Śmierć pacjenta pod lupą prokuraturyAgnieszka DąbrowskaAgnieszka Dąbrowska

Śmierć pacjenta pod lupą prokuratury

Śmierć pacjenta w szpitalu w Pszczynie pod lupą prokuratury. Mężczyzna zmarł ponad dobę po tym, jak trafił na izbę przyjęć.Prokuratura w Pszczynie bada sprawę śmierci pacjenta tamtejszego szpitala. Kilka dni temu bezdomny mężczyzna trafił do placówki z objawami zatrucia alkoholowego ale - według lekarzy - nie chciał żadnej pomocy. Zanim zmarł na izbie przyjęć spędził ponad dobę. Przykryto go kocami i położono na materacu. Gdy mężczyzna dostał drgawek, lekarze przyjęli go na oddział neurologii. Na pomoc było jednak za późno.

Na razie śledztwo jest na etapie przygotowawczym. Prokuratura wszczęła je pod kątem narażenia zdrowia i życia tego mężczyzny. Posłuchajciezastępczyni prokuratora rejonowego Anny Janik.

Prokuratura czeka na wyniki badań histopatologicznych i toksykologicznych. Sekcja zwłok nie wykazała, co było przyczyną śmierci. Za nieumyślne narażenie zdrowia i życia grozi do pięciu lat więzienia.

Swoje stanowisko w tej sprawie przedstawiła także spółka Centrum Dializa, która prowadzi szpital. Zamieszczamy je poniżej.


STANOWISKO SPÓŁKI CENTRUM DIALIZA:

8 stycznia około godziny 7.30 został przywieziony karetką WPR "S" pacjent skarżący się na bóle nóg. Pacjent skrajnie wyniszczony, zaniedbany higienicznie, z licznymi owrzodzeniami całego ciała, wyziębiony, z ust wyczuwalny zapach alkoholu. Poinformowano lekarza dyżurnego, który zbadał pacjenta, wystawił skierowanie na badania krwi i tomografię komputerową. Pacjent nie wyraził zgody na proponowane leczenie oraz ewentualną hospitalizację. Nie zgodził się również na wykonanie badań.

Z racji na stan higieniczny pacjenta umieszczono w pomieszczeniu do krótkotrwałej izolacji, położono na materacu celem zabezpieczenia go przed ewentualnym upadkiem z kozetki i urazem. Pacjenta okryto kocami i ułożono obok kaloryfera.

Podczas dyżuru dziennego i nocnego stan pacjenta stale kontrolowany przez personel izby przyjęć. O godz 14.00, 20.00, 7.00 lekarz dyżurny ponawiał propozycję hospitalizacji ale pacjent nadal na nic się nie zgadzał twierdząc, że "chce się tylko wyspać".

9 stycznia około godziny 10:00 zgłoszono fakt przebywania pacjenta na Izbie Przyjęć dyżurnemu Straży Miejskiej prosząc o interwencje w jego sprawie i przetransportowanie go do noclegowni dla osób bezdomnych, gdyż temperatura na zewnątrz była niska. W samym roku 2018 pacjent był przywożony na Izbę Przyjęć co najmniej 5 krotnie i za każdym razem wiele godzin trzeźwiał na Izbie Przyjęć i nie wyrażał zgody na hospitalizację.

Dopiero podczas oczekiwania na patrol Straży Miejskiej u pacjenta wystąpił napad drgawek o czym natychmiast powiadomiono ordynatora oddziału neurologii, który zlecił podanie pacjentowi leku. Zlecenie natychmiast zrealizowano.

Wtedy na miejscu pojawił się patrol Straży Miejskiej, który prawie od razu odjechał z Izby Przyjęć informując tylko personel, że pacjent z racji na wieloletnie nadużywanie alkoholu i notoryczne ucieczki nie nadaje się na przetransportowanie do noclegowni i sprawą pana powinna zająć się Opieka Społeczna. Po kilku minutach na Izbie Przyjęć pojawił się inny patrol SM wraz z przedstawicielką MOPS-u. Panie zdecydowanie odmówiły pomocy. Jednocześnie lekarz neurolog został przez personel poinformowany o pogorszeniu się stanu pacjenta i ten zadecydował o przyjęciu pacjenta na oddział.

Po wykonano toalety całego ciała, pacjenta ubrano w piżamę i szlafrok i przyjęto na oddział neurologii. Pacjent był bez kontaktu, więc nie mógł i nie musiał już udzielać pisemnej zgody na pobyt w szpitalu. Przyjęty na oddział o 10.50.

Chory został umieszczony na sali obserwacji. Wykonano w trybie planowym zlecenia lekarskie. Wykonano czynności pielęgnacyjne.

O godz. 14.50 nastąpiło nagłe zatrzymanie krążenia. Rozpoczęto reanimację i wezwano zespół reanimacyjny, który przystąpił do prowadzenia reanimacji.

O godz. 21.20 nastąpił zgon. To szpital wnioskował o przeprowadzenie sekcji zwłok.

W ostatnich latach mężczyzna ten przebywał w szpitalu ponad 50 razy i prawie zawsze odmawiał poddania się leczeniu. Jak sam mówił, chciał tylko się ogrzać i przetrzeźwieć. Stosownym wykazem wizyt dysponujemy. Jestem przekonany, że podobne dowody na interesowanie się i opiekowanie się tym człowiekiem uzyska Pan w MOPS.

Przypadek jest niestety klasycznym dowodem na niesprawność systemu i odpychanie problemów jak najdalej od własnego podwórka. Szpital zaś ma pełnić rolę izby wytrzeźwień i ośrodka pomocy.

Szpitalowi w Pszczynie ten mężczyzna był znany od lat. Skoro nam, to tym bardziej pewnie instytucjom odpowiedzialnym za udzielanie pomocy społecznej. Pytanie brzmi zatem: jak radzili sobie z tą sprawą za życia mężczyzny i dlaczego największe zainteresowanie, jego los wzbudził po śmierci.

Posłuchaj audycji:

Nagranie 1



Zobacz inne wiadomości tego autora: