Piłka nożna

„Góralu, czy ci nie żal…?” Juraj Dančík: Wszyscy byliśmy jedną drużyną

today16.01.2026 13:55

Tło
share close

Po krótkiej przerwie wracamy z serią pt. „Góralu, czy ci nie żal..?”. Naszym dzisiejszym rozmówcą jest Juraj Dančík. Słowacki obrońca, który przez lata z sukcesami reprezentował Podbeskidzie Bielsko-Biała. Razem z klubem wywalczył upragniony awans do Ekstraklasy, ale jego przygoda w naszym kraju rozpoczęła się nieco wcześniej. Pierwsze piłkarskie kroki na polskiej ziemi stawiał w barwach czwartoligowej Skałki Żabnica…. Prezentujemy wam pierwszą część wywiadu, druga ukaże się już niebawem…

„Już w wieku 17 lat byłem w pierwszej drużynie Žiliny”

Mikołaj Lorenz (Radio BIELSKO): Zacznijmy od początku – jak w ogóle zaczynała się ta kariera? Te początkowe lata na Słowacji, związane z Žiliną, były przecież całkiem udane. Jak Pan wspomina swoje pierwsze kroki w futbolu?

Juraj Dančík: Mój brat grał w piłkę, jest ode mnie o kilka lat starszy, więc ja od zawsze grałem z nim i z jego kolegami na podwórku. Dzięki temu bardzo wcześnie zdobyłem dużo piłkarskich umiejętności. Sport był obecny w moim życiu przez cały rok – zarówno zimą, jak i latem. Od samego początku marzyłem o graniu w piłkę. Trafiłem do Žiliny i tam spędziłem całą młodość, a to przecież jeden z najlepszych klubów w Słowacji.

ML: Szybko zadebiutował Pan w pierwszym zespole, ale nie udało się przebić do pierwszego składu. Mimo to zdobyliście przecież wtedy mistrzostwo Słowacji…

JD: Na pewno miałem w Žilinie bardzo dobrych trenerów, którzy mocno stawiali na wprowadzanie młodych zawodników do piłki seniorskiej. Już w wieku 17 lat byłem w pierwszej drużynie Žiliny. Tak jak Pan wspomniał, w drugim sezonie zdobyliśmy mistrzostwo kraju. Co prawda nie rozegrałem wtedy zbyt wielu minut jako młody zawodnik, ale bardzo dużo nauczyłem się od bardziej doświadczonych piłkarzy, których w drużynie było sporo. Do tego dochodziły występy w młodzieżowych reprezentacjach Słowacji, co również bardzo pomogło mi w rozwoju piłkarskim.

„To były bardzo dobre lata, rywalizowaliśmy m.in. z Koszarawą”

ML: Zanim przejdziemy do tego, jak Pan trafił do Polski, chciałbym zapytać o te lata na Słowacji po odejściu z Žiliny. Jak to wyglądało?

JD: Na początku byłem przez półtora roku na wypożyczeniu na drugim poziomie rozgrywkowym na Słowacji. Później wróciłem do Žiliny, ale wtedy uznano, że raczej nie będzie dla mnie miejsca w pierwszej drużynie. Przeniosłem się więc do pobliskiej miejscowości, również do drugiej ligi. Występowałem w zespole FK Kysucký Lieskovec. Niestety później pojawiły się tam problemy finansowe i kolejne lata to była już trzecia i czwarta liga. Wtedy właśnie dostałem propozycję transferu do Skałki Żabnica, która po awansie szukała zawodników.

ML: I nagle trafił Pan do czwartoligowej Skałki Żabnica, to był chyba dość nieoczywisty wybór. Jak do tego właściwie doszło?

JD: Miałem tam dwóch kolegów, którzy już grali w tym klubie. Ojciec jednego z nich pomagał właścicielowi klubu w sprowadzaniu zawodników ze Słowacji. Po awansie uznano, że pierwszym krokiem powinno być wzmocnienie zespołu. Znali nasze umiejętności, było tam jeszcze kilku chłopaków z Žiliny. Żabnica była oddalona o około 60 kilometrów, dojazd był w miarę szybki. Jeździliśmy po kilka razy w tygodniu plus mecze. Warunki do treningu były dobre, finansowo też to dobrze wyglądało, więc zdecydowałem się na ten ruch. Z czasem było tam już bardzo dużo Słowaków – jeździliśmy nawet na kilka samochodów (śmiech). Później nawet trener i masażysta byli ze Słowacji, można powiedzieć, że powstał tam cały słowacki zaciąg.

