Bielska piłka

NA GWIZDEK: Piotr Szypuła. „Nie sądziłem, że zajdę tak daleko”

today09.10.2026 11:24

Tło
share close

Od pierwszych kroków w roli arbitra, aż po największe stadiony w kraju. Dziś ma na koncie ponad tysiąc poprowadzonych spotkań, mecze na szczeblu centralnym i 13 lat doświadczenia w sędziowskim fachu. Przez te wszystkie lata nie brakowało również trudniejszych momentów, kontrowersji boiskowych i medialnego rozgłosu. Piotr Szypuła z Kolegium Sędziów Bielsko-Biała jest gościem naszego cyklu NA GWIZDEK. Opowiada o początkach swojej przygody, najważniejszych meczach oraz momentach, w których musiał zmierzyć się z krytyką.

Zanim chwycił za gwizdek…

Jego przygoda z gwizdkiem rozpoczęła się nieco przypadkowo. Zanim wszedł na sędziowską ścieżkę, grał w piłkę. Swoje pierwsze kroki stawiał w UKS-ie Kozy, a więc w klubie, w którym dziś pełni funkcję wiceprezesa i koordynatora. Następnie trafił do miejscowego Orła, a w międzyczasie zaliczył także epizod w Rekordzie Bielsko-Biała. Co ciekawe, w Cygańskim Lesie miał okazję dzielić szatnie z obecnym kapitanem Ruchu Chorzów

– Naturalnie przechodziliśmy wszyscy do Orła Kozy. Tam było kopanie – bo nie nazwę tego graniem – w trampkarzach i juniorach…  Przez rok był też epizod w Rekordzie, gdzie miałem możliwość grać m.in. z Szymkiem Szymańskim, z którym teraz często spotykam się na pierwszoligowych boiskach. – wspomina.

„Myślałem też nad studiami dziennikarskimi”

Później rozpoczęła się przygoda sędziowska… – Szukałem jakiegoś sposobu na pozostanie przy piłce – mówi. Zobaczył ogłoszenie o rozpoczynającym się kursie sędziowskim. Zapisał się, choć na pierwszych trzech zajęciach się nie pojawił. -Przyszedłem dopiero na czwarte spotkanie, zapytałem się wtedy prowadzącego, Sławka Kowalewskiego, czy mogę dołączyć w trakcie. Zgodził się – i tak już zostałem do końca – zdradza.

Piotr Szypuła nie ukrywa, że na początku swojej drogi mógł liczyć na ogromną pomoc brata, który zwyczajnie woził go na kursy sędziowskie, gdyż on sam był wówczas jeszcze niepełnoletni. Być może to właśnie dzięki niemu, nasz rozmówca może być dziś rozjemcą na największych polskich stadionach – Przy dużym wsparciu brata udało się ten kurs sędziowski skończyć i też dzięki jego  „naciskom” spróbowałem swoich sił w tym fachu. – docenia po latach.

Jak sam mówi, sędziowanie to nie była jedyna „opcja”, aby pozostać w piłce. W młodości próbował swoich sił także w dziennikarstwie. Początkowo właśnie to miał być sposób na to, by wciąż być blisko futbolu. – Pisałem wtedy teksty dla Beskidzkiej Piłki, myślałem też nad studiami dziennikarskimi – wspomina…

„Nie marzyłem, że będę uczestniczyć w najważniejszych meczach w Polsce”

Ostatecznie stanęło na sędziowaniu. Jak czas pokazał, była to bardzo dobre decyzja. Dziś Szypuła jest jednym z czołowych arbitrów wywodzących się z naszego regionu. Za sobą – w różnych boiskowych rolach – ma spotkania największych polskich klubów. Nie ukrywa jednak, że zaczynając, nie spodziewał się, że zajdzie aż tak daleko.

