Bielska piłka

„Góralu czy ci nie żal…?” Tomasz Nowak: W klubie pojawiło się minimalistyczne podejście

today06.03.2026 12:23

Tło
share close

Tomasz Nowak w Podbeskidziu Bielsko-Biała występował stosunkowo krótko. To jednak wystarczyło, aby mógł wraz z klubem świętować drugi w historii awans do Ekstraklasy. W sezonie 2019/20 pod wodzą Krzysztofa Brede Górale ponownie dołączyli do elity. W naszej rozmowie wróciliśmy wspomnieniami do tego okresu. Pomocnik powiedział także, co jego zdaniem zaważyło na tym, że już po roku Bielszczanie wrócili do 1. Ligi…

„Na początku były duże obiekcje co do mojej osoby

Mikołaj Lorenz (Radio BIELSKO): Chciałbym na początku zapytać, jak Pan wspomina ten okres gry w Bielsku?  W obu klubach były sukcesy – najpierw w Podbeskidziu, a później w Rekordzie…

Tomasz Nowak: Bardzo pozytywnie wspominam ten czas, bo zarówno jedną, jak i drugą drużynę udało się wprowadzić na wyższy poziom rozgrywkowy. W Podbeskidziu był to awans do Ekstraklasy, a z Rekordem awansowaliśmy na poziom centralny, do drugiej ligi. Był to historyczny awans, więc myślę, że zarówno jeden, jak i drugi okres był dla mnie bardzo udany – zarówno pod względem piłkarskim, jak i życiowym, bo trochę czasu spędziłem w Bielsku. Co prawda dojeżdżałem z Katowic, nie przeprowadziłem się do Bielska, ale poznałem mnóstwo osób, związanych zarówno z jednym, jak i z drugim środowiskiem klubowym, i te znajomości przetrwały do dziś.

M.L: Te przenosiny do Bielska-Białej były umotywowane właśnie tą walką o awans? Co pana skłoniło, żeby przyjść do Podbeskidzia?

T.N: Ja się tak naprawdę nie do końca przenosiłem, bo już wcześniej rozwiązałem kontrakt z Zagłębiem Sosnowiec i po prostu poszukiwałem klubu. Podbeskidzie tworzyło wtedy nowy projekt, powstawał nowy zespół i do klubu dołączyło sporo nowych zawodników. Ja również się na to zdecydowałem. Nie ma też co ukrywać, że na początku były duże obiekcje co do mojej osoby, bo to był projekt oparty na młodzieży. Wiadomo, że mój PESEL był już wtedy dość „wiekowy”, więc na początku było trochę przeciwników tego transferu. Natomiast później, kiedy w grę wchodziło boisko i czyste umiejętności sportowe, to okazało się, że ten wiek nie ma najmniejszego znaczenia.

M.L: A kto najbardziej zabiegał o ten transfer?

T.N: Duży nacisk był ze strony trenera Krzysztofa Brede. On bardzo chciał, żebym dołączył do zespołu. Wiedział, jaką mam wartość jako zawodnik, ale też jako osoba w szatni. Wiedział również, jak potrzebne jest to, żeby w drużynie byli zarówno zawodnicy młodzi, szaleni i bezkompromisowi, jak i ci bardziej zrównoważeni, trochę starsi, którzy trzymają większą dyscyplinę i w trudniejszych momentach potrafią trzymać nerwy na wodzy. Myślę więc, że trener Brede był taką osobą, która miała ogromny wpływ na to, że trafiłem do Podbeskidzia.

M.L: Skoro już jesteśmy przy trenerze Brede, to jak Pan wspomina tą współprace? Czy było coś, co go wyróżniało na tle innych szkoleniowców, z którymi Pan miał okazję pracować?

T.N: Tutaj ta współpraca, wydaje mi się, była na dobrym poziomie. Wiadomo też, że czasami jest tak, że zawodnik i trener mają swoje racje i coś swojego do powiedzenia, natomiast my z trenerem dużo rozmawialiśmy. On był osobą, która chciała znać zdanie i postrzeganie kilku doświadczonych zawodników, jeśli chodzi o szatnię, treningi czy nasz styl gry i liczył się z naszym zdaniem. Myślę, że to też przyniosło konkretny efekt. Swoją drogą, ja z trenerem miałem kiedyś okazję rywalizować przeciwko sobie na boisku, więc miało to też taki fajny smaczek – kiedyś graliśmy przeciwko sobie, a później współpracowaliśmy już w relacji trener–zawodnik. Natomiast czy coś go wyróżniało? Myślę, że był bardzo emocjonalny w tym wszystkim, co robił. Był osobą, która nie ukrywała swoich emocji – zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Ale myślę, że wszystko było szczere i w efekcie przyniosło pożądany rezultat, bo przecież zrobiliśmy ten upragniony awans i cel został osiągnięty.

