powiat cieszyński

Przeszedł 500 kilometrów dla chorego wnuka

today17.08.2026 10:19

Tło
share close

65-letni Jan Baranik przeszedł około 500 kilometrów górami, by pomóc swojemu 10-letniemu wnukowi. W niedzielę Dziadek Olinka dotarł do Ustronia, kończąc wyjątkowo trudną wyprawę. Po drodze trafił do szpitala z powodu poważnego odwodnienia i zaburzeń elektrolitowych. Po kilku dniach regeneracji wrócił jednak na trasę. Na mecie czekał na niego Olinek.

Dziadek Olinka

Jan Baranik wyruszył 28 lipca z Wołosatego. Trasa została zaplanowana indywidualnie i prowadziła przez polskie góry aż do Ustronia. Była to już czwarta piesza wyprawa, którą podjął, aby nagłośnić historię wnuka i wesprzeć zbiórkę pieniędzy na jego rehabilitację.

Lekarze nie dawali mu większych nadziei na chodzenie

Historia samego Jana Baranika również jest niezwykła. 65-latek dwukrotnie zmagał się z chorobą nowotworową i przeszedł poważną operację kręgosłupa. Po zabiegu, jak wspomina, lekarze nie dawali mu większych nadziei na to, że będzie jeszcze chodził. Dziś pokonuje setki kilometrów, by pomóc jedynemu wnukowi.

Dziadek i Olinek na mecie wyzwania w Ustroniu

Olinek urodził się jako skrajny wcześniak, w 27. tygodniu ciąży. Jeszcze przed narodzinami przeszedł siedem operacji prenatalnych związanych z ratowaniem funkcji nerek. Chłopiec zmaga się z czterokończynowym mózgowym porażeniem dziecięcym, wadą układu moczowego, autyzmem oraz ADHD. Potrzebuje intensywnej rehabilitacji i specjalistycznych terapii. Według rodziny ich roczny koszt sięga około 270 tys. zł.

Wyprawę przerwał pobyt w szpitalu

Tegoroczna wędrówka omal nie zakończyła się przed czasem. Po około tygodniu marszu, przy bardzo wysokich temperaturach i dużych przewyższeniach, stan Jana Baranika gwałtownie się pogorszył. Nie był w stanie przyjmować jedzenia ani płynów. Trafił do szpitala w Lesku z odwodnieniem, zaburzeniami elektrolitowymi i niebezpiecznie niskim poziomem potasu.

Myślałem, że to chwilowe osłabienie. Że odpocznę, pójdę do cienia, napiję się wody i siły wrócą. Niestety, organizm wiedział swoje. Nie mogłem zjeść nawet gryza kanapki ani wypić łyka wody. Wszystko w żołądku mi się zaciskało, a jeśli już udało się coś przełknąć, pojawiały się wymioty. Na szczęście w szpitalu w Lesku udzielono mi pomocy i otoczono mnie opieką. Po lekach, kroplówkach oraz kilku dniach odpoczynku i regeneracji wróciłem na szlak – opowiada Jan Baranik.

Na ostatnim etapie wyprawy nie szedł już samotnie. Towarzyszył mu Tomasz Pełczyński ze Stowarzyszenia Beskida, który zdecydował się wesprzeć 65-latka po informacji o jego problemach zdrowotnych.

Olinek czekał na dziadka w Ustroniu

Finał nastąpił w niedzielę na stacji Ustroń Zdrój. Na Jana Baranika czekał przede wszystkim jego wnuk, dla którego podjął całe wyzwanie. Byli tam również przedstawiciele ustrońskiego samorządu oraz góralska kapela. Wspólnie odliczano ostatnie metry liczącej około 500 kilometrów wyprawy.

 

Celem przedsięwzięcia od początku było nie tylko pokonanie trasy, ale przede wszystkim zwrócenie uwagi na potrzeby Olinka i zebranie środków na jego dalszą rehabilitację.

Zbiórkę można wesprzeć pod adresem: pomagam.pl/dlaolinka

Olinek potrzebuje wsparcia

Autor: Zdjęcie autora Izabela Janoszek
[email protected]