Listeners:
Top listeners:
play_arrow
Radio BIELSKO Przeboje non-stop
play_arrow
Radio EXPRESS FM Prawdziwa Lokalna Stacja
play_arrow
Radio DISCO Zawsze w rytmie!
play_arrow
Radio MEGA Mega Przeboje!
play_arrow
Radio NUTA Same dobre nuty!
Przemysław Węgrzyn, znany również jako „Węgorz” na co dzień reprezentuje barwy Błyskawicy Kończyce Wielkie, występującej w skoczowskiej A-Klasie. Rozpoznawalność w dużej mierze zawdzięcza jednak nie piłce, a twórczości internetowej. Na swoim kanale na YouTubie w niespełna 3 lata uzbierał niemal pół miliona subskrybentów… Niedawno został ogłoszony „Galaktycznym Influencerem”, a co za tym idzie, już za niespełna miesiąc weźmie udział w niezapomnianym wydarzeniu piłkarskim Galacticos Show. Z tej okazji porozmawialiśmy o tym, co czeka nas już 25 kwietnia na Superauto.pl Stadionie Śląskim w Chorzowie, ale nie zabrakło również lokalnych tematów…
Mikołaj Lorenz (Radio BIELSKO): Już niedługo odbędzie się Galacticos Show – niepowtarzalne wydarzenie, w którym ty również weźmiesz udział. Może nie wystąpisz u boku Ronaldinho, czy Tottiego, ale z pewnością będziesz bardzo blisko całego przedsięwzięcia, jak właściwie do tego doszło, że znalazłeś się w gronie „Galaktycznych Influencerów”?
Przemysław Węgrzyn: Z tego, co słyszałem, byłem pierwszym influencerem, do którego zadzwonili. Prawdopodobnie dlatego, że na wcześniejszym evencie, czyli Ronaldinho Show, poznałem organizatorów trochę bliżej i dzięki temu mogli zobaczyć, jaki wpływ na młodzież mają influencerzy – choć nie lubię się tak określać (śmiech). Rok temu dla mnie osobiście ogromnym zaskoczeniem było, że obok mnie przechodził Kuba Błaszczykowski, czy trener Adam Nawałka, a dzieci krzyczały: „Węgorz, chodź, zrób zdjęcie, daj autograf!”. To pokazuje, że czasy troszkę się zmieniły.{…} Sam event i możliwość wzięcia w nim udziału to dla mnie ogromne wyróżnienie, szczególnie że będę mógł zobaczyć z bliska zawodników, których oglądałem jako dziecko — takich jak Pires, Ronaldinho, Totti, Makelele, czy Antonio Valencia, na którego bardzo czekam, bo „od dziecka” jestem kibicem Manchesteru United, więc sam fakt uczestnictwa w tym przedsięwzięciu jest dla mnie naprawdę wyjątkowy. To miłe i dzięki temu widzę, że to, co robię w internecie ma jakiś większy sens…
M.L: Jako ambasador całego wydarzenia będziesz miał również okazję wybiec na murawę Superauto.pl Stadionu Śląskiego w Chorzowie, to dla ciebie duże przeżycie?
P.W: Zdecydowanie tak. Sam fakt, że jako „Galaktyczny Influencer” będę mógł wziąć udział w treningu i wyjść na boisko z tymi gwiazdami, to naprawdę spełnienie marzeń. A do tego na tak gigantycznym stadionie – w „Kotle Czarownic”, czyli na Stadionie Śląskim — to będzie dla mnie prawdziwy ewenement. Podchodzę do tego też trochę inaczej, bo kiedyś w swojej przygodzie piłkarskiej reprezentowałem Ruch Chorzów. Stadion Śląski w Chorzowie ma więc dla mnie wyjątkowe znaczenie — mam z nim naprawdę fajne wspomnienia, lubię chodzić na ten obiekt. To naprawdę fajny stadion, a samo wydarzenie mam nadzieję będzie równie świetne. Gdyby udało się założyć np. jakąś „dziurkę” Ronaldinho, byłoby naprawdę ciekawie… (śmiech).
M.L: Czyli stadion w Chorzowie budzi w tobie dodatkowe emocje?