Tomasz Nowak - Podbeskidzie
Fot: Krzysztof Dzierżawa

„Skoro spada tylko jeden zespół, to na pewno nie będziemy nim my”

M.L: A kiedy wy właściwie puczuliście, że stać was na ten awans do Ekstraklasy?

T.N: Jeśli chodzi o taki moment, w którym poczuliśmy, że jesteśmy drużyną zdolną do tego, żeby zrobić awans, to myślę, że było to już w pierwszej rundzie. Wtedy tak naprawdę dominowaliśmy w tej lidze, złapaliśmy między sobą takie piłkarskie flow. Nie było też zbyt dużego kombinowania, jeśli chodzi o skład. Wygrywaliśmy mecze systematycznie i regularnie graliśmy jednym zestawieniem. To powodowało, że te automatyzmy w naszej grze były jeszcze większe. Myślę, że już jesienią w szatni poczuliśmy, że jesteśmy najlepiej grającą drużyną w tej lidze. Wiadomo jednak, że druga runda zawsze jest trudniejsza. Przyszedł taki delikatny kryzys w naszym wykonaniu – kilka remisów pod rząd. Były to jednak takie mecze, w których ktoś mógł pomyśleć, że straciliśmy dwa punkty, a my tak naprawdę te punkty zdobywaliśmy. Czy to był mecz na Miedzi Legnica, gdzie grając w dziesiątkę wyszarpaliśmy remis, czy mecz w Tychach, gdzie przegrywaliśmy, a potrafiliśmy odrobić straty. To były takie spotkania, które pokazały nam, że punkt po punkcie przybliżamy się do celu. Ale tak jak mówię – już w połowie pierwszej rundy poczuliśmy, jak silną jesteśmy drużyną i zdawaliśmy sobie z tego sprawę.

M.L: Finalnie udało się wam wywalczyć ten drugi w historii klubu awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Co się wtedy czuje? To jest ulga, radość? Jakie emocje temu towarzyszą?

T.N: W moim przypadku każdy awans był bardzo emocjonalny, bo to jest tak, że przez cały sezon walczysz o coś. Często spotykasz się też z ogromną krytyką wielu ludzi, a na końcu udowadniasz, że to wszystko miało sens – to, co robiłeś przez ten czas. Na pewno pojawia się wtedy taka pozytywna ulga, wielka radość i w pewnym sensie spełnienie marzeń. Nie oszukujmy się – gra w polskiej Ekstraklasie jest marzeniem każdego piłkarza, bo to najwyższy szczebel rozgrywkowy w Polsce. Wiadomo, że dzisiaj są piękne stadiony, fajna atmosfera, do tego transmisje telewizyjne, więc dla nas – piłkarzy, ale też trenerów, działaczy czy kibiców – to było spełnienie marzeń. Każdy klub chce przecież być na tym najwyższym poziomie rozgrywkowym. Tak więc można to opisać jednym albo dwoma słowami: ogromna radość i ulga.

Podbeskidzie Bielsko Biała - awans do Ekstraklasy
Fot: Krzysztof Dzierżawa

M.L: Radość jednak nie trwała długo. Następny sezon już wam nie wyszedł. Analizował Pan po latach, co tak naprawdę poszło wówczas nie tak? Ma Pan swoją diagnozę?