– Na pewno rozpoczynając, nie sądziłem, że zajdę na poziom Ekstraklasy czy 1. ligi. Początkowo te ambicje polegały na tym, żeby być po prostu coraz wyżej… i rok po roku wspinać się na wyższe klasy rozgrywkowe. Aczkolwiek nie marzyłem na pewno wtedy o tym, że będę uczestniczyć w najważniejszych meczach w Polsce – mówi.

Mimo to niemal od razu poczuł, że jest to zajęcie, w którym odnajduje się bardzo dobrze. – Szybko złapałem „zajawkę”. Spotkałem na samym początku Pawła Suska, który też pochodzi z Kóz, złapaliśmy kontakt i Paweł od początku zaraził mnie sędziowaniem. Z każdym meczem czułem, że to będzie to – wspomina po latach.

„Były takie małe chwile zwątpienia”

Życie sędziego potrafi być trudne. Prowadząc w ciągu całego sezonu kilkadziesiąt spotkań, wręcz niemożliwe jest, aby ustrzec się błędów. To one, w połączeniu późniejszymi reakcjami trybun, czy też samych zawodników, potrafią sprawić, że młodzi sędziowie szybko rzucają gwizdek w kąt. Naszego rozmówcę zapytaliśmy, czy miewał takie momenty, w których zastanawiał się, „czy to jeszcze ma jeszcze sens” – Były takie małe chwile zwątpienia, jednak nigdy nie myślałem w taki sposób, że to nie jest dla mnie, bo jakiś mecz mi nie poszedł... – zaznacza.

Trudniejszym momentem w jego karierze była natomiast kontuzja, z którą zmagał się podczas sezonu 2021/2022. Miał 27 lat i był świeżo po awansie do 2. ligi. Problemy zdrowotne wykluczyły go jednak na dłuższy czas z futbolu. – Przez pół roku nie sędziowałem i w głowie pojawiały się jakieś znaki zapytania. Czy będę w stanie kontynuować swoją przygodę z gwizdkiem, jeżeli te problemy będą się powtarzać – wraca wspomnieniami.

Jak każdy sędzia szczebla centralnego popełniał też błędy. Także te, które były szeroko komentowane w mediach. Pierwszym takim, był pamiętny „gol-widmo” z Nowego Targu. W sezonie 2025/2026 w meczu 4. kolejki Betclic 2. Ligi, w którym Podhale mierzyło się ze Stalą Stalowa Wola, Piotr Szypuła uznał bramkę… której nie było. 

O sytuacji momentalnie zaczęły rozpisywać się media, a on sam musiał zmierzyć się ze sporą falą krytyki, choć de facto to nie on popełnił błąd w tej sytuacji, a sędzia asystent. Mimo wszystko odpowiedzialność spadła na arbitra głównego. Jak wspomina to po czasie?

– Sytuacja z Nowego Targu jest trochę nietypowa. Ponieważ ja jako lider zespołu sędziowskiego i osoba, która firmuje wszystkie decyzje własnym nazwiskiem, w tej sytuacji akurat nie popełniłem błędu, to był błąd asystenta. Natomiast to ja musiałem wziąć za to odpowiedzialność. Pierwszy raz zmierzyłem się z taką skalą niepochlebnych artykułów płynących praktycznie ze wszystkich mediów na mój temat. Starałem się tego nie przeglądać, aczkolwiek skala tego błędu była taka, że nie dało się tego nie zauważyć. Przeglądając internet, sam „wyskakiwałem sobie z tej lodówki”. – mówi po czasie.

„Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby ktoś drwił z naszych decyzji”

W ostatnim czasie ponownie zrobiło się o nim głośno, choć tym razem okoliczności były już nieco inne. Na początku września podczas spotkania Pucharu Polski pomiędzy Stalą Stalowa Wola a Zawiszą Bydgoszcz czerwoną kartkę z jego rąk obejrzał Mateusz Stępień. Uwagę przykuł jednak fakt, w jaki sposób doszło do tego wykluczenia.

