Niezwykły projekt, niezwykłej rodzinyAgnieszka WykrętAgnieszka Wykręt

Niezwykły projekt, niezwykłej rodziny

Przedstawienie kukiełkowe, które ma nawiązywać do dawnych tradycji góralskich i pasterskich - to pomysł, który zrodził się w sercach i głowach znanych kolędników z Czernichowa na Żywiecczyźnie. Sztuka i rękodzieło ludowe to rodzinna tradycja rodziny Kosów z Czernichowa. Roman Kos swoje umiejętności i wiedzę, podobnie jak jego ojciec Stefan, przekazuje potomnym. Jest twórcą ludowym - rzeźbiarzem, muzykiem. Już od lat przewodzi zespołom Roztoka i Roztoka Mała. Wśród prac, które przyniosły mu największy sukces są płaskorzeźby stacji "Drogi Krzyżowej", figur św. Barbary - patronki górników i św. Floriana - patrona strażaków. Dzieła zdobią kościół parafialny w Czernichowie. Roman Kos kultywuje piękną tradycję wraz z potomkami -dziećmi i wnukami.  Jako zespół "Roztoka" przez ponad 20 lat odnosili znaczące sukcesy w "Godach Żywieckich" i innych konkursach widowisk kolędniczych. Wszystkie potrzebne do tego rekwizyty wykonują sami, zachowując przy tym tradycję ludową i beskidzki regionalizm. Teraz trzy pokolenia rodziny Kosów z panem Romanem na czele tworzą dzieło dotychczas niespotykane.
- Tworzymy przedstawienie kukiełkowe, które ma nawiązywać do dawnych wiejskich tradycji, również góralskich i pasterskich. Pomysł zrodził się w czasie występów z szopką kukiełkową w placówkach szkolno-przedszkolnych. Pytano nas, czy mamy też inne przedstawienia. Wtedy podjęliśmy decyzję o wykonaniu przedstawienia na podstawie własnego scenariusza według zamysłu jednego z członków naszego zespołu i stworzeniu niepowtarzalnego, przenośnego skanseniku z muzyka ludową. "Dawne życie od wiosny do jesieni" - taki będzie tytuł tego przedstawienia - wyjaśnia Marcin Kos, syn pana Romana.
Przy akompaniamencie akordeonu, muzyki ludowej artyści będą prezentować tradycyjne czynności: szatkowanie i kiszenie kapusty, młócenie zboża cepami, mielenie ziarna w żarnach. Nie zabraknie dawnych przedmiotów i narzędzi - będzie pług, wóz drabiniasty, maśniczka. Nie zabraknie zwierząt domowych. Tłem przedstawienia będzie rzeźbiona i malowana sceneria dawnej wsi z obracającym się młynem, zagrodą oraz kościołem. Akcja rozgrywana jest na trzech poziomach, gdzie znajdują się obrotowe scenki - tła każdej z opowieści.
-Z myślą o widzach stworzyliśmy rzeźbioną scenerię szeroką na 4, a wysoką na 2,5 metra. Same lalki, które w większości są ruchome, będą półmetrowe. Cała scena zbudowana została, tak, aby pokazać także inne przedstawienia z dziedziny etnografii, jak ginące zawody, czy obrzędy i tradycje na wsi od adwentu do karnawału. Zakończenie tych prac planujemy na koniec marca - zdradza Marcin Kos.
-Płaskorzeźba wykonana jest z drzewa lipowego, kukiełki będą w części wykonane z drzewa lipowego oraz z tkanin, materiałów, które będą je zdobić. Najważniejsze jest to, że lalki będą ruchome, dzięki temu będą pokazywały w jaki sposób wykonywało się dawne czynności na wsi - podkreśla Roman Kos, który od dziesiątków lat przewodzi zespołom kolędniczym.
Talent i pracowitość ojca odziedziczył nie tylko syn Marcin, ale i Łukasz, jak mówi: prace nad przenośnym skansenem rozpoczęły się jeszcze w zeszłym roku.
-Od początku tego roku wzięliśmy się solidnie do roboty. Pozostało dokończenie figurek, uszycie im ubrań, malowanie scenerii. Końcem marca planujemy złożenie wszystkich części w jedną całość. Później będzie czas na próby -mówi Łukasz Kos. -To kolędowanie i tradycja jest w naszej rodzinie od pokoleń. Tata naszego taty kolędował i chodził z szopką po wsi. Nasz tata od małego kolędował i zaszczepił w nas tę tradycję. Teraz już z bratem trochę wyrośliśmy więc po 20 latach naszego kolędowania, tata zaczął szkolić nasze dzieci-przyznaje Łukasz Kos.
-Żeby kolędnik kolędował dobrze, to trzeba zacząć próby już od adwentu. Kiedyś młodszy wnuczek zapytał syna: Tato, czemu dziadek tak często te próby robi-  zdradza z uśmiechem pan Roman i dodaje, że wnukowie chętnie występują.
-Kolędujemy z tatą, występowaliśmy na Żywieckich Godach, ostatnio byliśmy też w Bukowinie. Podoba mi się to. Teraz, kiedy tworzą nowe przedstawienie często schodzę do pracowni, bo to bardzo interesujące - mówi Kuba, wnuk Romana Kosa. Z kolei Piotruś (również wnuczek) gra na wakacie, ludowym instrumencie perkusyjnym. Jemu również podobają się wspólne rodzinne występy.
Kolędnicy z Roztoki Małej, pozostają wierni tradycji, zarówno w formie, jak i treści, przekazując ją młodym pokoleniom. Teraz tworzą całoroczne widowisko, które będzie pokazywało dawne życie na wsi. Obsługą przenośnego skansenu zajmą się na razie w trójkę - pan Roman będzie grał na akordeonie, a synowie ożywią kukiełki.
"Pragniemy, aby w przyszłości nasza gmina była kojarzona z tym wesołym, przewoźnym "skansenikiem" - przyznają twórcy niezwykłego dzieła.



Zobacz inne wiadomości tego autora: