Mieszanie owiec w Koniakowie

W sobotę juhasi wyszli z owcami na halę. Po uroczystych obrzędach święcenia i mieszania nastąpi redyk na Ochodzitą. A potem pierwszy wiosenny udój. Tak od lat, tradycyjnie wygląda długi majowy weekend w Koniakowie. Redyk to wydarzenie kulturalne i marketingowe zarazem.Na Ochodzitej bacą jest Piotr Kohut z Koniakowa. Pod opieką ma ponad 450 owiec. I pięciu juhasów do pomocy. "Góralszczyzna bez owiec jest jak rzeka bez źródła" - tak uważa. Mieszanie zaczęło się w centrum Koniakowa. Najpierw owce przepędzono przez dym z poświęconego ognia. Potem nastąpiło samo mieszanie. To obrzęd, który jest tradycją na tym terenie od 1656 roku. Owce się miesza w jedno stado, bo pochodzą z wielu różnych gospodarstw. Muszą poczuć, że są jednym stadem. muszą wytworzyć się nowe hierarchie. Zwierzęta, musiały więc trzy razy obejść ustrojoną jodłę. Potem właściciele stad składali życzenia nowemu bacy, którego czeka teraz trud opieki nad zwierzętami. Po redyku (wyprowadzeniu zwierząt na halę) nastąpiło oficjalne liczenie. Później owce pasły się kilkadziesiąt minut, nim owczorze zapędzili je z powrotem do ogrodzenia. A potem doili. Z tego pierwszego udoju baca zrobił ser, którym częstował gości. W ruchu była też śliwowica. Redyk obserwowało kilkuset turystów. - Pogoda się nie udała do końca, ale deszczu nie ma. Na redykach zawsze są stali bywalcy, więc nie narzekamy. Chcemy znów nadać pasterstwu owiec znaczenie, zachęcić ludzi do kupowania owczego mleka i serów. Stado musi na siebie zarobić - mówi Kohut. Stada zostaną na halach do jesieni. Wtedy nastąpi łossod - czyli spędzenie owiec w doliny i oddanie gospodarzom.

Posłuchaj audycji:



Zobacz inne wiadomości tego autora: