Inne dyscypliny

Olimpijski stres i flaga w dłoni. Paulina Ligocka: „To było coś spektakularnego”

today07.02.2026 16:50

Tło
share close

Dwadzieścia lat temu – debiut na igrzyskach i rola chorążej podczas ceremonii otwarcia. Dziś sport wciąż jest blisko: w pracy, w domu i na zawodach, na które wraca jako trenerka-współtwórczyni środowiska. W rozmowie z Radiem Bielsko Paulina Ligocka wraca do swoich wspomnień ze startami na igrzyskach, opowiada o swoich najważniejszych wynikach i tłumaczy, dlaczego czasem najlepsze, co można zrobić przed startem, to… zdjąć z zawodnika oczekiwania.

„Impreza najważniejsza w cyklu czteroletnim. I stresogenna”

Mija 20 lat od, Pani premierowego na igrzyskach, występu w Turynie. Jak Pani wspomina tamtą imprezę? 

Wspominam bardzo zacnie. To były moje pierwsze igrzyska. Sam start to było wydarzenie bardzo emocjonujące i stresujące, nie ukrywam. Igrzyska są najważniejsze w cyklu czteroletnim – zawodnicy przygotowują się do nich ze wszystkich starań i wszystkich sił. To impreza ważna, stresogenna, kosztująca dużo energii psychicznej i fizycznej. Każdy stara się dać maksimum. I ja robiłam wszystko, żeby jak najlepiej wypaść – i w Turynie, i później w Vancouver. 

Za nami piątkowa ceremonia otwarcia włoskich igrzysk. Wróciły wspomnienia ceremonii sprzed 20 lat? Polska flaga i Pani jako chorąża – pamięta Pani ten moment?

Dowiedziałam się dosłownie na kilka chwil przed, może parę godzin przed rozpoczęciem, że to ja zostanę chorążym i wprowadzę reprezentację Polski. Byłam zaskoczona – bardzo mile. Czułam się wyróżniona i doceniona. Wiem, że chwilę wcześniej zajęłam też wysoką lokatę w Pucharze Świata i to mogło się do tego przyczynić. A samo wejście… coś spektakularnego, niezapomnianego. Wielkie wydarzenie, mnóstwo kibiców, mnóstwo emocji. Coś pięknego.

A jeśli spojrzeć na całą karierę – co uważa Pani za najważniejsze osiągnięcie?

Myślę, że na pewno zdobycie dwóch medali mistrzostw świata seniorskich. To były brązowe medale – dwa razy z rzędu. To są osiągnięcia naprawdę na topowym poziomie. Ale w snowboardzie bardzo ważne były też imprezy z cyklu Ticket to Ride – tam przyjeżdżali najlepsi z całego świata. I takie zawody udało mi się wygrać w szwajcarskim Laax. Do tego zwycięstwa w Pucharach Świata, każde podium na tej najwyższej randze – to jest coś naprawdę niesamowitego.

Dosyć szybko zaczęłam osiągać te wysokie wyniki. I to pozwoliło mi nieustannie być zmotywowaną: kontynuować, dalej pracować i realizować marzenia.

„Mam nadzieję, że nasi snowboardziści pokażą się z jak najlepszej strony”

Śledzi Pani snowboard na bieżąco?

Tak, jak najbardziej. Z mężem działamy w tym środowisku – bardziej mąż, który  jest trenerem klubu snowboardowego. Przez wiele lat prowadziliśmy młodzież na poziomie krajowym, ale udało nam się też „wystartować” zawodników w Pucharze Europy. Jesteśmy na bieżąco.

Skoro jest Pani da bieżąco, nie mogę nie spytać o ocenę potencjału naszych czołowych snowboardzistów. Aleksandra Król-Walas udowadniała dobrą formę ostatnimi startami przed igrzyskami. Może realnie powalczyć o medal?

 Ja nigdy nie chciałabym kogoś specjalnie „punktować”, bo wiem, że oczekiwania wobec zawodników są zawsze bardzo duże. I bywają na tyle obciążające, że zdarza się, iż zawodnicy nie osiągają tych wyników – czego oczywiście nikomu nie życzę. Życzę wszystkim jak najlepiej. Mam nadzieję, że nasi snowboardziści pokażą się z jak najlepszej strony. Trzymam kciuki.

A Oskar Kwiatkowski, który wraca po bardzo ciężkiej kontuzji? Da się po czymś takim rywalizować na najwyższym poziomie?

Kontuzji było mnóstwo, to nie jest łatwy moment w życiu sportowca – zwłaszcza że bywają długotrwałe i potrafią zostawić niekoniecznie pozytywne wspomnienia. Ale często jest tak, że sportowcy zaciskają zęby i wracają silniejsi psychicznie. Chcą udowodnić sobie i światu, że są w stanie wrócić i reprezentować swój poziom najlepiej, jak potrafią. Tego mu bardzo życzę.

Kończąc – czym na co dzień zajmuje się dziś Paulina Ligocka? 

Pracuję urzędniczo, zajmuję się sportem, jestem naczelnikiem Wydziału Sportu. Sport cały czas jest bardzo bliski mojemu sercu. A prywatnie – też kręcimy się wokół sportu: córka chodzi na lekkoatletykę, syn zaczął jeździć w tym sezonie na snowboardzie, córka też wcześniej. Mam nadzieję, że sport będzie im przynosił dużo radości, pozytywnych emocji i będzie ich dobrze rozwijał.

Autor: Sebastian Snaczke