Bielsko-Biała

„Pralnia Pamięci”. Bielska historia pomocy więźniom Auschwitz

today21.01.2026 12:45

Tło
share close

Bielsko-Biała jako Polska Stolica Kultury wraca do trudnych kart swojej historii. Jedną z nich przypomina wydarzenie artystyczne „Pralnia Pamięci”, które nawiązuje do wojennych wydarzeń przy ulicy 11 Listopada.
Naszym gościem był Jacek Proszyk, historyk, który opowiedział o miejscu funkcjonującym podczas II wojny światowej jako punkt kontaktu między więźniami Auschwitz-Birkenau a światem zewnętrznym.

Pralnia jako „okno na obóz”

Jak przekazał nasz gość, działająca od zakończenia I wojny światowej pralnia przy dzisiejszej ulicy 11 Listopada w czasie okupacji obsługiwała obóz Auschwitz-Birkenau. Dwa razy w tygodniu przyjeżdżała tam ciężarówka z esesmanami i więźniami, którzy przywozili do prania bieliznę, mundury i pasiaki obozowe.
– Czasami nazywam to miejsce oknem obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau – przekazał nam Jacek Proszyk.
Więźniowie rozładowywali worki na dziedzińcu, widoczni dla okolicznych mieszkańców. Zdarzało się, że strażnicy nie pilnowali ich uważnie, co stworzyło przestrzeń do działań pomocowych.

Rodzina Szpyrów i pomoc zza bramy

Naprzeciwko bramy pralni mieszkała rodzina polskiego szewca o nazwisku Szpyra (na fot.). Widząc skrajnie wyczerpanych więźniów, postanowili pomóc. Żona szewca gotowała zupy, które w słoikach zostawiano przy wejściu do pralni w dniach przyjazdu transportów.
W pomoc zaangażowano także siedmioletnią córkę Jadzię. Dziewczynka bawiła się na podwórzu i podchodziła do więźniów, informując ich, że przygotowane jedzenie jest dla nich.
– Na początku więźniowie byli bardzo nieufni, ale z czasem nabrali zaufania – relacjonował nasz gość.

Grypsy, listy i tajna korespondencja

Z czasem pomoc przybrała bardziej zorganizowaną formę. Więźniowie zaczęli przekazywać Jadzi grypsy z adresami rodzin. Ojciec dziewczynki czytał je, wkładał do kopert i wysyłał z poczty w Bielsku.
Konspiracja się rozwinęła. Matka uszyła Jadzi fartuszek z dużą kieszenią, w której przenoszono kolejne wiadomości. Odpowiedzi, lekarstwa i drobne przedmioty ukrywano w szmacianej piłeczce, którą dziewczynka wrzucała na pakę ciężarówki odjeżdżającej do obozu.
Cały proceder trwał aż do zimy 1944 roku i pozostawał nieujawniony dla niemieckich władz oraz komendantury obozu.

Spotkania rodzin i niezwykłe chwile

Jak podkreślił Jacek Proszyk, z czasem pojawił się jeszcze jeden sposób pomocy. Rodziny więźniów przyjeżdżały do Bielska pod pretekstem wizyty u szewca. W bramie lub na dziedzińcu mogły przez chwilę zobaczyć swoich bliskich.
– Były to niezwykle emocjonalne spotkania, ale wszyscy musieli panować nad emocjami – przekazał historyk.
Zdarzało się, że były to ostatnie takie chwile. Dochodziło także do zaręczyn. W jednym z takich spotkań narzeczony oświadczył się swojej partnerce w bramie pralni.

Sztuka i pamięć

Wśród więźniów byli artyści. Jeden z nich, Mieczysław Kościelniak, przemycał swoje prace. W 1944 roku namalował portret Jadzi i wręczył jej go jeszcze w czasie wojny. Rysunek zachował się i znajduje się dziś w rodzinie, która nadal mieszka w Bielsku-Białej.
– To była niewyobrażalna z dzisiejszej perspektywy nadzieja na kontakt z bliskimi – podsumował nasz gość.
Historia pralni przy ulicy 11 Listopada stała się punktem wyjścia do instalacji artystycznej „Pralnia Pamięci”, przygotowanej przez Teatr Polski w Bielsku-Białej. Wydarzenie wpisuje się w program Polskiej Stolicy Kultury i przypomina o splocie losów mieszkańców miasta w czasie wojny.

Posłuchaj rozmowy:

  • cover play_arrow

    „Pralnia Pamięci”. Bielska historia pomocy więźniom Auschwitz Robert Fraś

Autor: Robert Fraś