Skoki narciarskie

Znów to samo… Kolejny raz nie trafił z formą w sezonie olimpijskim

today19.01.2026 08:40

Tło
share close

Aleksander Zniszczoł mimo 30 lat na karku i dość sporego doświadczenia na skoczni, nigdy nie wystartował na igrzyskach olimpijskich. Skoczek z Wisły w Pucharze Swiata – mniej lub bardziej regularnie – pojawia się od sezonu 2011/12. Przez te wszystkie lata jego dyspozycja sportowa była, delikatnie mówiąc… Zmienna. Nigdy jednak nie trafił z formą w sezonie olimpijskim.

Ominą go czwarte igrzyska

Aleksander Zniszczoł podczas swojej blisko 15-letniej przygody w seniorskim sporcie, miał aż cztery okazję, aby załapać się do kadry na igrzyska olimpijskie. Ominęło go Soczi, później Pjongczang i Pekin, a teraz przejdzie mu koło nosa wyjazd na imprezę, którą zorganizuje Mediolan i Cortina d’Ampezzo. I trudno się temu dziwić, bowiem jego forma jest naprawdę daleka od oczekiwań.

Na igrzyska w Soczi nie było szans

Gdy rozpoczynały się igrzyska w Soczi, Zniszczoł miał niespełna 20 lat – dopiero zbierał doświadczenie i raczej ciężko było przypuszczać, że realnie może powalczyć o miejsce w składzie na tę imprezę. W Pucharze Świata pojawiał się wówczas sporadycznie i choć widziano w nim spory potencjał, to z pewnością nie był poważnie rozważany do wyjazdu.

Najważniejsze zawody czterolecia obejrzał więc w telewizji i podobnie, jak reszta Polaków obserwował niesamowitą eksplozję formy Kamila Stocha, który do kraju wrócił z dwoma złotymi krążkami, przebijając tym samym wyczyn Wojciecha Fortuny z 1972 roku oraz dokonując tego, czego nigdy nie zrobił w swojej karierze Adam Małysz.

Potencjał na Pjongczang był tylko przez rok

O tym, że jest w stanie w miarę regularnie punktować w zawodach najwyższej rangi, kibice przekonali się dopiero w następnej kampanii. Wiślanin jedenastokrotnie wskakiwał do czołowej „30” (na 21 startów). Były to głównie miejsca w trzeciej „dziesiątce”, ale bez wątpienia był to przyzwoity prognostyk…

Szybko jednak okazało się, że nie będzie kontynuacji. W następnym sezonie – bardzo nieudanym dla całej polskiej kadry – na starcie pojawił się tylko podczas konkursu w Wiśle. Kampanię zakończył bez punktów. Po tamtym sezonie z funkcją trenera pożegnał się Łukasz Kruczek, a stery po nim przejął Stefan Horngacher.

Ta zmiana z pewnością mu nie pomogła, austriacki szkoleniowiec zasłynął z tego, że zawodnicy pod jego wodzą święcili wielkie sukcesy, ale jednocześnie bardzo poważnie zostali zaniedbani ci z zaplecza polskiej kadry. Zniszczoł pod wodzą nowego szkoleniowca początkowo dostawał szanse, ale wyniki nie zachwycały i szybko został odsunięty. Drugą połowę sezonu 2016/17 spędził już poza Pucharem Świata.

W sezonie olimpijskim nic się pod tym względem nie zmieniło. Świetne występy naszej etatowej „piątki” (Kamila Stocha, Piotra Żyły, Dawida Kubackiego, Macieja Kota i Stefana Huli) sprawiły, że inni o startach w zawodach elity – nie mówiąc nawet o wyjeździe na igrzyska – mogli tylko pomarzyć…

Przed Pekinem też czegoś zabrakło

Kolejne lata znów okazały się nieco lepsze, w drugiej połowie sezonu 2019/20 i w kampanii 2020/21 potrafił wskakiwać do drugiej serii i wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Rywalizacja też była nieco mniejsza, Swoje najlepsze lata mieli już za sobą Stefan Hula, czy będący w dużym kryzysie Maciej Kot.

Mimo to, skoczka z Wisły znów w sezonie olimpijskim dopadł kryzys. Pojedyncze starty wśród elity zaowocowały zaledwie ośmioma punktami do klasyfikacji generalnej i kolejnym sporym rozczarowaniem. Wtedy był już doświadczonym, blisko 28-letnim zawodnikiem.

Życiowy sezon, a później kryzys. Zniszczoł znów nie poleci na igrzyska…

Ostatnie lata – a zwłaszcza sezon 2023/24 – były najlepszym czasem w jego karierze. W końcu coś drgnęło, a potencjał, o którym tyle się mówiło, wreszcie został uwolniony. Były miejsca w czołówce zawodów, były także miejsca na podium. Wówczas to właśnie Zniszczoł był jedynym pozytywnym akcentem polskiej reprezentacji. 

W sezonie, który nie układał się absolutnie nikomu, on potrafił wybić się poza przeciętność i z regularnością godną podziwu meldował się w czołówce poszczególnych zawodów. W drugiej połowie zimy udało się nawet stanąć na podium. Trzecie miejsce w Lahti było kolejnym dowodem na to, że staje się on zawodnikiem, który może zostać liderem kadry na dłużej. Później powtórzył jeszcze ten wynik podczas finałowych zmagań w Planicy.

Następny sezon – choć nie był najgorszy – zdecydowanie nie był tak udany jak poprzedni. Jego dorobek punktowy w klasyfikacji generalnej zmniejszył się wówczas o połowę względem roku ubiegłego. Na tle kolegów z kadry wypadał jednak wciąż nieźle. Dystansował go jedynie przeżywający życiowy sezon Paweł Wąsek.

Obecna kampania jest już kompletną klapą. Jesteśmy za półmetkiem, a Zniszczoł nie ma na koncie choćby jednego punktu Pucharu Świata i o ile jeszcze rok temu wydawało się, że wyjazd na igrzyska olimpijski jest w jego zasięgu, to teraz taki scenariusz brzmi jak science fiction. Wiślanin kolejny raz nie trafił z formą na najważniejszy okres w kalendarzu…

 

 

Autor: Mikołaj Lorenz