowia i szybkiego powrotu do sportu!
Autor:
Mikołaj Drążek
[email protected]
Sylwetki artystów i zespoły, które zapisały się na kartach historii muzyki popularnej.
close
Copyright Radio BIELSKO