P.W: Tak, lubię bardzo atmosferę na nim. Wiem, że wiele osób może mówić, że na Stadionie Śląskim nie jest ona taka jak na Narodowym — inni z kolei twierdzą dokładnie odwrotnie. Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że mam z tym miejscem naprawdę świetne wspomnienia. Oglądałem tam kilka meczów, a dodatkowo, kiedy grałem w Ruchu Chorzów, mieliśmy okazję występować na bocznym boisku – obok stadionu. Pamiętam, że jako dzieciak grałem dosłownie kilkadziesiąt metrów od tego olbrzyma i widziałem go cały czas w tle. To robiło ogromne wrażenie — każdy z nas marzył wtedy, żeby kiedyś móc na nim zagrać. Do tej pory nie miałem okazji tam wystąpić, ale już niedługo się to zmieni.
M.L: A na kogo ty najbardziej czekasz, oczywiście poza głównymi bohaterami całego wydarzenia?
P.W: Tak jak wspomniałem przed chwilą, bardzo czekam na Antonio Valencię. Jako kibic Manchesteru United dorastałem, oglądając jego grę, więc jestem ciekaw, jak zaprezentuje się teraz. Zawsze był zawodnikiem, który wyróżniał się ogromną szybkością, dobrym dośrodkowaniem i strzałem. Na boisku pojawią się takie nazwiska jak Edgar Davids czy Claude Makelele — czyli absolutne legendy środka pola. Jeśli chodzi o Polaków, to w pierwszym składzie najprawdopodobniej zobaczymy Jacka Krzynówka i Kubę Błaszczykowskiego. Gdy słyszę nazwisko Krzynówek, od razu mam przed oczami jego pamiętną bramkę z Portugalią — tę, po której piłka odbiła się od słupka, potem od pleców bramkarza i wpadła do siatki. Zawodników do oglądania będzie naprawdę mnóstwo, ale jeśli miałbym kogoś wyróżnić, to na pewno Antonio Valencia, polski duet w pierwszym składzie, Davids, Makelele, no i jestem też bardzo ciekaw Roberta Piresa.
M.L: Na co dzień w skoczowskiej A-Klasie występujesz na nieco mniej kameralnych obiektach. Jak się odnajdujesz na amatorskim poziomie, jako osoba rozpoznawalna. Pojawiają się czasami jakieś docinki? Zdarza się, że obrońcy specjalnie na ciebie „polują”?
P.W: Właściwie nie czuję, żeby ktoś na mnie specjalnie „polował”. Czasami jest wręcz odwrotnie — po meczu zdarza się, że zawodnicy podchodzą i mówią: „Cześć, Przemek, fajnie się grało… Zrobiłbyś sobie zdjęcie z moim synem?”. Jako osoba rozpoznawalna w sieci czuję też większą odpowiedzialność — staram się nie robić głupot na boisku. Czasami ktoś coś powie i ma się ochotę odpowiedzieć ostrzej, ale trzeba pamiętać, że gdy przychodzą na trybuny młodsi fani, to trzeba im dawać dobry przykład. {…} Natomiast jeśli chodzi o jakąś szyderę w szatni, to wiadomo, że chłopaki czasami robią sobie z tego „jaja” i jak mnie nie ma na treningu, to żartują, mówiąc: „Po co będziesz trenować, jak dodasz filmik z meczu, jak strzelisz bramkę i będzie po sprawie?…”. Ale to wszystko wynika tylko z tego, że mamy w Błyskawicy wyjątkową atmosferę. Mogę powiedzieć z ręką na sercu, że nigdy wcześniej nie byłem w zespole, który miałby taką atmosferę. Młodsi zawodnicy i ci bardziej doświadczeni potrafią znaleźć wspólny język, nie ma złej krwi, każdy pomaga drugiemu. Na boisku jesteśmy jak rodzina — dosłownie każdy gotów jest „iść w ogień” za kolegą.
M.L: Podokręg Skoczów ma więcej medialnych postaci. Jest przecież jeszcze Adam Targowski…
P.W: Tak, Adaś jest sędzią i zawsze się śmiejemy między sobą, gdy sędziuje nasze mecze. Wymieniamy wtedy uśmiechy, rozmawiamy… My też znamy się od lat… Jakby tak na to spojrzeć, to ten Podokręg Skoczów ma mocną reprezentację w internecie.
