Inne dyscypliny

Magdalena Białorczyk – rok sukcesów i łączenia ludzi wokół biegania

today12.01.2026 08:30

Tło
share close

Za Magdaleną Białorczyk kolejny rok sportowej pasji i sukcesów, wykraczających daleko poza granice naszego regionu. Trudno zliczyć, który to już sezon sportowej aktywności na wysokim poziomie, sympatycznej biegaczki z Wilkowic. W roku 2025 nie była to jednak historia wyłącznie o sportowej determinacji, medalach i rekordach Magdy. To także opowieść o konsekwencji, odwadze i odpowiedzialności – nie tylko wobec własnych ambicji, ale też wobec ludzi, których pociągnęła za sobą. O mieszkańcach Wilkowic, którzy dzięki niej wstali z kanapy i zaczęli biegać. Dosłownie i metaforycznie.

Rok 2025: między światowym poziomem a twardą rzeczywistością

Jesteś kobietą spełnioną – tak sportowo, jak i zawodowo. Na Twoim koncie są medale mistrzostw Polski, Europy i świata. Rekordy kraju. A ściany w domu zdobią niezliczone ilości medali i trofeów, na czele z tym najbardziej symbolicznym: za ukończenie World Marathon Majors, czyli serii sześciu największych maratonów świata (Tokio, Nowy Jork, Boston, Londyn, Chicago i Berlin). W obliczu 53. roku życia ktoś mógłby pomyśleć: czas zwolnić, odpuścić, złapać oddech. Ale nie w tym przypadku. Nie w przypadku Magdaleny Białorczyk. Dla Magdy rok 2025 był kolejnym, intensywnym etapem drogi, którą – jak sama mówi – „ciągle trzeba biec dalej”.

Rok zaczął się od mocnego uderzenia — wiosną Magdalena poleciała do Stanów Zjednoczonych na Mistrzostwa Świata Masters i wróciła stamtąd z kolejnym potwierdzeniem, że jej ambicja nie jest deklaracją, tylko wynikiem. Bilans? Dwa srebrne medale w drużynie: w crossie na 8 km oraz w biegu run na 10 km (w zespole z inną reprezentantką KS Sprint Bielsko-Biała – Magdaleną Lachowską oraz Joanną Andrzejewską). A do tego Białorczyk dorzuciła coś, co zawsze waży najwięcej, bo jest „na własne nazwisko”: brązowy medal indywidualnie w crossie.

To ważne rozróżnienie, bo o ile medal drużynowy jest nagrodą za wspólną pracę i odpowiedzialność za wynik zespołu, o tyle start indywidualny nie zostawia miejsca na przypadek: jest tempo, jest ból, jest decyzja w głowie i jesteś tylko ty — z tym, co wytrenowałaś i co jesteś w stanie dowieźć w danym dniu. I właśnie od takich konkretów zaczęła się jej opowieść o 2025 roku.

 

Mistrzostwa Polski i Europy – medalowy stempel na świetnym sezonie

Po amerykańskim otwarciu sezonu nie było miejsca na rozkojarzenie ani na długie świętowanie – krótka regeneracja i przygotowania do kolejnych wyzwań! Czerwiec przyniósł Mistrzostwa Polski – start, który każdego roku zajmuje bardzo istotne miejsce w kalendarzu Magdy oraz polskiego świata Masters. Tegoroczna impreza odbyła się w Gorzowie Wielkopolskim, skąd biegaczka z Wilkowic przywiozła kolejne wyróżnienia. Starty w czerwcowym skwarze przyniosły jej z złoto w biegu na 10 000 m oraz srebro na 5 000 m.

A potem przyszedł październik i Mistrzostwa Europy Masters na Maderze – punkt sezonu, który dziś można traktować jak jego pieczęć jakości. Magdalena wróciła stamtąd z solidnym pakietem medali, który dla wielu nieosiągalny pozostaje nawet w kontekście całej kariery. Srebro i brąz w indywidualnych startach oraz srebro i wyczekiwane złoto w drużynie (w sztafecie przełajowej 3x 8 km z „nierozłączną” Magdaleną Lachowską oraz Ewą Brych-Kalinowską) ! Na dokładkę – nowy rekord Polski w kategorii W50 na dystansie 10 000 metrów, z czasem 40:49.23. Wynik ten oznaczał poprawienie jej własnego rekordu Polski w tej kategorii wiekowej aż o 46 sekund! Więcej o popisowym starcie pisaliśmy tutaj: Złoto z Maderą w tle. Biegaczki z Bielska-Białej Mistrzyniami Europy Masters! 

