Piłka nożna

Derbów nie było! Walkower, mocne słowa i duże pretensje po stronie Maksymiliana Cisiec

today01.08.2026 15:28

Tło
share close

To miał być ciekawy, pucharowy mecz z derbowym podtekstem. Podhalanka Milówka miała dziś podjąć Maksymiliana Cisiec, beniaminka ligi okręgowej. Do spotkania jednak nie doszło. Jak poinformował facebookowy profil klubu z Milówki, mecz został rozstrzygnięty walkowerem 3:0 na korzyść Podhalanki. Po stronie Maksymiliana decyzja budzi duże emocje, a prezes Jacek Kąkol nie ukrywa rozczarowania postawą rywali.

Zamiast derbów — walkower

Informacja z Milówki mogła zaskoczyć lokalnych obserwatorów piłki nożnej. W Pucharze Polski szykowało się spotkanie, które miało kilka ciekawych podtekstów. Podhalanka Milówka i Maksymilian Cisiec to kluby z tego samego regionu, a dodatkowo goście mieli przystąpić do meczu już jako beniaminek ligi okręgowej.

Dla kibiców mogło to być jedno z ciekawszych pucharowych starć na tym etapie rozgrywek. Tym bardziej, że — jak słyszymy — na taki pojedynek czekano od lat. Dokładnie od 15tu. Ostatecznie jednak do gry nie doszło, a awans został rozstrzygnięty poza murawą.  Według informacji przekazanej przez Podhalankę Milówka, mecz został zweryfikowany jako walkower 3:0 dla gospodarzy.

Cisiec chciał zmiany terminu

O powody tej sytuacji zapytaliśmy Jacka Kąkola, prezesa Maksymiliana Cisiec. Ten nie ukrywa, że w klubie są bardzo rozczarowani przebiegiem sprawy. Jak tłumaczy, już na początku tygodnia Maksymilian sygnalizował, że sobotni termin, zwłaszcza w godzinach około południowych, jest dla drużyny wyjątkowo problematyczny.

Powodów miało być kilka. Po pierwsze, zapowiadane wysokie temperatury i godzina 12:30, która przy letniej pogodzie nie jest najłatwiejsza do gry. Po drugie, wielu zawodników Maksymiliana miało w tym czasie obowiązki zawodowe lub prywatne. Dodatkowo w Ciscu odbywa się lokalna impreza, co również wpływało na dostępność osób związanych z Maksymilianem.

Jak przekazuje Kąkol, klub z Cisca miał proponować różne rozwiązania i inne terminy rozegrania spotkania. Tym bardziej, że — według jego relacji — nie było presji czasu, a władze podokręgu miały sygnalizować, że mecz można rozegrać w innym terminie, nawet do końca sierpnia.

Przedstawiliśmy sytuację i prosiliśmy o zmianę terminu. Nie chodziło o unikanie gry, tylko o zwykłą sportową logikę. To miały być derby po latach, fajne wydarzenie dla ludzi z obu miejscowości. Można było to zrobić normalnie, w terminie, który pozwoliłby obu drużynom zagrać w możliwie najmocniejszych składach – mówi Jacek Kąkol.

„Mam ogromny żal”

Prezes Maksymiliana nie ukrywa, że najbardziej zabolała go postawa rywali. W jego ocenie po stronie Podhalanki zabrakło woli współpracy i chęci znalezienia rozwiązania, które pozwoliłoby rozegrać spotkanie na boisku. – Mam ogromny żal, bo to mogło być naprawdę fajne wydarzenie. Pierwsze takie derby od wielu lat, mecz z atmosferą, z kibicami, z emocjami. Zamiast tego mamy sytuację, w której jedna strona od początku mówi, że termin jest fatalny, a druga nie chce szukać żadnego kompromisu – podkreśla Kąkol.

Szef klubu z Cisca mówi wprost, że odbiera całą sprawę jako próbę wykorzystania trudnego dla Maksymiliana terminu. Jak dodaje, w klubie uznano, że w obliczu dużych braków kadrowych i braku porozumienia nie ma sensu jechać na spotkanie w takim układzie. – Skoro nie było żadnej realnej chęci rozmowy, podjęliśmy decyzję, że nie pojedziemy. Nie jesteśmy z tego dumni, bo chcieliśmy grać. Ale nie w takich okolicznościach. Dla mnie ta sytuacja zostawia bardzo duży niesmak – dodaje prezes Maksymiliana.

Derbowa szansa przepadła

Największa szkoda dotyczy chyba samego meczu. Puchar Polski na lokalnym etapie często żyje właśnie takimi spotkaniami: derbowymi, emocjonalnymi, z dodatkowymi historiami w tle. Podhalanka z Maksymilianem mogły stworzyć widowisko, które przyciągnęłoby kibiców obu drużyn i dało trochę kolorytu letnim rozgrywkom.

Zamiast tego zostaje walkower, spór o termin i mocno napięta atmosfera między klubami. Po stronie Cisca padają deklaracje, że ta sprawa nie zostanie szybko zapomniana. Jacek Kąkol mówi o dużym rozczarowaniu i wejściu relacji między klubami na zupełnie inną ścieżkę. – Mam wrażenie, że po stronie Podhalanki była chęć odkopania toporu wojennego. I chyba im się to udało… – kwituje nasz rozmówca. 

Sportowo sprawa jest jasna: mecz nie zostanie rozegrany, a Podhalanka Milówka do kolejnej rundy dostanie decyzją właściwej komisji Podokręgu Żywiec. Pozasportowo temat może jeszcze długo wracać w lokalnym środowisku, bo zamiast derbowego święta mamy jedno z bardziej nerwowych pucharowych rozstrzygnięć tego lata.

 

Autor: Zdjęcie autora Sebastian Snaczke
[email protected]