Bielska piłka

Najlepsze historie z cyklu „Góralu, czy ci nie żal…?”. To trzeba przeczytać jeszcze raz!

today03.04.2026 11:26

Tło
share close

Dzisiejszy epizod cyklu „Góralu, czy ci nie żal…?” będzie nieco inny niż pozostałe. Zwykle wraz z byłymi piłkarzami Podbeskidzia Bielsko-Biała wspominamy sobie ubiegłe lata, sukcesy, a czasami i porażki. Tym razem powspominamy… najciekawsze fragmenty, odbytych już rozmów. Ponad pół roku temu ukazał się pierwszy wywiad z tej serii – to dobry moment, aby się na chwilę zatrzymać i przypomnieć sobie, czego dowiedzieliśmy się na przestrzeni tych miesięcy. Nie brakowało zabawnych anegdot, a także wielu pozytywnych – ale i tych smutnych – wspomnień…

Bartłomiej Konieczny: Czesiu to usłyszał…  „No to wstawać i jeszcze raz”

Na początku warto przypomnieć sobie pewien fragment z pierwszej rozmowy – z  Bartłomiejem Koniecznym. To od tego wywiadu rozpoczęła się ta seria. Nasz rozmówca przytoczył w nim bardzo zabawną anegdotę z czasów, gdy szkoleniowcem Podbeskidzia był Czesław Michniewicz. Okres jego pracy przypadł na pamiętny sezon 2012/13. To pod jego wodzą zespół dokonał cudu i wbrew wszelkiej logice utrzymał się w Ekstraklasie. 

Fragment:

M.L: W sieci krążyła pewna historia z czasów, gdy waszym trenerem był Czesław Michniewicz, że pewnego razu zorganizował wam wyjście do kina na film pt. „Cud w Lake Placid”. Ile jest w tym prawdy?

B.K: Tak, to jest prawdziwa historia… Każdy człowiek do tego może podejść na swój sposób, ja to odebrałem jako coś rewelacyjnego, że tak naprawdę można osiągnąć cudowne rzeczy w sporcie, jeśli się wierzy i jeśli ma się etos pracy. Przede wszystkim kiedy wierzy się trenerowi i idzie się w określonym kierunku, to wówczas jesteś w stanie osiągnąć cel. Dla nas wówczas to było utrzymanie… Faktycznie byliśmy w kinie, obejrzeliśmy ten fajny film, ale z drugiej strony też Czesiu Michniewicz nam to potem „zamontował” na obozie, kiedy się już utrzymaliśmy i te emocje już opadły. To zrobił nam taki „again” z tego filmu. Było tam takie hasło „again”… bo chyba reprezentacja, nie pamiętam czy to była Kanada, czy USA, w tym filmie przegrała z jakąś  niżej notowaną drużyną, gdzie tak naprawdę przygotowywali się do olimpiady. Wiedzieli, że mecz z Rosjanami ich czeka, no to trener ich wziął po meczu, gdy oni byli zmęczeni i zrobił im „again”, czyli jazdę w tę i z powrotem na pełnym gazie na łyżwach od bramki do bramki, aż w końcu jeden zemdlał, drugi się porzygał, a trzeci tam padł na lód. Generalnie chciał im udowodnić, że bez pracy nie ma kołaczy {…} My potem na obozie we Wronkach mieliśmy podobnie. Graliśmy sparing z Olimpią Grudziądz i Czesiu nam zrobił to samo, bo przegraliśmy. O 7. rano przed wyjazdem autobusem mieliśmy „again” na boisku, czyli z piłkami w pełnym gazie w tę i z powrotem. My tacy zmęczeni, ja klęczę, już miałem podobnie jak jeden z tych aktorów i mówię taki, zły, bo każdy był zły…a ja mówię pod nosem „again”.  Czesiu to usłyszał…  „No to wstawać i jeszcze raz”…  także to jest prawdziwa historia i potem sytuacja z filmu była nawet wcielona w prawdziwym życiu.