Magdalena Białorczyk, Magdalena Lachowska
Polki na szczycie podium / archiwum własne Magdaleny Białorczyk

Tegoroczne wyniki przełożyły się też na bardzo wysokie, trzecie miejsce w rocznej klasyfikacji Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Masters, spośród wszystkich startujących lekkoatletek! 

Droga, która zaczęła się wcześnie i wróciła z jeszcze większą siłą

Sportowa historia Magdaleny Białorczyk zaczęła się dużo wcześniej niż jej międzynarodowe sukcesy w kategorii Masters. Już jako nastolatka trafiła na lekkoatletyczny stadion, została zauważona przez trenera i szybko zaczęła regularny trening. Pojawiły się pierwsze starty ogólnopolskie i reprezentacyjne epizody, a bieganie stało się naturalnym środowiskiem rozwoju. Potem przyszło życie: studia, praca, rodzina i obowiązki, które sprawiły, że sport zszedł na dalszy plan. To nie była rezygnacja, raczej przerwa – etap, który pozwolił wrócić dojrzalej i z większą świadomością. Powrót nie był sentymentalny ani przypadkowy. Z czasem bieganie znów stało się planem, celem i rytmem tygodnia. Wróciła ambicja – tym razem oparta na doświadczeniu.

Tak zaczęły się sukcesy Masters: medale mistrzostw Polski, Europy i świata oraz rekordy Polski, które potwierdziły, że wciąż potrafi biegać nie tylko długo, ale i szybko. Magda nie zamknęła się w jednym dystansie – równie skutecznie rywalizuje w przełajach, na ulicy i na bieżni, łącząc wytrzymałość z prędkością. Symbolem tej drogi jest wspomniany medal World Marathon Majors za ukończenie sześciu największych maratonów świata. To projekt rozpisany na lata, wymagający konsekwencji, logistyki i formy. Bo takie zdaje się być jej podejście do sportu. Magdalena Białorczyk nie kolekcjonuje medali. Ona domyka cele.

„Rozbiegajmy Zdrowo Wilkowice”: pomysł, który przerodził się w społeczną rewolucję

2025 rok to mnóstwo sportowych wyzwań. Ktoś by pomyślał, że w życiu mocno aktywnej zawodowo osoby i wspierającej mamy może już nie być miejsca absolutnie na nic innego. Lecz nie w tym przypadku. Bo właśnie wtedy, gdy kalendarz pęka w szwach, a wyjazdy, treningi i obowiązki układają się w codzienny maraton logistyczny, można śmiało odróżnić lokalnych herosów od zwykłych śmiertelników. Ci drudzy znajdują jakoś siły i przestrzeń na kolejne wyzwania – nie po to, by dopisać je do listy sukcesów, ale na przykład po to, by pociągnąć za sobą innych.

„Rozbiegajmy Zdrowo Wilkowice” zaczęło się jeszcze pod koniec 2024 roku bez fanfar i bez wielkich obietnic. Ot, prosty pomysł, który połączył Magdę i pracownika wilkowickiego ośrodka sportu i rekreacji Łukasza Pawlusiaka – spotykamy się, trenujemy razem, robimy to mądrze i regularnie. Tyle. Ale w Wilkowicach takie „tyle” okazało się początkiem niezwykłej społeczno-sportowej historii. 

Treningi od początku odbywały się bezpłatnie, pod czujnym, trenerskim okiem Magdy. Na początku raz w tygodniu, dla grupy kilku najpilniej nasłuchujących lokalnych nowości osób. Dziś, po kilkunastu miesiącach funkcjonowania grupy, wygląda to już zupełnie inaczej.

facebookowa grupa Rozbiegajmy zdrowo Wilkowice

Biegowa „ekipa”

Cztery terminy w tygodniu. Dwa, wieczorne zarezerwowane dla nieco bardziej zaawansowanych uczestników. Dwa inne, poranne – dla początkujących. Dla tych, którzy jeszcze niedawno nie uwierzyliby, że kiedykolwiek przebiegną ciągiem kilka minut. Podział okazał się konieczny, bo i grupa zdążyła się niezwykle rozrosnąć. Dziś to ekipa kilkudziesięciu osób. Osób bardzo różnych, tak jak różne są ich historie – niektórzy „coś tam kiedyś biegali”, ale są i tacy, którzy zaczynali w grupie od zera — od marszobiegów, od wstydu, od obaw, że organizm nie da rady.