M.L: A jak drużyna odbiera to, że na waszych spotkaniach pojawia się kamera i ich występy ogląda później masa ludzi na YouTubie? Czy to powoduje, że w szatni jest dodatkowa motywacja?
P.W: Na początku było to na pewno dla nich trochę dziwne i nikt nie wiedział czego się spodziewać. Trzeba sobie powiedzieć szczerze, że większość osób nie ma na co dzień styczności z kamerą. Później, jak dodałem jeden filmik, drugi i tak dalej… Wszyscy zaczęli tym trochę żyć, czytać te komentarze. Wiadomo, jak to bywa w A-Klasie, jak ktoś popełnił jakiś błąd na boisku. Później śmialiśmy się z tego w szatni i wysyłaliśmy sobie nagrania na naszej grupie. Myślę, że teraz działa to trochę na zasadzie motywacji — wszyscy wiemy, że jeśli coś się wydarzy, zostanie nagrane, więc każdy stara się nie popełniać głupstw i dawać z siebie wszystko. Czasami sprawia to nawet, że wykonuje się ten jeden dodatkowy sprint, żeby wrócić na swoje miejsce, bo później można sprawdzić, kto nie wrócił lub dlaczego powstała jakaś luka.
M.L: A tak zmieniając temat, jak to się w ogóle stało, że zacząłeś nagrywać filmy na YouTubie? To było stosunkowo niedawno temu, prawda?
P.W: Tak, ja swoją przygodę na YouTubie rozpocząłem niespełna 3 lata temu i patrząc na to, jak szybko udało się zgromadzić tylu subskrybentów, mogę powiedzieć, że mój kanał jest jednym z najszybciej rozwijających się kanałów „około piłkarskich” — a mówię „około piłkarski”, bo oprócz materiałów stricte piłkarskich pojawiają się tam też treści związane z grami, takimi jak EA FC (dawniej FIFA – przyp. red.) czy FC Mobile… A jeśli chodzi o moje początki i o to, jak się to właściwie zaczęło to pasję do piłki miałem zawsze, ale na moim kanale zaczynałem od gamingu. Żeby poznać cały kontekst, musimy cofnąć się około trzy lata. Wtedy pracowałem w marketingu i tworzyłem reklamy dla firm. Przed świętami powiedziano nam, że mamy imprezę firmową. Dostaliśmy „prezent” – dowiedzieliśmy się, że nasz projekt zostaje zamknięty – wszyscy dostaliśmy wypowiedzenia. Rozmawiałem wtedy z moim przyjacielem Filipem, znanym w internecie jako Yoshi. Zapytał mnie: „Nie uważasz, że to dobry moment, żeby zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę?”. Uznałem, że to dobry pomysł, ale nie wiedziałem, jak się do tego zabrać. Miałem trochę odłożonych pieniędzy i potrzebowałem tylko wsparcia. I tu ogromna chwała dla Yoshi’ego — pomógł mi na początku, pokazał jak to wszystko działa. Czułem wsparcie osoby, która zna się na tym od lat i ma ponad milion subskrypcji, więc wiedziałem, że to, co mówi, naprawdę działa.
M.L: Tak jak mówisz, nie zaczynałeś od piłkarskiego kontentu, co w takim razie sprawiło, że poszedłeś w tę stronę?
P.W: Początkowo nagrywaliśmy gry, ale po kilku tygodniach zauważyliśmy, że zainteresowanie spada. Wtedy Filip powiedział: „Węgorz, Ty ciągle mówisz o piłce, oglądasz mecze, trenujesz… dlaczego by nie zrobić czegoś z piłką nożną?”. Nie wiedziałem, jak zacząć, ale Filip od razu zaoferował pomoc — powiedział, żebym wymyślił pierwszy odcinek, a on ogarnął montażystę, operatora, pożyczył sprzęt itp… Tak powstał pierwszy materiał piłkarski na moim kanale. Od tego czasu regularnie dodaję kolejne filmy, starając się je ulepszać i wplatając lokalne elementy, np. mecze skoczowskiej A-Klasy (śmiech). Tak naprawdę to wszystko zaczęło się od tego, że dostałem wypowiedzenie z pracy. Ta sytuacja otworzyła drzwi do przygody, która trwa do dziś, i mam nadzieję, że będzie kontynuowana jak najdłużej.

