Piłka nożna

Pechowa końcówka Podbeskidzia. Najpierw rozcięta głowa kapitana, później stracona bramka

today18.10.2026 16:29

Tło
share close

Po ubiegłotygodniowym zwycięstwie Podbeskidzie Bielsko-Biała udało się do Łodzi. W 11. serii gier terminarz skojarzył „Górali” z miejscowym ŁKS-em.  O końcowym wyniku zdecydowała bramka stracona w samej końcówce meczu. Bielszczanie przegrali 1:0.

Bez konkretów

Spotkanie ŁKS-u Łódź z Podbeskidziem Bielsko-Biała od początku było wyrównane i toczone w twardym, fizycznym stylu. Obie drużyny szukały swoich szans, jednak przez pierwsze 45 minut brakowało skutecznego wykończenia akcji.

Już w 2. minucie gospodarze mogli wykorzystać nieporozumienie w defensywie „Górali”, ale strzał Lenarda Szczygła minął bramkę. Podbeskidzie odpowiedziało w 12. minucie, kiedy po dobrej wymianie podań w ofensywie Lucjan Klisiewicz nie zdołał zamknąć dogrania Marcina Urynowicza. 

W 19. minucie „Górale” przeprowadzili szybką akcję po odbiorze piłki na połowie rywala. Michał Rakoczy i Lucjan Klisiewicz próbowali zagrozić bramce, ale akcja nie zakończyła się celnym strzałem. Nieco później z ostrego kąta uderzać próbował Rakoczy, lecz jego strzał został zablokowany.

Końcówka pierwszej połowy nie przyniosła przełomu. Oba zespoły na przerwę zeszli przy bezbramkowym remisie.

Druga połowa z większą liczbą okazji

Po zmianie stron oba zespoły wróciły na murawę bez zmian w składach. Dość szybko, bo już 50. minucie ŁKS stworzył groźną sytuację, gdy niepilnowany Koki Hinokio oddał strzał po ziemi. Na szczęście dla Podbeskidzia uderzenie zostało zablokowane. Kilka chwil później zaskoczyć Szymona Brańczyka z dystansu próbował Lenard Szczygieł. Piłka po rykoszecie opuściła jednak boisko. Po rzucie rożnym ŁKS-u groźnie główkował Andreu Arasa, ale golkiper bielskiego zespołu poradził sobie z jego uderzeniem.

Podbeskidzie odpowiedziało stałym fragmentem gry. Po dośrodkowaniu Wojciecha Słomki z rzutu wolnego najwyżej wyskoczył Jan Majsterek – jego strzał głową minął jednak światło bramki.  Kolejna dobra okazja „Górali” nadeszła kilkadziesiąt sekund później. Marcin Urynowicz zdecydował się na uderzenie zza pola karnego i był bardzo blisko zdobycia bramki. Piłka nieznacznie minęła poprzeczkę.

Podbeskidzie szukało swojej szansy

Po godzinie gry spotkanie pozostawało wyrównane. Oba zespoły potrafiły stworzyć zagrożenie, ale brakowało skuteczności pod bramką rywala. Podbeskidzie coraz śmielej szukało swoich okazji, a strzał Urynowicza pokazał, że „Górale” mogą powalczyć o komplet punktów w Łodzi.

W międzyczasie o swoim potencjale ofensywnym starali się przypominać miejscowi. Pewnie między słupkami spisywał się jednak młody golkiper „Górali”. Minuty mijały, a rezultat się nie zmieniał. W 77. minucie serca bielskich kibiców zadrżały, gdy świetnie przed polem karnym odnalazł się Koki Hinokio. Strzał Japończyka pozostawiał jednak wiele do życzenia, a piłka znacznie minęła bramkę.

Kilka minut przed końcem regulaminowego czasu gry doszło do bardzo groźnego zderzenia Marcina Biernata z Arturem Craciunem. Konieczna okazała się interwencja sztabów medycznych, a defensor „Górali” wrócił plac gry z wyraźnie zakrwiawionym opatrunkiem.

Na domiar złego, kilka chwil później piłka zatrzepotała w siatce Szymona Brańczyka. Po ruzcie rożnym w polu karnym najlepiej odnalazł się Kacper Podliński, czym zapewnił swojej drużynie komplet punktów.

ŁKS Łódź 1:1 (0:0) Podbeskidzie Bielsko-Biała 

Podbeskidzie Bielsko-Biała

Brańczyk – Biernat, Kasperkiewicz, Majsterek, Hirosawa (64′ Iwańczyk), Sitek (51′ Martosz), Sewerzyński (64′ Gach), Urynowicz, Rakoczy (80′ Smoliński), Słomka, Klisiewicz (80′ Shykauka) 

Autor: Zdjęcie autora Mikołaj Lorenz
[email protected]