Szypuła najpierw napomniał zawodnika za próbę wymuszenia rzutu karnego, a po kilku sekundach ponownie ukarał go żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką – tym razem za okazywanie dezaprobaty z jego decyzji. Nagranie z całego zajścia momentalnie stało się viralem i zostało obejrzane już blisko 1,5 miliona razy.

 

– Ta sytuacja została dobrze oceniona i zakwalifikowana czy to przez obserwatorów, czy przez osoby decyzyjne. W naszym gronie sędziowskim też spotkała się z aprobatą. Była to nietypowa sytuacja, bo rzadko kiedy zawodnik dostaje dwie żółte kartki w odstępie kilku sekund. Po czasie postąpiłbym tak samo, ponieważ my jako sędziowie nie możemy sobie pozwolić na to, żeby ktoś drwił z naszych decyzji i w niesportowy sposób, okazywał swoje niezadowolenie – zaznacza nasz rozmówca.

„30 tysięcy kibiców na trybunach, niesamowita oprawa…”

Za nim 13 lat w roli sędziego. W tym czasie poprowadził ponad 1000 spotkań, przejechał Polskę wzdłuż i wszerz i spotkał niezliczoną liczbę osób. Cała masa wspomnień, emocji oraz decyzji boiskowych. Są jednak mecze, które zapadają w pamięci na dłużej. – Na pewno takim spotkaniem, w którym miałem okazję być uczestnikiem jako sędzia techniczny jest Wisła Kraków – Legia Warszawa. To był mecz, do którego wracam pamięcią. – nie ukrywa nasz rozmówca.

– Pierwszy raz na tym meczu byłem jeszcze na studiach, żeby zobaczyć, jak wygląda z perspektywy trybun. A po trzech czy czterech latach byłem już jego uczestnikiem… 30 tysięcy kibiców na trybunach, niesamowita oprawa. To był bodajże mój drugi albo trzeci mecz jako sędzia techniczny w Ekstraklasie – dodaje.

Na swoim koncie ma także „duże” spotkania, które prowadził jako sędzia główny, wśród tych, które zapadły mu szczególnie w pamięci wymienia między innymi pierwszoligowe starcie GKS-u Tychy z Zagłębiem Sosnowiec, derby Śląska pomiędzy Ruchem Chorzów a Polonią Bytom – stawką tego meczu był awans do 2. ligi,  czy też spotkanie Chrobrego Głogów z Wisłą Kraków. – To był najlepszy mecz „na środku”, jaki sędziowałem. Podczas tego meczu byłem na boisku z Angelem Rodado. Myślę, że to chyba najlepszy piłkarz, z którym miałem okazję przebywać na murawie – mówi.

„Najważniejsze jest to, żeby było zdrowie i zabawa z tego wszystkiego”

Poza pracą na boisku rozwija się także jako sędzia VAR. W tej roli sprawdza się na poziomie Betclic 1. Ligi, a także pełni funkcję AVAR-a (asystenta sędziego VAR) podczas spotkań PKO BP Ekstraklasy. W ostatnich dniach koordynował natomiast szkolenia sędziów z tego zakresu, które odbywały się na obiekcie w Wapienicy. 

W ostatnich latach uczestniczył także w czterech zgrupowaniach sędziowskich w Turcji. Prowadził mecze na turniejach w Portugalii i Norwegii. Na koncie ma również spotkania międzypaństwowych drużyn młodzieżowych. A jakie cele stawia sobie na najbliższe lata?

– Celem też jest przede wszystkim to, żeby być cały czas blisko tego wszystkiego. Awanse i inne kwestie też są ważne, ale najważniejsze jest to, żeby było zdrowie, zabawa z tego wszystkiego i przede wszystkim dalsza możliwość poznawania fajnych ludzi, przeżywania emocji i robienia tego, co się lubi. – kończy nasz rozmówca.

Czytaj także:

Autor: Zdjęcie autora Mikołaj Lorenz
[email protected]