Listeners:
Top listeners:
play_arrow
Radio BIELSKO Przeboje non-stop
play_arrow
Radio EXPRESS FM Prawdziwa Lokalna Stacja
play_arrow
Radio DISCO Zawsze w rytmie!
play_arrow
Radio MEGA Mega Przeboje!
play_arrow
Radio NUTA Same dobre nuty!
Zaskoczenie? Jest. Kontrowersje? Muszą być. Ale Apoloniusz Tajner mówi wprost: jeśli trener wybiera skład na igrzyska, to powinien wysłać tych, którzy są dziś w najlepszej dyspozycji — nawet jeśli oznacza to brak wielkich nazwisk. Były prezes PZN i trener, który widział na żywo początki kariery Kamila Stocha, ocenia olimpijską trójkę, wskazuje największy atut Tomasiaka i przypomina, że na igrzyskach „wszystko jest możliwe”.
Skład naszych skoczków na igrzyska to Kamil Stoch, Paweł Wąsek i Kasper Tomasiak (szerzej o kadrze PZN pisaliśmy tutaj: Bez Żyły czy Kubackiego, ale z „beskidzkimi akcentami” – znamy skład kadry narodowej PZN na Igrzyska Olimpijskie), lecz sporo emocji budzi brak miejsca dla bardziej doświadczonych: Piotra Żyły, Dawida Kubackiego czy Macieja Kota. Były trener naszej kadry, a następnie wieloletni Prezes PZN, Apoloniusz Tajner nie udaje, że to wybór bezdyskusyjny. – Jakie by nie były układanki, zawsze będą budzić kontrowersje. Po wynikach ostatnich tygodni wydawało się, że pozycja Kacpra Tomasiaka jest bezdyskusyjna, bo to w chwili obecnej najlepiej skaczący polski skoczek. Wiadomo było, że wybór kolejnych dwóch, a pominięcie innych, będzie budzić wątpliwości wśród kibiców. – przyznaje wprost. – Szczerze mówiąc, mnie też trochę zaskoczyło postawienie na Pawła Wąska, bo do końca spodziewałem się, że w tej „dwójce do Tomasiaka” trener może sięgnąć po inne nazwisko – dodaje Tajner.
Jednocześnie podkreśla, że w takim momencie kluczowe jest jedno: forma „tu i teraz”, a resztę trzeba odłożyć na bok. – Trzeba posłać na igrzyska najlepiej dysponowanych w tym momencie. Czasem też nos trenerski podpowiada, że ktoś zaczyna iść w górę, a inny już troszeczkę opada – mówi Tajner. I dodaje coś, co brzmi jak jasny komunikat dla wszystkich komentatorów: trener jest z zawodnikami na co dzień i widzi więcej. Tajner przypomina też przykład z Zakopanego: dobór par w konkursie duetów dał Polsce podium. – Maciej Maciusiak dobrał Kubackiego do Tomasiaka i było trzecie miejsce. Z innym mogło być drugie, a mogło być czwarte — tego się nie dowiemy.
W tle ogłoszenia kadry wybrzmiewa jeszcze jeden wątek: Kamil Stoch i jego ostatnie igrzyska. Apoloniusz Tajner nie ma wątpliwości, że to moment, w którym wielki mistrz będzie chciał postawić kropkę nad „i”. – Kamila nie interesuje, żeby się plątać koło trzydziestki czy dwudziestki. Mimo, że to nie jest jego sezon, jestem przekonany, że postara się „zasadzić” na wynik na igrzyskach – mówi były trener.
I dorzuca klasyczne „tajnerowe” spojrzenie na skoki: to sport niewymierny, z niespodziankami wpisanymi w DNA dyscypliny. – Trzeba mieć poziom pierwszej dwudziestki z ostatnich tygodni, ale potem jest dyspozycja dnia i warunki atmosferyczne. Skoki potrafią zaskoczyć z konkursu na konkurs. Dlatego Tajner zostawia uchylone drzwi nawet dla scenariusza, w którym Stoch znowu wchodzi na salony. – Na igrzyskach wszystko jest możliwe. Kamil będzie chciał zrobić wszystko, żeby walczyć o ścisłą czołówkę, czyli o medale.
Tajner, gdy tylko rozmowa schodzi na Stocha, który nadchodzącymi igrzyskami kończy piękną karierę, przechodzi na zupełnie inny ton. Nie mówi już o tabelach i prognozach, tylko o człowieku, którego – jak sam przyznaje – zwyczajnie lubi i szanuje. I wraca pamięcią do pierwszego spotkania z Kamilem, jeszcze zanim świat usłyszał o „polskim profesorze” skoków. – Ja go w ogóle poznałem, jak miał 12 lat – wspomina. Był wtedy Memoriał Bronisława Czecha, zawody dobiegły końca, skocznia powoli pustoszała, zawodnicy schodzili już do domów. A Tajner zobaczył scenę, która została mu w głowie na zawsze: trener Zbigniew Klimowski i mały chłopiec z nartami, który… zamiast kończyć dzień, szedł pod górę na trening. – Pytam Klimowskiego: „co to za chłopak?”. A on mówi: „idziemy jeszcze na trening, na dużej skoczni zrobimy, bo już wszyscy wychodzą”. Wtedy się wróciłem i pytam: „a ten mały jak się nazywa?”. Kamil Stoch – relacjonuje Tajner. I dodaje, że właśnie już tego dnia zobaczył coś, czego nie da się pomylić z przypadkiem: talent w czystej postaci. – On wtedy skakał po 115–120 metrów. I umiał coś, czego inni mogą się przez całe życie nie nauczyć: prowadzenie lotu, brak lęku, pewność w powietrzu. Już jako dwunastolatek – mówi były trener.
Nas bardzo interesowała też opinia byłego trenera, za którym przecież choćby olimpijskie doświadczenie w Salt Lake City 2002, o postaci Kacpra Tomasiaka – bezwzględnie największego wygranego w polskich skokach narciarskich ostatnich miesięcy. Były prezes PZN zwraca uwagę na coś, czego nie widać w tabelach: odporność psychiczną. – On jest odporny, tak jakby to po nim spływało. Jak kiedyś po Adamie czy Kamilu. Koncentruje się na tym, żeby jak najlepiej skoczyć — i to wykonuje. To naprawdę duży talent, który stać na wielkie skakanie. Ale też przypomina, że to wciąż bardzo młody zawodnik, który dopiero „dorasta biologicznie”– Dopiero teraz będzie poddawany mocniejszemu reżimowi treningowemu. Nie eksploatuje się zawodnika nadmiernie — pozwala się mu wyrosnąć z talentem, a potem dopiero obciążać pracą. To jest, w opinii Tajnera, przepis na długą karierę na topowym poziomie: talent plus osobowość. – Ten talent jest bardzo duży, a osobowość pozwala go wykorzystywać przez dłuższy czas.
Jego zdaniem kluczowe jest też mądre zarządzanie świeżością. Apoloniusz Tajner nie ukrywa, że cieszy się z faktu, iż młody zawodnik nie jedzie na Mistrzostwa Świata w lotach narciarskich, bo przed igrzyskami potrzebuje „oddechu”. – Niech chłopak odpocznie, nabierze świeżości, zwłaszcza, że od początku sezonu skacze na wysokim poziomie. Cel numer jeden to teraz igrzyska. O formę jego już nie trzeba się martwić.

Autor: Sebastian Snaczke
Apoloniusz Tajner Kacper Tomasiak Kamil Stoch skoki narciarskie Top-Sport
Z Kina Wzięte to audycja w której film występuje roli głównej.
close
Copyright Radio BIELSKO