Cała rozmowa, z której pochodzi ten fragment:

„Góralu, czy ci nie żal…?” Bartłomiej Konieczny: „Czasami było mi wstyd chodzić na zakupy, jak przegraliśmy mecz”

Mariusz Sacha: „Grosik” przed mistrzostwami powiedział,  że on ma wykupione wczasy

Na drugi ogień idzie całkiem „świeża” anegdota przytoczona przez Mariusza Sachę – dla odmiany – ostatniego rozmówcę tej serii. Nie jest ona bezpośrednio związana z Podbeskidziem, jednak z pewnością jest jedną z ciekawszych, jakie padły na łamach tego cyklu. Dotyczy ona sytuacji sprzed niemal dwóch dekad, gdy Sacha był młodzieżowym reprezentantem Polski. W 2007 zagrał na mistrzostwach świata w Kanadzie, dzieląc szatnie z takimi piłkarzami, jak chociażby Grzegorz Krychowiak, czy Wojciech Szczęsny. Niewiele brakowało, a na turniej w ogóle by nie pojechał – pomógł mu Kamil Grosicki

Fragment:

M.L: Na tym turnieju dzieliłeś także szatnie z wieloma zawodnikami, którzy zrobili później ogromne kariery, jak chociażby Grzegorz Krychowiak, Wojciech Szczęsny, Przemysław Tytoń, Bartosz Białkowski i tak dalej… Jak to wspominasz?

M.S: Reprezentowałem młodzieżówki już od 15. roku życia, więc przez te lata przewinęło się w kadrze wielu ciekawych zawodników. Grzesiu Krychowiak i Wojtek Szczęsny trafili do nas tuż przed turniejem. Wojtek był trzecim bramkarzem –  bronił Bartosz Białkowski, a Przemek Tytoń był drugi.  Oni byli bardzo młodzi, byliśmy od nich kilka lat starsi, więc oni trzymali się raczej bliżej trenera, niż nas. Dla nich udział w turnieju był dużym wyróżnieniem. Ich kariery potoczyły się później fantastycznie… Ciekawostka – dlaczego znalazłem się na tych mistrzostwach świata. Grałem w młodzieżowych reprezentacjach praktycznie pięć lat… Na jednym zgrupowaniu pojawił się też Kamil Grosicki. I finalnie to on znalazł się na liście powołanych, a ja nie – byłem na liście rezerwowych. „Grosik” przed mistrzostwami powiedział – nie zapomnę tego nigdy, bo dzięki temu pojechałem (śmiech) – że on ma wykupione wczasy ze swoją dziewczyną i on leci na te wakacje zamiast na mistrzostwa.

M.L: O proszę! Czyli to przez tę decyzję Grosickiego znalazłeś się na turnieju? Niesamowita historia…

M.S: Niewiele osób o tym słyszało, ale pamiętam, że był tam wtedy z nami także śp. Leo Beenhakker. Powiedział, że dopóki on będzie selekcjonerem reprezentacji Polski, to ten chłopak nigdy nie dostanie powołania do kadry.

Cała rozmowa, z której pochodzi ten fragment:

„Góralu czy ci nie żal…?” Mariusz Sacha: Pojechałem na mistrzostwa świata, bo Kamil Grosicki wybrał wakacje

Krzysztof Chrapek: Kolano wykręciło mi się o 45 stopni i wróciło na miejsce

Kolejną, ciekawą – i jednocześnie przykrą – historią, jest ta opowiedziana przez Krzysztofa Chrapka. Być może znów nie dotyczy bezpośrednio klubu z Bielska-Białej, bowiem miała ona miejsce w Poznaniu, ale jest jednym z przykładów, dlaczego kariera tego zawodnika nie potoczyła się tak, jak oczekiwano. Były napastnik Górali (dziś występujący w Sokole Hecznarowice) opowiedział, o sytuacji, gdy zerwał więzadła, a chwilę później, niczego nieświadomo zdobył bramkę!

Fragment:

M.L: Czyli mimo zerwanego więzadła wrócił Pan jeszcze na boisko i zdołał strzelić gola?!