Nieprzypadkowo padło też w poprzednim akapicie słowo „ekipa”. Bowiem dziś to już nie tylko grupa, lecz prawdziwa, sportowa „ekipa” właśnie. Dla wielu „Rozbiegajmy” stało się pierwszym miejscem, w którym ktoś powiedział im: spokojnie, robimy to krok po kroku, bez presji i bez oceniania, ale też bardzo świadomym i odpowiedzialnym podejściem. I nagle okazało się, że najtrudniejsze jest nie tempo, tylko pierwszy krok. To są kumpelstwa, przyjaźnie, wspólne wyjazdy, wspólne „dawaj, jeszcze kawałek”. Ludzie, którzy wcześniej mijali się w sklepie albo na ulicy, dziś razem biegają, razem planują starty i razem śmieją się z własnych słabości. Wspólnie liczą nawet „efekty uboczne” tego projektu — „ile mamy obywatela mniej”. I wychodzą z tego liczby, które robią wrażenie: setki kilogramów zgubione łącznie przez ekipę.

Wspólnie aż po maratony?

Z czasem przyszło to, co dla sportu właściwe: cele. Jedni zaczęli startować w lokalnych biegach „dla zabawy”, inni poczuli sportowy głód i regularnie sprawdzają się na zawodach. Jest też grupa, która postawiła sobie cel absolutnie symboliczny: maraton. Wzorem ich trenerki i mentorki. Nie na zasadzie „kiedyś, może, jakoś”, tylko z planem — rozpisanym, precyzyjnym, realistycznym. Tworzonym w końcu przez kogoś, kto kilka tych maratonów w nogach już ma… Krok po kroku, tydzień po tygodniu, bez szarpania organizmu.

Grupę tych najambitniejszych członków „Rozbiegajmy” czeka już niedługo ważny sprawdzian. Półmaraton Dookoła Jeziora Żywieckiego to jedna z mocniej rozpoznawalnych imprez biegowych w regionie. Jednocześnie – doskonała okazja, by zrealizować kluczowy przystanek w biegowej drodze po 42 kilometry. Sprawdzić się na dystansie o połowę krótszym, choć wymagającym choćby ze względu na ukształtowanie terenu. Start w końcówce marca. 

Lecz duże sportowe (i nie tylko) wyzwania czekają w tym roku także na liderkę grupy. A to największe związane jest z kierunkiem daleko, daleko na wschód… Korea Południowa. To tam odbędą się tegoroczne Mistrzostwa Świata Masters. To wydarzenie, które wymaga od Magdaleny Białorczyk nie tylko wyszlifowanej do perfekcji formy (o co można by być spokojnym), ale też realnego zaplecza finansowego i logistycznego (o co spokojnym można być mniej). Starty Mastersów nie są w żaden sposób finansowane przez polskie związki czy komitety – wymagają od zawodników poniesienia kosztów samodzielnie. Tak było choćby przy wspomnianym wypadzie na Maderę, gdzie Magda zaangażować musiała własne środki, a także zadbać o wsparcie sponsorów tak dla siebie, jak i dla swojej drużyny. W tym akurat pomagają jej dobre relacje biznesowe. Czy w tym roku się uda? To duże wyzwanie, ale jak podkreśla sama zawodniczka – pierwszym warunkiem musi być dobre przygotowanie sportowe, zdrowia i odpowiednia forma. Jeśli podróż do dalekiej Korei to tylko po medale!

facebookowa grupa Rozbiegajmy zdrowo Wilkowice

Sukcesy sportowe oraz te, których nie zmierzy żaden stoper

I taki to był rok w wykonaniu Magdaleny Białorczyk, Jej sportowa historia 2025 nie kończy się na wynikach. Owszem to konkret: mistrzostwa świata w USA, krajowe starty, Madera i europejskie złoto. To sezon, który można by opakować w efektowną ramkę i na dobre wywiesić w domowym hall of fame. Ale sens sportowego roku Magdy był znacznie szerszy. 

Magda zrobiła coś rzadkiego: przekuła własną konsekwencję w konsekwencję innych ludzi. Zamiast budować dystans między „zawodniczką z medalami” a resztą świata, zbudowała most. Pokazała, że sport to nie klub dla wybranych, ale przestrzeń, do której można wejść z każdego poziomu — nawet jeśli zaczynasz od marszobiegu, nawet jeśli masz 40+, 50+, nawet jeśli przez lata powtarzałeś sobie, że „to nie dla mnie”.

I dlatego jej rok 2025 nie jest tylko bilansem startów. To rok, w którym wyniki spotkały się z czymś równie ważnym: z ludźmi, którzy dzięki niej zaczęli biec. Ktoś przestał się wstydzić. Ktoś zaczął wierzyć, że da radę. Ktoś po raz pierwszy od lat zrobił coś dla siebie — regularnie, spokojnie, mądrze. Medale można policzyć. Rekordy można wpisać do tabel. Ale tego, że w Wilkowicach kilkadziesiąt osób ruszyło z miejsca, bo jedna kobieta pokazała im drogę — tego nie zmierzy żaden stoper. I być może właśnie to jest jej największe zwycięstwo.

Autor: Sebastian Snaczke