ML: To był złoty okres w historii Skałki…

JD: Tak to były bardzo dobre lata, rywalizowaliśmy m.in. z Koszarawą Żywiec, gdzie trenerem był Marcin Brosz. Grali tam tacy zawodnicy jak Krzysztof Bizacki, Maciej Szmatiuk czy Rafał Jarosz. Oni wtedy zrobili awans, a my zakończyliśmy na drugim miejscu…

Grzegorz Więzik regularnie oglądał mecze Skałki”

ML: Awansu do trzeciej ligi nie udało się zrobić, ale Pan został zauważony przez Podbeskidzie. To były przecież czasy gdy klub bardzo mocno obserwował lokalny rynek piłkarski… Jak wyglądały kulisy tego transferu?

JD: Zgadza się, w tamtym czasie było bardzo dużo obserwacji meczów trzeciej i czwartej ligi. Wówczas Podbeskidzie było jeszcze typowym klubem regionalnym, więc kiedy tam dołączyłem w sezonie 2007/08, w drużynie było wielu zawodników z najbliższych okolic. Ten zaciąg zawodników był mocno regionalny – Podbeskidzie funkcjonowało wtedy jako klub oparty na piłkarzach z lokalnych boisk. Pamiętam, że śp. Grzegorz Więzik regularnie oglądał mecze Skałki, przyjeżdżał na spotkania i szybko zauważył, że mogę się nadawać do gry na wyższym poziomie.

ML: A jak Pan wspomina wejście do szatni Podbeskidzia?

JD: Myślę, że te relacje polsko-słowackie zawsze były bardzo dobre, dlatego w szatni nie było żadnych problemów. Nie odczuwałem też bariery językowej – wiele słów jest podobnych, różnice nie są duże, dzięki czemu bardzo szybko odnalazłem się w zespole i wszystko świetnie funkcjonowało 

ML: Przez szatnię Górali przewinęło się przecież kilku Pana rodaków, do Bielska przenosił się Pan razem z Martinem Matúšem, później dołączył za to jeden z najbardziej rozpoznawalnych piłkarzy Górali z tamtych lat – Richard Zajac… Miałem okazję z nim niedawno rozmawiać i wspominał, że na początku sporo mu Pan pomagał…

JD: Tak było. Wiadomo, że gdy do drużyny przychodzi zawodnik ze Słowacji, wszystko wygląda trochę inaczej. To dla niego nowe środowisko, więc trzeba mu pomóc, coś wytłumaczyć – zwłaszcza że na początku nie miał jeszcze dobrze opanowanego języka. Pomagaliśmy również w sprawach organizacyjnych, między innymi z mieszkaniem. Myślę, że dzięki temu od samego początku panowały bardzo dobre relacje. Ja zresztą jestem osobą, która nie szuka konfliktów i zawsze stara się utrzymywać dobre kontakty, dlatego także z Richardem Zajacem od razu te relacje też były dobre.

ML: A to pomaga, gdy w zagranicznym klubie ma się rodaka w szatni?

JD: Trudno tak powiedzieć ale wydaje mi się, że w moim przypadku wkomponowanie się w drużynę przebiegło bardzo szybko. Nie dzieliłem się na grupy – czy to Polacy, czy Słowacy. Wszyscy byliśmy jedną drużyną i ciągnęliśmy ten wózek w jednym kierunku. Dla mnie nie miało znaczenia, czy rozmawiam z Polakiem, czy ze Słowakiem – do każdego podchodziłem tak samo.
 
 
To jeszcze nie wszystko! Już niedługo na naszej stronie pojawi się druga część wywiadu z Jurajem Dančíkiem. Porozmawialiśmy o wspomnieniach związanych z awansem do Ekstraklasy, wróciliśmy do pamiętnego półfinału Pucharu Polski z Lechem, nie zabrakło także nieco świeższych wątków. Nie zapomnieliśmy powiem o wieloletnim pobycie w BKS-ie – o tym również będzie w drugiej części…
 
A jeśli wciąż macie niedosyt, to TUTAJ możecie sprawdzić poprzednie rozmowy z cyklu pt. „Góralu, czy ci nie żal…?”
 

———–

Płatna współpraca

Fani sportu możliwość skorzystania z promocyjnej oferty przygotowanej przez zakłady bukmacherskie Betters. Promocja „Zawsze +10% do depozytu” gwarantuje każdemu zarejestrowanemu użytkownikowi dodatkowe 10% wartości wpłaconych środków po dokonaniu depozytu zgodnie z regulaminem. Bonus przyznawany jest automatycznie, a szczegółowe zasady promocji, w tym minimalna kwota wpłaty oraz warunki obrotu, dostępne są na oficjalnej stronie Betters w zakładce promocje.

 
 

Autor: Mikołaj Lorenz