T.N: Myślę, że tutaj dużą rolę niestety odegrały władze klubu. Było wiadomo, że następuje reorganizacja Ekstraklasy i spada tylko jedna drużyna. Wydaje mi się, że w klubie pojawiło się takie minimalistyczne podejście – „Skoro spada tylko jeden zespół, to na pewno nie będziemy nim my”. Tym bardziej że wtedy było jeszcze dwóch innych beniaminków – Stal Mielec i Warta Poznań – z którymi wcześniej rywalizowaliśmy w 1. Lidze i ich ogrywaliśmy. Pojawiło się więc takie podejście, że z nimi sobie poradzimy, a skoro spada tylko jedna drużyna, to wszystko będzie w porządku. To spowodowało, że nie zrobiliśmy solidnych transferów. Nie wzmocniliśmy się zawodnikami, którzy przyszliby jako realne wzmocnienie i byliby gotowi na poziom Ekstraklasy. Jedynie uzupełniliśmy kadrę. Myślę jednak, że na przestrzeni wielu poprzednich sezonów i doświadczeń różnych klubów można było wyciągnąć wnioski, że drużyny awansujące do Ekstraklasy – niezależnie od tego, czy dominowały w lidze, czy wygrywały mecze dzięki kontratakom i solidnej obronie – potrzebowały wzmocnień, a nie tylko uzupełnień składu, żeby się utrzymać. Przez wiele lat z rzędu beniaminkowie spadali z Ekstraklasy, co pokazywało, że między tymi ligami jest bardzo duża różnica. Myślę więc, że tutaj pojawił się problem, bo nie sprowadzono zawodników, którzy realnie podnieśliby poziom drużyny. Moim zdaniem wystarczyłoby trzech piłkarzy na poziomie Ekstraklasy – takich, którzy od razu weszliby do pierwszego składu i byliby prawdziwym wzmocnieniem…

omasz Nowak - Podbeskidzie
Fot: Krzysztof Dzierżawa

Jak czas pokazał zwolnienie trenera nic nie zmieniło – Podbeskidzie i tak spadło

M.L: W grudniu pracę stracił trener Brede, to była słuszna decyzja, czy została ona podjęta zbyt pochopnie?

T.N: Wiadomo, że jak nie ma wyników, to zawsze obwiniany jest trener. Brak sukcesów szybko wpływa też na atmosferę w drużynie – trudno mówić o świetnej atmosferze, gdy tydzień po tygodniu przegrywa się kolejne mecze w Ekstraklasie. Zaczyna się wtedy tracić wiarę w to, że jesteśmy w stanie rywalizować na tym poziomie. Tak przynajmniej mi się wydaje – takie były odczucia w szatni, pojawiało się trochę zagubienia. Kiedy okazało się, że Ekstraklasa wcale nie jest tak łatwa, jak wszyscy myśleli, zaczęły się transfery robione na szybko. Jak czas pokazał zwolnienie trenera nic nie zmieniło – Podbeskidzie i tak spadło. Często w Polsce brakuje cierpliwości wobec trenerów, a tymczasem doświadczenia klubów takich jak Raków, GKS Katowice, Motor Lublin czy Jagiellonia pokazują, że cierpliwość i wsparcie – dobre transfery, odpowiednie środki treningowe, przygotowanie boiska – przynoszą efekty i drużyny idą do przodu. Tutaj tego wsparcia i wytrzymania ciśnienia zabrakło. Myślę, że w grudniu można było jeszcze przeprowadzić kilka dobrych transferów i utrzymać w zespole zawodników, którzy w pierwszej lidze byli liderami zarówno w szatni, jak i na boisku. To spokojnie pozwoliłoby drużynie się utrzymać i obronić Ekstraklasę. Niestety, podjęto inne decyzje, które okazały się błędne.

M.L: Wspomniał Pan o Rakowie Częstochowa – od razu przypomniała mi się ta bramka, którą Pan strzelił w spotkaniu z Rakowem… To był najładniejszy gol w Pana karierze? Ma Pan taki swój ranking?

To jeszcze nie wszystko! Już za tydzień (13 marca) ukaże się druga część naszego wywiadu. W niej przeczytacie między innymi o tym, jak Podbeskidzie skreśliło go ze swojej kadry, o tym, że transfer do Rekordu był dziełem absolutnego przypadku oraz o przygodzie w reprezentacji i sezonie spędzonym… w Białorusi.

Przeczytajcie także pozostałe rozmowy z cyklu Góralu, czy ci nie żal…?. Porozmawialiśmy już z:

———–

Płatna współpraca

Fani sportu mają możliwość skorzystania ze specjalnej promocyjnej oferty przygotowanej przez zakłady bukmacherskie Betters. Promocja „Zawsze +10% do depozytu” gwarantuje każdemu zarejestrowanemu użytkownikowi dodatkowe 10% wartości wpłaconych środków po dokonaniu depozytu zgodnie z regulaminem. Bonus zostanie przyznany automatycznie, a szczegółowe wszystkie zasady promocji, w tym minimalna kwota wpłaty oraz warunki obrotu, dostępne są na oficjalnej stronie Betters w zakładce promocje. Więcej szczegółów pod  linkiem: betterspartner.pl/bielsko/

Autor: Zdjęcie autora Mikołaj Lorenz
[email protected]