K.Ch: Tak (śmiech). Wróciłem jeszcze na boisko — to było maksymalnie pięć, może dziesięć minut po tym starciu — i udało mi się strzelić bramkę na 1:0. Początkowo myślałem, że to tylko mocne stłuczenie łydki. Jednak przy kolejnym kontakcie z piłką i próbie oddania strzału prawą nogą kolano wykręciło mi się o 45 stopni w bok i wróciło na miejsce. Wtedy już wiedziałem, że coś jest bardzo nie tak. Po powrocie do Poznania badania potwierdziły, że doszło do zerwania więzadeł. Później zaczęła się cała operacja i proces powrotu do piłki. W październiku przeszedłem zabieg, a w lutym pojechałem już z chłopakami na obóz. Rehabilitacja przebiegała dość szybko i ten mój powrót wydawał się iść w dobrą stronę. Wydaje mi się, że w marcu zagrałem już pierwszy mecz, choć nie jestem pewien dokładnych dat…

Cała rozmowa, z której pochodzi ten fragment:

„Góralu czy ci nie żal…?” Krzysztof Chrapek: Gdy pojawiła się oferta z Lecha Poznań to nawet nie chciałem rozważać innych opcji

Dariusz Kołodziej: Była szydera, mówili – „Raz w życiu głowę wygrałeś i od razu asysta”

Z Dariuszem Kołodziejem poruszyliśmy całą masę wątków… Jednym z nich była pamiętna bramka z Górnikiem Łęczna w sezonie 2014/15, która zapewniła Podbeskidziu upragnione utrzymanie w Ekstraklasie. Mimo że autorem gola był Bartłomiej Konieczny, to w szatni całe show skradł właśnie środkowy pomocnik Górali, który zaliczył asystę po zagraniu głową, co wcale nie było takie oczywiste…

Fragment:

ML: Jakiś czas temu rozmawiałem z Bartłomiejem Koniecznym o tej pamiętnej bramce z Łęczną… Ale przecież Pan też miał udział przy tym golu.

DK: Pamiętam to… Dla nas to był wtedy trudny moment, ponieważ w ostatniej kolejce jechaliśmy na Koronę Kielce, gdzie zawsze grało nam się bardzo ciężko. Mecz z Łęczną był dla nas szalenie ważny i wiedzieliśmy, że musimy zrobić wszystko, żeby go wygrać. Cieszę się, że wszystko tak się ułożyło. Finalnie w Kielcach przegraliśmy 2:1, ale dzięki tej wygranej z Łęczną mieliśmy już pewność utrzymania, więc sytuacja wyglądała nieco inaczej. Pamiętam tę sytuację w polu karnym – skoczyłem i powalczyłem o piłkę. Udało się ją zbić głową do Bartka, który świetnie uderzył i z bardzo trudnej pozycji udało mu się strzelić gola. Naprawdę dobrze się złożył i bardzo się cieszę, bo w tym momencie mieliśmy już zapewniony spokój.

ML: Kojarzy mi się, że wtedy w wywiadzie pomeczowym Bartłomiej Konieczny powiedział coś w stylu: „Jak Kołek wygrał głowę, to już musiałem strzelić”. Gra głową to był faktycznie aż taki Pana mankament?

DK: Tak, zdecydowanie to był mój mankament. Jeżeli mówimy o tym, że coś mnie wyróżniało – tak pozytywnie, to był to strzał z dystansu. Natomiast chyba każdy by powiedział, że najgorszy element piłkarski Dariusza Kołodzieja to jest gra głową.{…} Wszyscy się wtedy śmiali, oczywiście, że była szydera, mówili – „Raz w życiu głowę wygrałeś i od razu asysta” (śmiech)… No cóż, ja się cieszę, że tak wyszło. Można powiedzieć – „Trzeba wiedzieć, kiedy tę głowę wygrać”
 
Cała rozmowa, z której pochodzi ten fragment:
 

