Lokal oficjalnie otwarty. Inne działają  w podziemiu
Izabela JanoszekIzabela Janoszek

Lokal oficjalnie otwarty. Inne działają w podziemiu

Za naszym przykładem pójdą właściciele innych restauracji – mówi Tomasz Kwiek prowadzący lokal „U Trzech Braci” w Cieszynie. To restauracja, o której jest głośno, bo mimo obostrzeń związanych z epidemią, normalnie działa. To znaczy przyjmuje klientów i serwuje dania na miejscu.Właściciele cieszyńskiego lokalu podkreślają, że związane z epidemią obostrzenia wprowadzono rozporządzeniem, które nie odnosi się do ustawy.
- Żadna kara za łamanie obostrzeń nie będzie na nas nałożona, bo nie ma do tego odpowiedniej podstawy prawnej. Sanepid może nas prosić o zamknięcie restauracji – uważa Tomasz Kwiek.
Dlatego mimo kontroli pracowników Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, a także "wizyt" policji, nie zamierza restauracji zamykać. Lokal działa normalnie, a prowadzący go bracia na brak klientów nie narzekają. Posłuchaj

Do znanej już w całej Polsce restauracji w Cieszynie przyjechała aż z Wodzisławia Śląskiego Ania Surowiec. Jak mówi, to w geście solidarności. 
- Chcieliśmy wesprzeć chłopaków. Branża gastronomiczna jest kompletnie pomijana, małe firmy za niedługo będą musiały się zamknąć. To w ogóle nie jest brane w rządowych planach. Mówi się, że zostanie odmrożona jako ostatnia - mówi wodzisławianka. Posłuchaj  
Rzeczywiście, w rozmowie z "Business Insiderem" wicepremier Jarosław Gowin przyznał, że jeżeli sytuacja epidemiologiczna nie ulegnie pogorszeniu, jako ostatnie "odmrożone" zostaną branże gastronomiczna i hotelarska.

Tomasz Kwiek jest przekonany, że w ślady prowadzonej przez niego restauracji pójdą kolejni przedsiębiorcy. 
- Słyszałem, że teraz w Skoczowie będzie się otwierać resturacja. Podobnie w Gliwicach i Zabrzu. W Bielsku też jest działająca resturacja - wylicza. Posłuchaj 
- Jestem pewien, że takich lokali działających „w podziemiu” w całej Polsce jest mnóstwo – dodaje Tomasz Kwiek.

A jak wygląda sytuacja tych, którzy oferują dania – zgodnie z obostrzeniami – tylko „na wynos”? Mają ogromne problemy, by się utrzymać się.
- Lokale, które przed pandemią działały wyłacznie w trybie stacjonarnym, mają ciężko. Nawet w grudniu, który zwykle był w naszej branży miesiącem żniw, zamykały się. Ludzie byli wysyłani na urlopy, by uniknąć zwolnień – mówi Krzysztof Pacuła z Ustronia. Posłuchaj

Jeśli sytuacja się nie zmieni, w marcu fali zwolnień w gastronomii nie będzie można uniknąć – twierdzi Pacuła.


Posłuchaj audycji:

Nagranie 1

Nagranie 2



Zobacz inne wiadomości tego autora: