Listeners:
Top listeners:
play_arrow
Radio BIELSKO Przeboje non-stop
play_arrow
Radio EXPRESS FM Prawdziwa Lokalna Stacja
play_arrow
Radio DISCO Zawsze w rytmie!
play_arrow
Radio MEGA Mega Przeboje!
play_arrow
Radio NUTA Same dobre nuty!
Dziś jego nazwisko zna każdy kibic lokalnego futbolu, za sobą ma mecze na największych stadionach w Polsce. Dwie dekady temu zaczynał jednak jako anonimowy arbiter, który na spotkania przyjeżdżał… razem z ukochanym labradorem. Wojciech Szczurek jest gościem naszego cyklu pt. NA GWIZDEK. Opowiada o swoich początkach, trudnych momentach, a także o obowiązkach związanych z rolą Przewodniczącego Kolegium Sędziów Bielsko-Biała.
Zanim Wojciech Szczurek rozpoczął swoją przygodę z gwizdkiem, jak większość młodych chłopaków, próbował sił w futbolu. Przez ponad dekadę grał w barwach BKS-u STAL Bielsko-Biała. Ten rozdział przymknął się wraz z wyjazdem na studia, a definitywnie został zamknięty przez kontuzję kolana.
– W 2002 roku wyjechałem na studia. Weekendowo chciałem się jeszcze pobawić w A-Klasie w Sokole Buczkowice, jednak doznałem kontuzji kolana i tak skończyła się moja przygoda z graniem. Chodziłem cały czas na mecze jako kibic, ale brakowało mi piłki – tak się właśnie zaczęło sędziowanie… – wspomina swoje początki.
Początkowo sędziowanie miało być tylko sposobem, na pozostanie w świecie piłki. Jak sam mówi, nie przypuszczał wówczas, że potoczy się to w taki sposób. – Nie myślałem wtedy, gdzie będę za 5-10 lat. Liczył się tylko mecz, bez względu na klasę rozgrywkową. Szczytem marzeń było pojechać na IV ligę jako asystent. – mówi.
Ambicje i cele szybko się zmieniły… Zanim jednak trafił na poziom centralny, musiał przejść przez wszystkie poszczególne szczeble rozgrywkowe. Rozpoczynał na obiekcie Rekordu Bielsko-Biała. Pierwszym meczem, jaki posędziował, było spotkanie trampkarzy – nie obyło się wówczas bez drobnych problemów…
– Obie drużyny wyszły ubrane bardzo podobnie, miały stroje w żółto-zielone pasy. To był mój błąd, że nie sprawdziłem strojów przed meczem. Człowiek uczy się na błędach, a najlepiej na swoich – śmieje się po latach.
Sędziowanie w tamtych czasach wyglądało nieco inaczej. Obsadę Jak wspomina, obsada przychodziła w kopercie, a logistyka była dużo bardziej wymagająca. Za podstawowe środki transportu służyły mu pociągi, autobusy i rowery.– Na Kontakt Czechowice-Dziedzice jechałem pociągiem, na Morcinka Kaczyce – PKS-em, a do Komorowic na Olimpijską jeździłem rowerem – tłumaczy.
Później, gdy przesiadł się do samochodu, wraz z nim na mecze podróżował… pies! – Ze śmiesznych historii był moment, kiedy na mecze jeździł ze mną ukochany labrador Leo. W przerwie zamiast do szatni sędziów szedłem do niego do auta i brałem go na spacer. Kibice byli zdziwieni, co robi sędzia, zamiast odpoczywać, spaceruje z psem. W drugiej połowie nie krzyczeli już na mnie, nawet jak popełniłem błąd.- wspomina.

Życie sędziego to nie tylko przyjemności. Każdy arbiter na pewnym etapie musi zmierzyć się z krytyką. To ona często bywa czynnikiem, który zniechęca młodych adeptów. Wojciech Szczurek nie ukrywa, że zdarzały się momenty zwątpienia – szybko jednak mijały.
– Oczywiście nie zawsze było kolorowo. Najbardziej bolało, gdy popełniłem błąd, który zabrał drużynie zwycięstwo, czy punkty. Wtedy myślałem: „kurczę! Jestem słaby i nie nadaję się do tego”. Wtedy przychodziła kolejna obsada – mecz był poprowadzony wzorowo i te momenty nakręcały do dalszego działania i rozwoju. – mówi.
Bywa i tak, że mecz jest posędziowany bardzo dobrze, a kibice i tak wiedzą „swoje”. Są też miejsca, w których praca bywa wyjątkowo trudna, czy takie, gdzie kłopoty same cię szukają.
– Są miejsca specyficzne, gdzie człowiek nawet jak bardzo się stara, to i tak zawsze coś się zdarzy. Jeżeli taka sytuacja się powtarza 3-4 razy, to lepiej jest, jak klub „odpocznie” od danego sędziego, a sędzia od klubu. Mogę dać taki przykład: Bardzo fajny klub – Błyskawica Drogomyśl. Porządny prezes, super trener „Papa” – lubimy się i szanujemy – ale gdy tam przyjeżdżałem, nigdy nie wygrali. Możecie więc sobie wyobrazić ich miny, gdy wchodzę na obiekt – tłumaczy nasz rozmówca.
Na pewnym etapie swojej kariery, Wojciech Szczurek został Przewodniczącym Kolegium Sędziów Bielsko-Biała. Ta rola sprawiła, że poza sędziowaniem, musiał zająć się również kwestiami organizacyjnymi i niejako przejąć odpowiedzialność nad całym bielskim środowiskiem sędziowskim.