„Góralu, czy ci nie żal…?” Dariusz Kołodziej: „Siłę uderzenia miałem od dziecka – po prostu to było”

Damian Chmiel: Trener Nawałka powiedział do mnie tylko jedno zdanie…

Na pewnym etapie kariery Damiana Chmiela, sporo mówił się o tym, że jest on blisko reprezentacji Polski. W Ekstraklasie miał bardzo dobre liczby i z pewnością był wyróżniającym się zawodnikiem. Powołania jednak nigdy nie otrzymał. W naszej rozmowie przytoczył historię pewnej dość tajemniczej rozmowy z Adamem Nawałką

Fragment:

ML: A ile jest prawdy w tym, że był Pan w pewnym momencie blisko reprezentacji?

D.Ch: Tak, miałem bardzo dobry sezon za trenera Leszka Ojrzyńskiego i to jest fakt. Nie chcę oczywiście mówić, że byłem wtedy pewniakiem do powołania, ale rzeczywiście coś było na rzeczy. Zresztą wie pan, do dziś wiele osób się zastanawia, dlaczego jedni dostają szansę, a inni nie – takie decyzje w piłce są podejmowane bardzo różnie i nie zawsze da się je logicznie wytłumaczyć. {…} Mam taką historię, kiedyś graliśmy sparing z Górnikiem Zabrze i Czesław Michniewicz rozmawiał z Adamem Nawałką zawołał mnie i mówi: „Chodź Damian, przywitaj się, bo to niedługo będzie pierwszy trener reprezentacji Polski”. Ja się wtedy trochę uśmiechnąłem, bo nie wiedziałem, czy to żart, czy trener Michniewicz już coś wiedział. Jak się później okazało – rzeczywiście Adam Nawałka został selekcjonerem. Podaliśmy sobie ręce, zamieniliśmy dosłownie kilka słów i trener Nawałka powiedział do mnie tylko jedno zdanie: „Damian, pracuj, bo ja cię obserwuję”… Chwilę później faktycznie objął reprezentację. Trenowałem jeszcze ciężej, starałem się robić wszystko, żeby być gotowym. Chodziłem w takim dziwnym stanie – trochę z emocji, trochę z wrażeń – bo gdzieś z tyłu głowy była ta myśl, że może zadzwoni telefon. Ten telefon jednak nigdy nie zadzwonił i powołania nie dostałem. Trzeba też pamiętać, że trener Nawałka na początku powoływał wielu zawodników, których bardzo dobrze znał – między innymi z GKS-u czy później z Górnika Zabrze. I to jest naturalne, bo trenerzy często ufają piłkarzom, z którymi wcześniej pracowali…

Cała rozmowa, z której pochodzi ten fragment:

„Góralu, czy ci nie żal…?” Damian Chmiel: Trener Nawałka powiedział: „Damian, pracuj, bo ja cię obserwuję”

To oczywiście nie wszystkie interesujące historie, którymi podzielili się byli zawodnicy Podbeskidzia. Było tego zdecydowanie więcej, więc jeśli jesteście ciekawi, o czym jeszcze rozmawialiśmy, przeczytajcie poprzednie wywiady z cyklu „Góralu, czy ci nie żal…?” Porozmawialiśmy już z:

———–

Płatna współpraca

Fani sportu mają możliwość skorzystania ze specjalnej promocyjnej oferty przygotowanej przez zakłady bukmacherskie Betters. Promocja „Zawsze +10% do depozytu” gwarantuje każdemu zarejestrowanemu użytkownikowi dodatkowe 10% wartości wpłaconych środków po dokonaniu depozytu zgodnie z regulaminem. Bonus zostanie przyznany automatycznie, a szczegółowe wszystkie zasady promocji, w tym minimalna kwota wpłaty oraz warunki obrotu, dostępne są na oficjalnej stronie Betters w zakładce promocje. Więcej szczegółów pod  linkiem: betterspartner.pl/bielsko/

Autor: Zdjęcie autora Mikołaj Lorenz
[email protected]