M.L: Ale wcześniej – zanim zostałeś YouTuberem – marzyłeś o karierze piłkarza. Zapowiadało się nieźle, na swoim koncie masz występy w Młodej Ekstraklasie w barwach Ruchu Chorzów. Co w takim razie poszło nie tak? Zwyczajnie zabrakło talentu, motywacji, zdrowia, czy wszystkiego po trochu?
P.W: Myślę, że na to wpłynęło wiele czynników. Oczywiście były nadzieje na zostanie piłkarzem i wsparcie najbliższych, więc fundament był solidny. Miałem też okazję zagrać kilka nieoficjalnych sparingów w pierwszej drużynie Ruchu, więc potencjał na pewno był. W pewnym momencie, będąc w Chorzowie, uznałem jednak, że nie ma sensu dalej czekać, bo klub miał bardzo dobry czas, zdobyli wtedy m.in wicemistrzostwo Polski. Poszedłem więc do trzeciej ligi, do Pawłowic. Okazało się, że w tym czasie Ruch wpadł w dołek — dwa lata z rzędu walczyli o utrzymanie, prawie spadli. Kto wie, jakby się to potoczyło, gdybym został rok dłużej. Może udałoby się w końcu dostać szansę. Ale nie ma co gdybać…
M.L: Dziś grasz już typowo hobbystycznie, ale ambicje z pewnością są duże. Przed nami runda wiosenna w naszych lokalnych rozgrywkach. Na co stać Błyskawice Kończyce Wielkie?
P.W: Spójrzmy najpierw na tabelę – obecnie zajmujemy ósme miejsce. Ktoś mógłby pomyśleć, że czeka nas walka o środek tabeli, ale dla osób, które śledzą rozgrywki bardziej uważnie, sytuacja wygląda inaczej – mamy 23 punkty, a lider tylko 29. To daje naprawdę duże pole do manewru i szansę na atakowanie górnej części tabeli. Czekają nas mecze z liderem i wiceliderem. Jeśli uda się im „ukraść” punkty, tabela może bardzo szybko się przetasować. Jesienią ponieśliśmy cztery porażki przy tylko dwóch remisach – gdyby choć część tych porażek zamienić na remisy, bylibyśmy dziś trochę wyżej. Ambicja na ten sezon jest jasna: do każdego meczu podejść na 100% i sprawdzić, co z tego wyjdzie. Celujemy wysoko, a naszym założeniem jest zajęcie w najgorszym przypadku drugiego miejsca. Naturalnie, gdzieś z tyłu głowy myślimy o awansie, ale wszystko zweryfikuje wiosna.
M.L: A kto twoim zdaniem będzie najgroźniejszym przeciwnikiem?
P.W: Patrząc na to, że niedawno rozwiązał się GKS Jastrzębie, znajomi pisali, że Pruchna może na tym sporo zyskać. Nie wiem dokładnie dlaczego, ale może ktoś do nich stamtąd dołączy, więc myślę, że będą groźnym przeciwnikiem. Pierściec to solidny zespół, dobrze przygotowany fizycznie, a mecze z nimi zawsze są walką – nikt nie odstawia nogi, każdy mecz wymaga pełnego zaangażowania. Zwłaszcza u nich na boisku, gdzie przyjdzie nam rozegrać spotkanie, wiadomo, że będzie ciężko. Do tego dochodzą derby, czyli mecz z Kończycami Małymi – takie spotkania zawsze mogą pójść w jedną lub drugą stronę. Wydaje mi się więc, że Pruchna, Pierściec i Kończyce Małe będą największym zagrożeniem. W górnej części tabeli są też Iskra Iskrzyczyn, Olza Pogwizdów, Beskid Brenna, czy Strażak Dębowiec. To pokazuje, że A-Klasa skoczowska jest bardzo wyrównana — każdy może urwać punkty każdemu, a cała runda zapowiada się naprawdę ciekawie…
———–
Artykuł parnerski
Już 25 kwietnia na Superauto.pl Stadionie Śląskim w Chorzowie odbędzie się niezapomniane wydarzenie piłkarskie – Galacticos Show
Autor:
Mikołaj Lorenz
[email protected]
A klasa Skoczów Błyskawica Kończyce Wielkie Przemysław Węgrzyn Top-Sport
Copyright Radio BIELSKO