– Początek w roli Przewodniczącego KSBB wspominam jako bardzo intensywny czas. Chciałem wspólnie z zarządem wprowadzić pewne zmiany, które korzystnie wpłyną na naszą organizację. Oczywiście miałem obawy przed objęciem tej roli, wcześniej nie byłem nawet członkiem zarządu. Byłem świadom, jak odpowiedzialna jest to rola i że nie mogę zawieść całego środowiska – mówi szczerze.
Za nim kilka lat na stanowisku. W tym czasie wydarzyło się sporo. Nie brakowało także momentów trudnych dla środowiska. Kibice całkiem świeżo w pamięci mają wydarzenia sprzed roku – wówczas sytuacja na linii sędziowie – Podokręg Bielsko-Biała była wyjątkowo napięta. Arbitrzy protestowali, a mecze były opóźniane o kwadrans. Sytuację udało się jednak opanować i uspokoić.
– Te 6 lat w roli przewodniczącego oceniam jako bardzo cenną lekcję. Były różne momenty burzliwe, które pozwoliły wyciągnąć wnioski na przyszłość. Więcej mimo wszystko jest tych pozytywnych wspomnień. Największa satysfakcja to czas obecny, gdzie udało się nam „dotrzeć” ze środowiskiem i podokręgiem. Bielscy sędziowie zapracowali sobie na szacunek. – zauważa.

Wróćmy do sędziowania… Nasz dzisiejszy rozmówca miał bowiem okazję zwiedzić masę obiektów w całej Polsce. Jako boiskowy rozjemca pracował na największych stadionach w kraju – najbardziej w pamięci zapadł mu jednak mecz na Wiśle Kraków. –Sędziowałem na stadionie, który wcześniej zwiedzałem jako turysta. Pomyślałem wtedy: „posędziuję tutaj, na takim obiekcie z duszą”, wszędzie było czuć zapach pięknej historii. – wspomina po czasie.
To nie było jedyne spotkanie warte uwagi. W swoim CV ma także inne, przy których można się na chwilę zatrzymać. Wśród nich wymienia między innymi debry Łodzi, Rzeszowa, czy Śląska…
Po latach stwierdza jednak, że „wielkości” meczu nie definiuje liczba kibiców, czy marka danej drużyny… –Kiedyś uważałem, że „duże mecze” to te na pięknych, nowoczesnych stadionach, na których zasiada kilkanaście tysięcy kibiców. Obecnie moja optyka się trochę zmienia. Za „duży” mecz uważam taki, gdzie zawodnicy bez względu na klasę rozgrywkową zostawiają na boisku całe serce, traktują się z szacunkiem i poszanowaniem fair play. – tłumaczy.
Rozdział pt. „szczebel centralny” zakończył niemal rok temu. 8 grudnia 2025 roku ten etap dobiegł końca – pożegnalnym spotkaniem było starcie Śląska Wrocław ze Stalą Rzeszów. Po czasie już mu tego nie brakuje… zwłaszcza dalekich wyjazdów i wyrzeczeń, z którymi się to wiązało.
– To przebiegło bezboleśnie. Od 2-3 lat nie miałem już takiej frajdy z jeżdżenia po całej Polsce. Momentem przełomowym była obsada do Chojnic – 600 km w Wielką Sobotę o godzinie 12:00. Jak dostałem obsadę, to wiedziałem, że żona nie będzie zadowolona. O meczu powiedziałem jej dopiero w piątek. Teraz na mecze jeżdżę, kiedy chcę i gdzie chcę. Mam czas, żeby iść z dziećmi z przysłowiowym koszyczkiem – docenia po czasie.
Dziś pracuje już na zdecydowanie bardziej kameralanych obiektach niż przed laty. Spotyka piłkarzy o nieporównywalnie mniejszym potencjale, ale wciąż czerpie radość z sędziowania. W ostatnim czasie na piłkarskim szlaku miał okazję przeciąć się także z… drużyną Radia BIELSKO.
Wojciech Szczurek poniedziałkowe wieczory spędza bowiem w Centrum Sportu Rekord, gdzie odbywają się rozgrywki Beskidzkiej Ligi Biznesu. Jak radzi sobie z naszym zespołem? – Sędziowanie drużyny Radia Bielsko w BLB to „ogromna” presja. Wszyscy zawodnicy, zamiast skupić się na graniu, nagrywają, komentują, nie jest łatwo… – śmieje się
On sam zauważa jednak, że w naszej drużynie nie brakuje wyróżniających się postaci. – Największe wrażenie jak dotychczas z waszej drużyny zrobił na mnie Bartek Jakubiec, który grając w Słotwinie, trenując Koszarawę, przychodzi w poniedziałek wieczorem i jest głównym bohaterem. Ogromny szacunek dla tego gościa – docenia naszego zawodnika.
Na koniec nasz rozmówca zwrócił się do wszystkich, którzy myślą, aby spróbować swoich sił w sędziowskim fachu. – Jeśli ktoś chciałby dołączyć do naszego grona sędziów Kolegium Sędziów Bielsko-Biała, zapraszam na stronę ksbielsko.pl lub do kontaktu ze mną.
Tak się składa, że dziś, w dniu publikacji tego tekstu, nasz rozmówca obchodzi urodziny. Z tego miejsca składamy najserdeczniejsze życzenia – wszystkiego, co najlepsze i powodzenia na sędziowskim szlaku!
Czytaj także:
Autor:
Mikołaj Lorenz
[email protected]
jak atrakcyjnie spędzić czas w regionie, jak ominąć korki i jak odpocząć?
close
Copyright Radio BIELSKO