powiat oświęcimski

Śmieciarki pod oknami, odór w sąsiedztwie. Rozwiązanie za kilka lat?

today25.09.2026 10:45

Tło
share close

Mieszkańcy ulicy Jana Kantego w Kętach przyszli na sesję rady miejskiej ze skargą na śmieciarki spółki Komax. Mówią o smrodzie, przez który w upały nie da się wyjść do ogrodu. Burmistrz zapowiedział rozwiązanie, ale poprosił o kilka lat.

Śmieciarki mają zniknąć z centrum, ale nie od razu

Śmieciarki parkują na placu przedsiębiorstwa Komax przy ulicy Jana Kantego, około 200 metrów od rynku. Burmistrz Kęt Marcin Śliwa obiecał mieszkańcom, że gmina razem ze spółką przygotuje plan przeniesienia tej części firmy. Nowym miejscem ma być ulica Błonie, gdzie wcześniej działało MZK. Ten teren leży z dala od domów jednorodzinnych.

– Zgadzam się w stu procentach, że jest to znaczna uciążliwość, jeśli chodzi o mieszkanie w takim sąsiedztwie – przyznał burmistrz Marcin Śliwa.

Przeprowadzka wymaga jednak pieniędzy i czasu. Na nowym miejscu trzeba wybudować lub wyremontować zaplecze dla pracowników, między innymi szatnie i prysznice. Burmistrz oszacował koszt na kilkaset tysięcy złotych, a nawet na miliony.

– Proszę państwa o jedno, żebyście nam dali nie miesiące, a kilka lat – powiedział burmistrz Marcin Śliwa.

  • cover play_arrow

    Śmieciarki pod oknami, odór w sąsiedztwie. Rozwiązanie za kilka lat? Robert Fraś

Według burmistrza problem narasta od dwóch lat, czyli odkąd mieszkańcy segregują odpady bio. Trafiają one do brązowych pojemników i latem często są zgniłe.

Co zmieni się wcześniej

Do czasu przeprowadzki spółka ma częściej myć śmieciarki i je przeparkowywać. Prezes Komaksu Zbigniew Kanik zapowiedział, że samochody mogą stanąć po drugiej stronie placu, w okolicy PSZOK-u. Firma myje i dezynfekuje auta w dzierżawionej myjni na dawnej bazie Komunikacji Beskidzkiej.

– Mogę zadeklarować, że te samochody spróbujemy przeparkować na drugą stronę. Zrobimy wszystko, żeby państwu pomóc – zapewnił prezes Zbigniew Kanik.

Prezes zaprosił też mieszkańców na spotkanie. Chce na miejscu pokazać, gdzie parkują samochody i co już się zmieniło.

  • cover play_arrow

    Śmieciarki pod oknami, odór w sąsiedztwie. Rozwiązanie za kilka lat? Robert Fraś

Smród, szczury i żłobek po sąsiedzku

Mieszkańcy opisywali radnym, jak wygląda codzienność przy placu. Jedna z mieszkanek ma dom naprzeciwko. W pobliżu są też żłobek i hurtownia firan.

– Smród jest tak potworny w czasie upałów, że nie ma możliwości w ogóle przebywać w okolicy posesji – mówiła mieszkanka.

Kobieta dodała, że przechodnie komentują zapach, gdy pracuje w ogrodzie. Jej sąsiadka, której dom graniczy z Komaxem płotem, twierdzi z kolei, że kot przynosi jej szczury. Ulicą codziennie idą też kondukty pogrzebowe. Inny mieszkaniec zwracał uwagę, że odwiedzający miasto goście widzą ładny rynek, a chwilę później śmieciarki.

Mieszkańcy zauważyli jedną zmianę. Po ich piśmie śmieciarki stoją przodem do płotu, a nie otwartym tyłem. To jednak niewiele dało.

– Zapraszam w ciepły dzień na spacer ulicą Jana Kantego – mówiła mieszkanka.

Nie chodzi o całą firmę

Mieszkańcy podkreślali, że nie żądają przeniesienia całego przedsiębiorstwa. Wiedzą, że Komax działał w tym miejscu, zanim powstały ich domy. Chodzi im o cztery lub pięć największych śmieciarek, które odbierają odpady zmieszane.

– Z odpowiedzi wynika, jakby państwo myśleli, że oczekujemy budowy nowej bazy. Nie, chodzi o przeparkowanie pięciu samochodów – tłumaczyła mieszkanka.

Jeden z mieszkańców poszedł dalej. Zaproponował, by w przyszłości cała baza zniknęła z tego miejsca, a gmina urządziła tam parking.

Prezes: nie chcę pomóc jednym kosztem drugich

Prezes Zbigniew Kanik nie zgodził się, że problemem są auta od odpadów zmieszanych. Jego zdaniem bardziej uciążliwa jest trawa, którą spółka odbiera co dwa tygodnie i która gnije. Przekonywał też, że firma od kilku lat kupuje szczelne śmieciarki. W tym roku kupiła zabudowę zamykaną od góry.

– Nie chciałbym jako szef firmy, ale też jako człowiek, zrobić komuś dobrze, a komuś źle – mówił prezes Zbigniew Kanik.

Prezes zwrócił uwagę, że po przeparkowaniu aut ze skargą może przyjść inna grupa mieszkańców. Tłumaczył także, że nowe miejsce dla kilkudziesięciu samochodów wymaga utwardzonego placu, separatorów i zaplecza.

Przyznał również, że nie znał wcześniej skali problemu.

– Skala mnie zaskoczyła. Nigdy nie docierały do nas takie informacje, dopiero dzisiaj na sesji to słyszę – powiedział prezes Zbigniew Kanik.

Skąd woda na chodniku

Mieszkańcy pytali też o wodę, która wypływa z terenu spółki do kratek ściekowych. Prezes zaprzeczył, by firma myła tam samochody. Wyjaśnił, że spółka ma zamiatarki, które zabierają nawet półtora tysiąca litrów wody. Czasem woda przelewa się podczas napełniania, gdy pracownik na chwilę odejdzie od węża.

Radny Jakub Goc pytał, czy śmieciarki można trzymać w garażach. Burmistrz Marcin Śliwa odpowiedział, że największe auta się w nich nie mieszczą. W garażach stoją mniejsze samochody.

Pismo trafiło do spółki w czerwcu

Mieszkańcy wysłali do spółki pismo w czerwcu. Prosili w nim o przeniesienie śmieciarek. Przypomnieli też wcześniejsze rozmowy, podczas których usłyszeli, że auta mogą trafić na miejsce po autobusach MZK.

Przewodnicząca Rady Miejskiej Iwona Piwowarska-Zaręba przyznała, że sama mieszka przy ulicy Jana Kantego i tam „faktycznie po prostu cuchnie”. Zapowiedziała, że trzyma prezesa za słowo, a sesja rozpoczyna dopiero rozmowy na ten temat.

Autor: Zdjęcie autora Robert Fraś
[email protected]