Piłka nożna

Zwycięstwo wymknęło się z rąk. Dublet Klisiewicza nie wystarczył

today08.08.2026 22:08

Tło
share close

Na ten moment kibice Podbeskidzia Bielsko-Biała czekali dwa długie lata. Pierwszoligowa piłka w końcu powróciła na Stadion Miejski. Domowa inauguracja sezonu przypadła na spotkanie z Lechią Gdańsk. Spotkanie ostatecznie nie przyniosło rozstrzygnięcia, a oba zespoły musiały podzielić się punktami.

Podbeskidzie wróciło na Stadion Miejski

Na pierwszy domowy mecz „Górali” trzeba było trochę poczekać. Na początku rozgrywek podopieczni Marcina Włodarskiego dwukrotnie rywalizowali na wyjeździe – najpierw w Legnicy, później w Mielcu. Pierwsze minuty spotkania z Lechią Gdańsk nie należały jednak do specjalnie udanych.

To przyjezdni wydawali się być lepiej poukładanym zespołem, a z biegiem czasu pod polem karnym Szymona Brańczyka robiło się coraz groźniej. W 8. minucie pierwsze poważne zamieszanie stworzył Camilo Mena. Piłka po jego uderzeniu minęła jednak światło bramki. Na kolejne uderzenie przyszło poczekać do 18. minuty, wówczas swoich sił z dystansu spróbował Jakub Adkonis, piłka poszybowała jednak daleko od celu.

Kubeł zimnej wody

Następne minuty nie przyniosły zbyt wielu zmian. Przy piłce przez zdecydowaną większość wciąż utrzymywała się Lechia. Po uływie dwóch kwadransów posiadanie piłki wynosiło 73% do 27%, co dobitnie ukazywało obraz gry. Goście długo nie potrafili jednak przełożyć tego na konkrety… aż do 35. minuty. 

Autorem pierwszego trafienia dla przyjezdnych był Igor Bambecki, który najlepiej odnalazł się w polu karnym „Górali” po dograniu z bocznej strefy boiska. Stracona bramka podziałała jednak pozytywnie na zespół Marcina Włodarskiego.

Wyrównanie przed przerwą

Po długich 41. minutach bez strzału na bramkę Szymona Weiraucha, impas przełamał Daniel Pietraszkiewicz. Po jego uderzeniu, interweniujący golkiper odbił piłkę na rzut rożny.

To właśnie stały fragment przyniósł wyrównanie. Dośrodkowanie z narożnika wykorzystał Lucjan Klisiewicz. Rosły napastnik szansę na bramkę miał także kilka chwil później, tym razem jego uderzenie głową minęło cel. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się remisem 1:1.

Po zmianie stron działo się niewiele

Po zmianie stron na murawie fajerwerków zdecydowanie nie było. Kibice zebrani na trybunach wciąż oglądali dość zamknięty mecz. Sytuacji po obu stronach było jak na lekarstwo. Pojedyńcze próby Lechii kończyły w rękach Szymona Brańczyka, bądź daleko w trybunach. Odpowiedzi ze strony Podbeskidzia próżno było natomiast szukać.

Bardzo aktywny po swoim wejściu na murawę był Bartosz Martosz. Koledzy chętnie posyłali w jego kierunku futbolówkę, a ten próbował swoich sił w pojedynkach biegowych z defensorami. O konkretach nie było jednak mowy. Minuty mijały, a końcowy gwizdek zbliżał się nieubłaganie. 

Radość nie trwała długo

Gdy coraz więcej wskazywało na to, że obie ekipy podzielą się punktami, sprawy w swoje ręce ponownie zabrał Lucjan Klisiewicz. Podobnie, jak w pierwszej połowie, bramka wpadła po uderzeniu głową. Radość miejscowej publiczności nie trwała jednak zbyt długo. Ledwie trzy minuty później do wyrównania po uderzeniu z dystansu doprowadził Tomasz Wójtowicz. Jak czas pokazał, było to ostatnie trafienie w tym spotkaniu. 

Podbeskidzie Bielsko-Biała : (1:1) Lechia Gdańsk

0:1 Bambecki (35′)

1:1 Klisiewicz (42′)

2:1 Klisiewicz (82′)

2:2 Wójtowicz (85′)

Podbeskidzie Bielsko-Biała

Brańczyk – Sochań, Kasperkiewicz (46′ Gach), Biernat, Urynowicz, Sewerzyński, Kolanko (46′ Sitek), Pietraszkiewicz (62′ Hirosawa), Słomka Shykauka ( 62′ Martosz), Klisiewicz

Autor: Zdjęcie autora Mikołaj Lorenz
[email protected]